Wychowankowie Teatru Poszukującego z Wesołej grają w filmach i dużych, profesjonalnych teatrach
Zajęcia teatralno-dramowe Teatru Poszukującego, fot. archiwum Bogumiły Stachurskiej
Wywiad z Panią Bogumiłą Stachurską, prowadzącą Teatr Poszukujący przy Ośrodku Działań Twórczych Pogodna w Starej Miłośnie.
Anna Figielska: Skąd wziął się pomysł na założenie Teatru Poszukującego?
Bogumiła Stachurska: Prowadziłam nieduże kółko teatralne w ośrodku kultury w Wesołej, bodajże w 1996 roku. Później przerwałam tę działalność ze względów osobistych. Kiedy w 2004 roku wróciłam do ośrodka kultury, dyrektor Tomasz Struzik zaproponował mi stworzenie nie sekcji, a grupy teatralnej, która miałaby swój repertuar. Chodziło o taką grupę, która gdyby zaistniała potrzeba, reprezentowałaby Wesołą zarówno w dzielnicy, jak i na zewnątrz. I wtedy pomyślałam: „Może stworzyć grupę dzieci zdolnych, które chciałyby się bawić w taki nietypowy teatr, różny od tego, który mogą mieć w szkole?”. Chciałam pracować stosując inne techniki, inną formę, więc trzeba było troszkę przekonać dzieci do tego pomysłu. Tak też powstał Teatr Poszukujący.
Po pewnym czasie (ponieważ istniejemy już kilka dobrych lat) - teatr nam się „rozczłonkował”. Moi pierwsi uczniowie i wychowankowie są już dzisiaj na studiach, co mnie bardzo cieszy. Grają w teatrach (np. w Teatrze Dramatycznym) i filmach albo są na kulturoznawstwie. Karolina Sarniewicz, która studiuje właśnie kulturoznawstwo, brała już po raz kolejny udział w projekcie realizowanym w Teatrze Dramatycznym, natomiast Ida Skrzeszewska uczestniczyła polsko-niemieckim projekcie „Idealne miasto”, prezentowanym w teatrach w Warszawie i Berlinie.
Większość z moich wychowanków przeszła później przez ognisko teatralne państwa Machulskich, tam też nabrali oni odpowiednich „szlifów”, bo praca aktorska była dużo bardziej intensywna. Teraz wielu z nich jeździ na warsztaty literacko-dramaturgiczne, organizowane przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Teatrów dla Dzieci i Młodzieży ASSITEJ, w którym też trochę działam. Zależy mi na tym, żeby z tego naszego teatru wychodzili gdzieś dalej.
Chciałabym również, aby nasze projekty były ciekawe, mniej klasyczne, a bardziej skłaniające się ku nowym formom współczesnej sztuki. Myślę, że to moim „aktorom” się udaje. Nie tworzymy łatwych spektakli. Nie są to ilustracje znanych sztuk teatralnych czy powieści tylko absolutnie nowoczesne w formie przedstawienia.

„Ja Niewiadoma” – spektakl nagrodzony Nagrodą Specjalną na Ogólnopolskim Festiwalu Twórczości Dziecięcej i Młodzieżowej „Brombolandia 2010”, fot. archiwum Bogumiły Stachurskiej
AF: Mówi Pani o „nowych formach”, czy dzieci są w stanie sprostać wymaganiom współczesnej sztuki teatralnej?
BS: Z tych „dużych” dzieci utworzyliśmy grupę, która jest już poza naszym teatrem. Jest jedna grupa „średnia”, skupiająca licealistów i gimnazjalistów, którą nazywamy Młodzieżowym Teatrem Poszukującym. Siłą rzeczy utworzył się również Mały Teatr Poszukujący, do którego należą uczniowie klas 0-V. Myślę, że będzie trzeba ich niedługo rozdzielić, tworząc może Malutki Teatr Poszukujący (śmiech), ponieważ kategorie wiekowe są istotne w tej pracy.
Wydaje mi się, że oni bardzo szybko się przyzwyczaili do nowej formy. Przede wszystkim do tego, że nie zaczynamy pracy nad spektaklem od gotowego tekstu. Chyba śmiało mogę powiedzieć, że wspólnie tworzymy przedstawienia. My je po prostu wymyślamy. Wybieramy jakiś temat i szukamy możliwości stworzenia treści scenicznej wokół niego. Zwykle zaczynamy taką pracę od techniki dramy. Co to znaczy - mieliśmy spektakl pod tytułem „Pierwszy dzwonek”, do którego inspiracją była kartka papieru, bo dzieci były wtedy w I-II klasie i mówiły dużo o tym, jak się uczą pisać. Od tego wyszliśmy i zrobiliśmy zajęcia metodą „dramy”, gdzie dzieci dostarczyły mi mnóstwo fantastycznych pomysłów, z których później stworzyliśmy spektakl. Dostaliśmy za niego Brązowego Ikara na Warszawskim Festiwalu Teatralnym „Melpomena w szkolnej ławce”, a później III nagrodę na Festiwalu Teatralnym „Minimaks” . Jednak widzę, że taka inna, ruchowa forma, podoba się zarówno jurorom, jak i publiczności.
Zrobiliśmy także przedstawienie o nazwie "City", którego tematem było miasto, jego przestrzeń i dynamika. Inspirowaliśmy się wówczas obrazami Stażewskiego i Mondriana. Zaczęliśmy więc od odpowiedzi na pytania: Czym jest przestrzeń miasta? Na czym polega jej fenomen? Jak się ma do tego malarstwo współczesne? Kim jest ten Mondrian i ten nasz Stażewski? Bardzo często na zajęciach dramowych robię wprowadzenia, a potem szukamy jakiejś formy, która mogłaby się przerodzić w spektakl.
Nasze przedstawienia są przede wszystkim ruchowe, bardzo wizualne, oparte na elementach tańca współczesnego. Ostatnio ze starszą grupą zrobiliśmy (z czego jestem bardzo dumna, bo dostali Nagrodę Specjalną na Ogólnopolskim Festiwalu Twórczości Dziecięcej i Młodzieżowej „Brombolandia 2010”) spektakl, do którego inspiracją było zwykle krzesło. Wyszliśmy od jego geometrii, formy, materii przedmiotu i tak powstała sztuka o trudnym okresie dojrzewania współczesnej nastolatki. Wszystkie emocje i sytuacje zostały opowiedziane ruchem, gestem i tańcem. Było też słowo, bo każda z dziewczyn sama stworzyła tekst do własnej roli. To dosyć odważne posunięcie, zupełnie niekonwencjonalne i bardzo się baliśmy reakcji publiczności, ponieważ nie jest to sztuka tzw. „łatwa i przyjemna”. Jednak jury festiwalu było oczarowane nową formą – formą ruchową - z czego bardzo się cieszę. A publiczność ... skupiona, skoncentrowana, śledząca każdy ruch na scenie i ta cisza... bez szmerów, rozmów czy szeleszczących papierków. Taka reakcja widzów, którzy patrzą i „wkręcają się” w nasz świat, to dla nas najlepszy komplement.
AF: A jak odbierana jest ta niekonwencjonalna forma przez rodziców dzieci? Może woleliby przedstawienia tradycyjne?
BS: Ja myślę, że rodzice przede wszystkim przyzwyczaili się do tego i bardzo mnie wspierają. Bardzo dziękuję im za pomoc. Często jeżdżę na przedstawienia sama. Jestem wtedy reżyserem, oświetleniowcem, spełniam wszystkie techniczne funkcje i wówczas muszę mieć osoby, które zajmą się dziećmi. Ogarnąć i zmobilizować ten dziecięcy żywioł nie jest łatwo, trzeba pomóc im pokonać tremę i strach przed wyjściem na scenę.
Rodzice, którzy przychodzą pierwszy raz, na początku są zdumieni tym, że jest to teatr ruchu, że dzieci nie dostaną kartek, gdzie będą rozpisane role główne - księżniczek czy super żołnierzy. W naszym teatrze nie ma głównych ról, bohaterem jest grupa i to ona cały czas jest na scenie, tworząc różne sytuacje i obrazy. Teraz wydaje mi się, że rodzice się przyzwyczaili i bardzo nas wspierają. Często zostają na zajęciach, żeby się przyglądać, jak dochodzimy do różnych pomysłów. Ostatnio obserwują nasze próby całymi rodzinami (śmiech). I w ten sposób mamy stałą publiczność.
Z założenia ten teatr w swojej nazwie ma „poszukiwanie”, „odkrywanie”. My szukamy nowych środków artystycznych, nowych form ekspresji. Znajdujemy je w ruchu, prostych gestach, rytmie, tańcu, dynamice. Dla moich młodych wychowanków taka praca to rodzaj eksperymentu, ale to właśnie jest naszym znakiem firmowym i wyróżnia nas spośród innych grup.

Wywiad udzielany przez Młodzieżowe Jury XII Międzynarodowego Festiwalu dla Dzieci i Młodzieży Korczak (2009), które współtworzą członkowie Teatru Poszukującego, fot. archiwum Bogumiły Stachurskiej
AF: Jakiego wydarzenia nie możecie zapomnieć? Czy coś poruszyło Was na tyle mocno, że zapamiętacie to na długi czas?
BS: Mieliśmy niesamowitą przygodę z Piną Bausch, światowej sławy tancerką i choreografka niemiecką, twórczynią współczesnego teatru tańca. Udało nam się pojechać do Wrocławia całą grupą na jej spektakl. Bardzo mi imponuje to, że dzieci znają jej nazwisko i jej spektakle, bo myślę, że wielu tancerzy nie wie, kim ona jest… a właściwie kim była. Po spektaklu byliśmy również na spotkaniu z tancerzami Piny. Kiedy wracaliśmy nocnym pociągiem do Warszawy dostałam wiadomość, że Pina Bausch nie żyje. Zmarła właśnie tej nocy. Szok! Nie mogliśmy uwierzyć. Byliśmy na ostatnim jej spektaklu.
AF: Gdzie można Was spotkać?
BS: Jeździmy sobie po Warszawie (bo tylko na tyle pozwalają nam środki) i uczestniczymy w różnych festiwalach teatralnych - w teatrze Stara Prochownia, Staromiejskim Domu Kultury czy na Rakowcu. Jest dla mnie strasznie ważne, żeby dzieci oglądały inne dobre zespoły. Dużo w ten sposób się uczą i wiele poznają.
W ogóle jestem zdania, że młodzi ludzie powinni uczestniczyć w sztuce przez największe „S”, w sztuce, która ma najwyższą jakość. Powinni się uczyć trafnie oceniać m.in. to, co „serwują” im media, zwłaszcza telewizja. Muszą też rozumieć, dlaczego coś jest dobre, a coś innego złe – chcę, żeby rozwijali w sobie zmysł konstruktywnej krytyki. Staram się im też uświadomić, że teatr, który tworzą, jest „hybrydą sztuk”. Mam nadzieję, że kiedyś będą wymagającymi odbiorcami sztuki (a może także i jej twórcami) i nie dadzą sobie „wcisnąć” byle czego.
Dlatego też przy okazji zajęć teatralnych realizuję z nimi równocześnie program edukacyjny. Byliśmy na wystawie sławnego współczesnego rzeźbiarza Igora Mitoraja. Obejrzeliśmy spektakle najbardziej znanej grupy na świecie - Cyrku Słońca (Cirque du Soleil). W tym roku starsza grupa poznaje również historię musicali (uwielbiają "Hair"). Dziewczyny zobaczyły spektakle francuskiej grupy Tumulus, która prezentowała się w Warszawie.
Część naszej grupy już od dwóch lat zasiada w jury Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży „Korczak”. Oceniają profesjonalne przedstawienia i robią to naprawdę jak zawodowcy. Jestem dumna ze sposobu, w jaki potrafią uzasadniać swoje werdykty i przyznawać nagrody.
AF: Mówiła Pani, że przedstawienia są oparte na ruchu. Czy dzieci poza zajęciami stricte teatralnymi poszerzają swoje umiejętności np. taneczne?
BS: Tak. Zwłaszcza z grupą młodzieżową dużo pracowałam na elementach i technikach tańca współczesnego. Oczywiście, robimy to w takim zakresie, w jakim ja mogę dziewczęta poprowadzić. Sama często jeżdżę na zajęcia do Poznania, gdzie jest specjalne laboratorium ruchu stworzone przy Teatrze Tańca, by potem spróbować im to przekazać.
Udało nam się nawet zorganizować warsztaty choreograficzne, tylko dla naszej grupy, ze znaną tancerką i choreografką francuską - Andreą Sitter. Co prawda Adrea przyjechała pracować z tancerzami Opery Narodowej i Polskiego Teatru Tańca, ale ze względu na naszą znajomość, zgodziła się poprowadzić zajęcia dla nas - amatorek. To było bardzo inspirujące doświadczenie.
Ostatni spektakl - "Ja Niewiadoma" - był oparty właśnie na technikach tańca współczesnego. Myślę, że udało im się sprostać zadaniu, mimo że awierał dużo elementów improwizacji ruchowej. Dziewczynom trudno początkowo było odejść od synchronizacji ruchu czy przełamać konwencję, którą widzą w telewizji i wejść w coś, co jest nowe. Przyznam, że ten spektakl nie jest łatwy, ponieważ końcowa scena trwa 2,5 minuty i opiera się wyłącznie na tańcu na podłodze.
AF: Jakie są Pani marzenia i plany na przyszłość?
BS: Przyszłość jest związana niestety mocno ze środkami, jakimi dysponujemy, a są one naprawdę minimalne. Marzyłoby mi się zrobienie jakiejś dużej formy teatralnej z użyciem multimediów, może musicalu? Myślę, że dzieci dojrzały już do realizacji profesjonalnego przedstawienia. Sprawdziły się wielokrotnie. Bardzo bym też chciała, żebyśmy mogli wyjeżdżać poza Warszawę, żeby grupa mogła brać udział w warsztatach lub spotkaniach teatralnych na troszeczkę wyższym poziomie. Mam ambicje, plany i marzenia, jednak ciągle brakuje tego wsparcia finansowego. Wielka szkoda. Nawet nie mamy możliwości pokazania spektaklu tutaj - w dzielnicy. Marzy nam się również wyjazd do Pragi, tak bardzo bym chciała, żebyśmy się wybrali na festiwal form tańca współczesnego dla dzieci i młodzieży, gdzie przyjeżdża dużo grup z całej Europy Wschodniej i nie tylko. Dzieci mogłyby je zobaczyć i jednocześnie myślę, że nie byłoby wstydem, gdybyśmy zaprezentowali się na jakimś „offie” z naszym spektaklem.
AF: Gdzie w najbliższym czasie będzie można zobaczyć Teatr Poszukujący?
BS: Będziemy występować w kwietniu na „Minimaksie”, bardzo znanym festiwalu teatrów dziecięco-młodzieżowych. Chcemy również pojechać do Piaseczna na festiwal „Effka” i na pewno w tym roku wystąpimy pod koniec czerwca na nowym przeglądzie organizowanym przez Dorożkarnię - chcemy pojechać tam z naszym spektaklem "Ja Niewiadoma". W tej chwili pracujemy nad sztuką, która jest o… sznurku. Natomiast młodsza grupa tworzy przedstawienie o przedmiocie i emocjach. Chcemy pokazać oba spektakle na jesiennych Konfrontacjach w Warszawie w teatrze Stara Prochownia.
AF: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia Pani oraz młodym adeptom sztuki teatralnej.


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










