A A A

Walka o życie kotka: skandaliczne zachowanie Straży Miejskiej - list czytelniczki

10.02.2012, 11:12

Poniższy list przesłała do naszej redakcji mieszkanka Starej Miłosny. Jest on skargą przesłaną na ręce Komendanta Straży Miejskiej w Warszawie pana Zbigniewa Leszczyńskiego.

Szanowny Panie,

tyle się mówi o biednych zwierzętach w zimie, o tym jak Państwo w tej sprawie pomaga angażując służby, o ochronie praw zwierząt. Ja to widzę zupełnie inaczej od poniedziałku 6 lutego 2012 gdy przy naszej posesji znaleźliśmy kotkę po ciężkim wypadku. Smutna historia poniżej:

1. w poniedziałek ok. godz. 15.00 mąż znajduje leżącego na śniegu przy posesji kota - widać że po wypadku, ma ciężkie obrażenia, nie może się ruszać.

2. wiezie go natychmiast do przychodni w Starej Miłosnej = Wesoły Pies. Tam mówi, że zapłaci za leczenie kotka ale nie chce go brać do domu ze względu na zwierzęta jakie już mamy. Ponieważ przychodnia nie prowadzi całodobowej opieki Pani weterynarz informuje męża że w takim wypadku kotek zostanie przekazany innej klinice, która zajmuje się leczeniem takich zagubionych zwierząt. Mąż wychodzą prosi aby Pani podała mu później adres i telefon tej kliniki w razie jakichkolwiek problemów żeby do niego dzwoniła. Wtedy zajmie się sprawą dalej sam.

3. Pani weterynarz, pełna dobrej woli i wiary w ludzi, dzwoni zgodnie z procedurami do Straży Miejskiej, której zleca zawiezienie kota do kliniki w Starej Miłosnej przy Ul. Hebanowej 16 na natychmiastowe dalsze leczenie. Kot ma bardzo ciężkie obrażenia kończyn.

4. W tym czasie ja wracam z pracy, po krótkiej rozmowie z mężem i dziećmi decydujemy, że jednak gdy nie znajdzie się właściciel weźmiemy kota do siebie.

5. Wsiadam więc natychmiast samochód, po drodze dzwonię do przychodni Wesoły Pies gdzie dostaję informację, że kota 10 minut temu czyli. Ok. 16.30 zabrała Straż Miejska do kliniki na Hebanową.

6. Natychmiast jedziemy z córką na Hebanową, gdzie dowiaduję się od właścicielki kliniki, że też czeka i niestety kot nie dotarł.... dzwonię więc spod Kliniki do Straży Miejskiej i słyszę: "Strażnicy po odebraniu kota zadecydowali że nie będą z kotem jechać do kliniki tylko zawiozą go od razu do schroniska na Paluch". Tu dodam ze swojej strony że mieli z jednej przychodni do drugiej około 1 km.... Proszę więc o ustalenie gdzie są Strażnicy z kotem to ja tam pojadę i go zabiorę - słyszę: "nie ma takiej możliwości. Kota można odebrać dopiero ze schroniska". Dalej na moje pytanie dlaczego nie zawieźli tak chorego kota do kliniki pomimo zalecenia lekarza słyszę: "Strażnicy po przejęciu zwierzęcia mogą z nim zrobić co chcą..... ".

7. Natychmiast po tej rozmowie wracam do domu, znajduję telefon do schroniska na Paluch i dzwonię z prośbą, że gdyby taki kotek przyjechał to ja już wsiadam do samochodu i tam po niego jadę - słyszę: "że takie zwierzę jak już dotrze do schroniska to oni nie mogą go wydać osobie która nie jest właścicielem ale musi przejść 2 tygodniową kwarantannę..." tu mi ręce opadły bo wiedziałem, że ten kot tego nie przeżyje, zdechnie tej nocy.... o 2 tygodniach nie ma nawet mowy...

8. Dzwonię po pomoc do przychodni Wesoły Pies , gdzie pani weterynarz mi pomaga, dzwoni najpierw do Straży Miejskiej, która delikatnie rzecz ujmując nie wykazuje zainteresowania sprawą a następnie do schroniska i umożliwia odebranie kotka.

9. Docieram do schroniska ok. godz. 18.30. Kota nadal tam nie ma. Dzwonię ponownie do Straży Miejskiej i słyszę: "że Panowie stoją w korku a poza tym to oni byli w klinice na Hebanowej i mają na to stosowne dokumenty..." Mówię tylko dyspozytorce że kłamali bo ich tam nie było i kończę rozmowę.

10. Kotek dociera do schroniska ok. 19.30 czyli po 3 godzinach wożenia w zimnym samochodzie przy 20stopniowym mrozie. Ma drgawki i widać, że jest w stanie krytycznym. Zadaję Strażnikom, którzy go przywieźli pytanie kto im pozwolił nie zawozić kota do kliniki i słyszę odpowiedź " JA...." i koniec dyskusji. Na moje pytanie czemu twierdzą że byli na Hebanowiej odpowiadają że wcale tak nie twierdzą i ich tam nie było.... zadecydowali że kot jest zdrowy i nie ma tekiej potrzeby..... Poza tym nikt im nie powiedział, że ktoś kota szuka i o niego pyta bo by go nie przywozili do schroniska tylko zawieźli do mnie....

11. Kończę więc bezcelową dyskusję, jadę natychmiast z kotem do kliniki Vets na Książęcej, docieram tam ok. 20stej. Kot jest w ciężkiej hipotermii, ma 32 stopnie, ma nikłe szanse na przeżycie nocy, poza tym wstępna diagnoza sugeruje nawet amputację obu łapek spowodowaną ciężkim wypadkiem.... Tutaj ogromne podziękowania dla lekarzy z tej kliniki. Wyprowadzili koteczkę z hipotermii, cały czas dostaje leki i jest diagnozowana także przez chirurga pod kątem dalszego leczenia. Na pewno przeżyje co najmniej z 3 łapkami, a my jej stworzymy ciepły i kochający dom.

Gdy kotka trafiła do przychodni w Starej Miłosnej miała temperaturę 37,8 stopnie - po 3 godzinach wożenia jej po mieście w lodowatym samochodzie - miała już tylko 32 stopnie... Tu nie potrzeba żadnego komentarza.

Gdyby nie moja, męża i córki determinacja to zwierzę by już nie żyło przez ludzką bezduszność i głupotę. A także brak poszanowania dla życia.

Jestem do głębi zbulwersowana postawą Straży Miejskiej i strach pomyśleć na jaką skalę może to być zakrojony problem.

Bardzo proszę Komendanta Straży Miejskiej o pilnie wyjaśnienie tej sprawy oraz wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do wszystkich osób w Państwa instytucji, które tu postąpiły w sposób niezgodny z jakąkolwiek etyką. Nie powinno być to trudne ze względu na monitoring nagrywanych rozmów na linii 986.

Pozostając z poważaniem czekam na pismo z wyjaśnieniem w/w sprawy.

Jednocześnie składam ogromne podziękowania dla przychodni Wesoły Pies w Starej Miłosnej oraz kliniki VETS na Książęcej.

Niniejsze pismo przesyłam jednocześnie DW Towarzystwa Ochrony Praw nad Zwierzętami, Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt "Animals", przychodni Wesoły Pies, kliniki VETS oraz mediów.

Z poważaniem

mieszkanka Starej Miłosny (dane autorki do wiadomości redakcji)

Komentarze

  • Gość (87.205.155.161) / 03.03.2012 21:17:23

    Chylę czoła przed panią, która uratowała życie kotce. Oczywiście weterynarzom też dziękuję. Natomiast oburzają mnie wpisy osób, którzy uważają, że zajmowanie się bezdomnymi zwierzętami to bzdety i że lepiej zajmować się ludźmi. Różnica jest taka, że w większości wypadków, ludzie są bezdomni na własne życzenie i zawsze mogą poprosić o pomoc. Kot nie może nic. Dotarło?

  • Gość (95.49.116.99) / 14.02.2012 10:41:55

    no tak... autor ponizszego wpisu ma tylko roszczenia. ciekawe czy sam zadałby sobie tyle trudu... Ja jestem pewien ze Panstwo ktorzy pomagali zwirzakowi, z co najmniej takim samym zaangazowniem pomogliby czlowiekowi!

  • Gość (178.42.152.80) / 13.02.2012 13:38:36

    martwicie się o bezpańskie koty i psy, podczas gdy w takiej temperaturze codziennie zamarzają ludzie - ludzie! czy Wam nie odbiło???????????

  • Gość (77.253.217.29) / 13.02.2012 12:51:01

    Nawet jeśli SM działali zgodnie z ich przepisami, to istnieje jeszcze coś takiego jak bezwarunkowy odruch człowieczeństwa! Takim odruchem wykazała się autorka listu. Wielki szacunek i podziękowania dla Pani. Mało jest już ludzi czułych na krzywdę zwierząt.

  • Gość (83.31.143.14) / 13.02.2012 12:16:46

    Z tego, co się orientuję, sprawa procedur związanych z dokarmianiem bezpańskich kotów w Wesołej, skończyła się nijak. To znaczy jest tak, jak było - według urzędników od ochrony środowiska w Urzędzie Dzielnicy Wesoła bezpańskie koty mają żyć jak dzikie zwierzęta, same sobie zdobywać pożywienie, a dokarmiać można je tylko wtedy, gdy grozi im śmierć głodowa lub z wychłodzenia (duży mróz, duża pokrywa śnieżna itd.).

  • Gość (95.49.122.183) / 12.02.2012 15:30:53

    Szanowni Państwo.

    Jesem przedstawicielem Pogotowia dla Zwierząt w m.st Warszawa a zarazem mieszkaniec Starej. Z informacji jakie udało mi sie uzyska w toku postepowania i konsultacji z Pogotowiu przyznaje, że mam związane ręce. Panowie działali zgodnie z prawem i przepismi. Wiem to absurdalne. Cały czas będe monitorowć dalsze postępowania. Mam co do tych działan wątpliwosci jako człowiek i Inspektor ds ochony zwierzat ale prawnie nic nie moge zrobić.
    Zmiana przepisów dotycząca bytowania zwierząt miała pomóc niestyty wiele z nich w łatwy sposób mozna obejsc i ominąć. Niemniej jednak bardzo prosze o sygnał o każdej takiej sprawie. Pozdrawiam WS Warszawa

  • Gość (77.115.35.216) / 12.02.2012 11:25:41

    To jest naprawdę skandal! Ale jestem przekonana, że Panowie, którzy wozili umierającego kotka już zapomnieli o tym fakcie, a ich przełożony nie wyciągnie żadnych konsekwencji względem nich. Taka jest smutna prawda. Jedno pociesza - każde zło wyrządzone przez człowieka, wraca do niego ze zdwojoną siłą. O czym się Panowie niewątpliwie sami przekonają!

  • Gość (83.6.154.72) / 11.02.2012 15:13:10

    CZy kiedykolwiek podobna sprawa zaniedbania ze strony straży miejskiej zakończyła się wyciągnieciem konsekwencji ???

  • Gość (164.126.167.86) / 11.02.2012 13:21:51

    A rzecznik SM pewnie powie "że działali zgodnie z przepisami i nie mają sobie nic do zarzucenia". Masakra!

  • Gość (10.4.1.189) / 11.02.2012 10:30:51

    To wygląda prawie jak film "Ambulans" pokazywany w obozie w Sztutowie...
    Jak ktoś nie lubi zwierząt, to po co (Straz Miejska) udaje, że się nimi opiekuje?

  • Gość (80.238.110.92) / 10.02.2012 12:36:57

    Wielki szacunek dla Pani, która z taką determinacją wywalczyła życie dla biednego zwierzaka. Jeśli chodzi o straż miejską, to po prostu skandal. Ta formacja powinna być jeśli nie rozwiązana bo jest mało pożyteczna dla społeczeństwa (nie mylić z kasą gmin) to przynajmniej wzięta pod lupę i to z największą dokładnością.

  • Gość (83.24.71.30) / 10.02.2012 12:10:38

    A jak zakończyła się sprawa procedur związanych z dokarmianiem bezpańskich kotów w Wesołej?

  • Gość (83.24.229.241) / 10.02.2012 11:47:52

    Magiczne słowo "PROCEDURY". One nie zastąpią zdrowego rozsądku, moralności i etyki. Niestety w naszym bezideowym społeczeństwie PROCEDURY rządzą wszystkim a w "służbach" są w większości ludzie bez przymiotów które powinni posiadać /delikatnie mówiąc/.

  • Gość (83.24.163.190) / 10.02.2012 11:32:50

    Zbadam sprawę Inspektor ds ochrony zwierząt m.st Warszawy rejon Wesoła i okolice.

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd