A A A

W Wesołej, na osiedlu Zielona, mieszka i pracuje jeden z najlepszych w Europie projektantów żaglówek oraz jachtów

02.04.2011, 23:25

Delphia 47, jedna z łodzi zaprojektowanych przez Andrzeja Skrzata, fot. Delphia

Andrzej Skrzat, bo o nim mowa, jest głównym projektantem największej stoczni jachtowej w Polsce, Delphia Yachts, która 98 proc. swej produkcji eksportuje do Europy Zachodniej i jest zaliczana do światowej czołówki. Jachty zaprojektowane przez Skrzata zdobywają wiele wyróżnień (wśród nich tytuł jachtu roku w Stanach Zjednoczonych w kategorii łodzi importowanych). Były kilkakrotnie nominowane do nagrody European Yacht of The Year (Europejski Jacht Roku). Wyznaczają nowe trendy w projektowaniu jachtów. Cieszą się takim powodzeniem, że obecnie pływa na świecie już kilkanaście tysięcy łodzi żaglowych, motorowych i jachtów zaprojektowanych przez wesołowskiego konstruktora.

Smaczku tej historii dodaje fakt, że Andrzej Skrzat mieszka na ul. Żeglarskiej. Stał się projektantem jachtów i żaglówek trochę przez przypadek. Za młodu, jeżdżąc do babci do Puław, nad Wisłę, zasfascynował się żeglarstwem. To były jednak czasy PRL, gdy na kupno żaglówki prawie nikt nie mógł sobie u nas pozwolić. Pasjonaci żeglarstwa w naszym kraju projektowali je więc i wykonywali własnoręcznie. Tak też było i w przypadku Skrzata. Tak też zrodził się polski fenomen – czyli to, że Polacy w projektowaniu i produkcji żaglówek należą dziś do światowej czołówki. Nasz kraj jest europejskim liderem w produkcji łódek żaglowych o długości do 9,5 metra, ale nasi producenci zaczynają też coraz śmielej poczynać sobie na rynku jachtów. Najlepszym tego przykładem jest firma Delphia Yachts, w której głównym projekantem jest właśnie Andrzej Skrzat. I projektuje dla niej żaglówki oraz jachty, które są czasem droższe (a mimo to nie brakuje na nie chętnych) od łodzi najbardziej renomowanych, zachodnich firm. Wiele zaprojektowanych przez Skrzata żaglówek obrosło legendą. Chwalone są za piękną, oryginalną stylistykę, wysoką jakość i nowatorskie rozwiązania.

Delphia_1.jpg

Wnętrze jachtu Delphia 47, zaprojektowanego przez Andrzeja Skrzata, fot. Delphia

On sam jednak mówi, że najważniejsze jest, by łódź byla dla żeglujących nią bezpieczna, by zapewniła im przetrwanie nawet podczas największego sztormu. I żeby projektować ją z myślą o żeglarzach, a nie o tzw. jachtsmenach. - Jachtsmeni to tacy ludzie, którzy nie kupują łodzi żaglowej dlatego, że kochają żeglarstwo – mówi Andrzej Skrzat. - Kupują ją ze snobizmu, żeby się pokazać, żeglują swoją łodzią bardzo rzadko. Nie znają się więc na jachtach. Znają się na nich żeglarze. Wielokrotnie, podczas targów, stałem obok zaprojektowanej przez siebie łodzi, żeby zobaczyć, jak właśnie żeglarze się na niej zachowują, co mówią. Jeśli zatrzymywali się przy jakimś elemencie na dłużej, zwracali na niego uwagę, to dla mnie był sygnał, że ten element im przeszkadza, że coś z nim jest nie tak. Polacy są taką potęgą w produkcji żaglówek, bo wciąż robią to z pasją. Na Zachodzie producenci traktują to już jako zwykłą pracę, zwykły biznes, podchodzą do tego dość beznamiętnie. Choć dzięki sile swego kapitału mają ciągle mocniejszą od nas rynkową pozycję w produkcji większych łodzi, jachtów.

Recepta Skrzata na zawodowy czy biznesowy sukces? Ta recepta jest złożona i wielowątkowa. Ale kilka wątków przewija się w niej częściej od pozostałych. Wątek pierwszy: trzeba wierzyć w siebie i we własne możliwości, w to, że możemy osiągnąć bardzo wiele. Wątek drugi: nie można spoczywać na laurach, trzeba cały czas rozwijać się. Trzeci: lepiej nie iść na tanią masówkę, na "sprzedawanie w bramie wina za 5 zł". Lepiej dawać ceny wyższe od konkurencji. Bo jeśli się robi coś dla pasjonatów, to dla nich cena będzie drugorzędna: gdy zamarzy im się jakaś łódka, to staną na głowie, by ją mieć. Wątek piąty: nie projektować czegoś w oderwaniu od rynku i upodobań klientów. W stylistyce kierować się tym, jak wyglądają współczesne auta, bo to one najbardziej kształtują nasze stylistyczne upodobania w odniesieniu do bardzo wielu produktów. Wątek szósty: nie rozkręcać firmy na kredyt, ostrożnie inwestować. Nie kupować ani nie robić czegoś, na co tak naprawdę nas nie stać. Bardzo ostrożnie brać pożyczki na dom czy mieszkanie. Bo brak ostrożności i rozwagi w tej kwestii, coraz częstszy także w Polsce, bywa bardzo zgubny.

Andrzej Skrzat projektuje żaglówki już od ponad 40 lat i ani myśli wybierać się na emeryturę. Bo jego zdaniem jeśli nasz umysł nie pracuje ciągle na wysokich obrotach, to zaczyna się rozleniwiać i przestaje się rozwijać. A to według Skrzata oznacza regres i duże ryzyko utraty tego, co już się osiągnęło. - Leniliśmy się jako naród przez całą komunę – mówi. - Teraz musimy ciężko i dużo pracować, jeśli chcemy dogonić zachodnie kraje. Ale nawet ciężko i dużo pracując, będzie to trudne, bo Zachód jest już w wyższym stadium rozwoju cywilizacyjnego. Dlatego łatwiej mu się dalej rozwijać niż nam.

Jacek Krzemiński

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd