A A A

Talent wybitny, charakter niepokorny

02.12.2010, 11:29

Jeden z obrazów prof. Maciąga

Prof. Ludwik Maciąg związał się z Wesołą na początku lat 50. i pewnie nie wyprowadzałby się z niej do grobowej deski, gdyby nie jego partyzancka przeszłość i obrana postawa życiowa. Gdy zmarł, został pochowany na jednym z wesołowskich cmentarzy. W kondukcie żałobnym szedł jego koń Eos. Prof. Maciąg tak kochał konie, że jego najbliższej rodzinie (jej część po dziś dzień mieszka w Wesołej, na osiedlu Groszówka) wydawało się naturalne, że Eos powinien wziąć udział w pogrzebie.

„Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, profesor tej uczelni (dziekan Wydziału Malarstwa w latach 1969-1972), autor wielu znanych ilustracji książkowych, plakatów, projektów znaczków pocztowych, gobelinów, jeden z najlepszych współczesnych malarzy pejzażystów i batalistów” – to fragment zamieszczonej w Wikipedii notki biograficznej o Ludwiku Maciągu. Notka jak to notka, nie wyczerpuje bogactwa jego życiorysu tego artysty, który okazał się nie tylko wybitnym malarzem, ale także wspaniałym człowiekiem. – Dziadek był dla mnie autorytetem – mówi Janusz Maciąg, wnuk malarza. – Wryła mi się w pamięć jego pracowitość i hart ducha. Każdą wolną chwilę poświęcał na twórczość. W Gulczewie, dokąd przeniósł się z babcią z Wesołej, miał bardzo trudne warunki. Sam rąbał drewno na opał i nosił je do domu. Zimą wieś była odcięta od świata, a na dodatek czasem zamarzały im rury od centralnego ogrzewania . Gdy kolejny raz to się stało, sprowadzili znajomego, żeby naprawił im tę instalację. Udało mu się to, piec znów zaczął grzać dom i w pewnej chwili, kiedy w środku temperatura osiągnęła 14 stopni, dziadek i babcia powiedzieli: „Ale gorąco się zrobiło. Wystarczy, nie musi już być cieplej”.

Ludwik Maciąg urodził się w 1920 roku w Krakowie. Gdy miał dwa lata, jego rodzice przenieśli się z dziećmi pod Białą Podlaską. Ojciec, zawodowy żołnierz, walczył podczas I wojny światowej, pod Verdun dostał się do niewoli, skąd wrócił do Polski wraz z armią gen. Hallera. Był utalentowanym jeźdźcem i zaraził jeździecką pasją syna Ludwika, który jednak nie poszedł w ślady ojca i po maturze złożył papiery na warszawskiej ASP. W dalszej nauce przeszkodziła mu wojna. Tak, jak jego brat Józef, który brał udział w obronie Brześcia, po kapitulacji Polski zaangażował się w konspirację. Ukończył podziemną podchorążówkę i wstąpił do oddziału „Zenona” 34 Pułku Piechoty Armii Krajowej, gdzie służył w zwiadzie konnym. Ten oddział należał do najbitniejszych i największych oddziałów AK na Podlasiu. Brał udział w akcji przechwycenia i przekazania Anglikom niemieckiej rakiety V-2. Pluton kawalerii, do którego należał Ludwik Maciąg, podjął siedmiu lotników amerykańskich, zestrzelonych przez Niemców.

Wojna i przejęcie przez Sowietów kontroli nad Polską bardzo okaleczyła rodzinę Maciągów. Brat Ludwika, Józef, zginął w walkach z Niemcami, drugi z braci, który walczył w dywizji gen. Maczka, ze względu na przejęcie władzy w Polsce przez komunistów, pozostał na obczyźnie, w Anglii, choć wcale o tym nie marzył.
Podobne losy miała rodzina żony Ludwika Maciąga, Ewy. Jej ojciec, kapitan Julian Zbąszyński, zanim dostał się do Anglii, był więziony w łagrach KGB. Brat Ewy, Lech, należał do batalionu „Zośka” i walczył w Powstaniu Warszawskim.

To zdecydowało o dalszej drodze życiowej prof. Maciąga. Po rozwiązaniu oddziału partyzanckiego „Zenona” groziła mu jak każdemu innemu żołnierzowi AK zsyłka na Sybir. Uniknął jej dzięki ówczesnemu dyrektorowi stadniny koni w Janowie Podlaskim, który przyjął go wraz z koniem jako leśniczego w lasach należących do gospodarstwa.
Potem zaczął studia na ASP w Krakowie, a po pierwszym semestrze przeniósł się do warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po jej ukończeniu został adiunktem na wydziale malarstwa u prof. Michała Byliny. W 1952 roku zamieszkał z rodziną w Wesołej.

Na uczelni było mu jednak trudno. Ze względu na akowską przeszłość, na obraną konwencję malarską, na przywiązanie do polskości, na chęć dokumentowania na płótnie leśnych oddziałów partyzanckich i przeżyć jego pokolenia. Z uwagi na to, że jego pasją i ulubionym motywem malarskim stały się konie, które były wtedy źle widziane ze względów ideologicznych, bo kojarzyły się władzom komunistycznym z Polską szlachecką, pańską, międzywojenną. Nie podobały się też krytykom sztuki, którzy uważali wówczas, że poważny malarz nie powinien malować koni.

Dzięki wsparciu prof. Byliny Ludwik Maciąg wytrwał jednak na ASP jako pedagog i uzyskał tam stopień profesora zwyczajnego. A co potem? W połowie lat 70. uznał, że już nie chce mieć więcej do czynienia z warszawską ASP, że „kompromis egzystowania w tym środowisku sięga granic poczucia godności”. Postanowił z żoną porzucić tę atmosferę i miejskie życie. Kupili hektar lasu w Gulczewie koło Wyszkowa, przenieśli w to miejsce stary, drewniany wiejski dom i przeprowadzili się tam z Wesołej. Warunki życia w nowym miejscu były trudne. We wsi nie było utwardzonej drogi, sklepu, w domu nie mieli telefonu. Za to wreszcie mogli hodować konie. Trzymali też inne zwierzęta, więc samotność im nie dokuczała.
- Życie w Gulczewie tak zahartowało dziadka, że jeszcze rok przed śmiercią, gdy miał 86 lat, jeździł konno – opowiada Janusz Maciąg. – W podeszłym już wieku doprowadził też do postawienia pomnika, upamiętniającego przechwycenie rakiety V-2 przez oddział „Zenona”, w którym walczył. Bardzo mu zależało na tym, żeby ten pomnik powstał.

Gdy Ludwik Maciąg zmarł, pochowany został na cmentarzu obok kościoła pw. Opatrzności Bożej w Wesołej. Obok kościoła, którego wnętrze tworzył inny wybitny malarz i jego znajomy, Jerzy Nowosielski.
W pogrzebie brał udział najbardziej ukochany, a zarazem ostatni koń prof. Maciąga, Eos. Szedł w kondukcie żałobnym i cały czas rżał, jakby czuł, że na zawsze odchodzi jego pan. Dziś w świecie sztuki mówi się o „koniach Maciąga”, mając na myśli to, że malował on konie w niepowtarzalny sposób, że stworzył swój unikatowy styl przedstawiania tych zwierząt.

W Wesołej mieszka po dziś dzień synowa i dwójka wnuków Ludwika Maciąga – Joanna i Janusz. Ona jest pedagogiem specjalnym i pracuje z dziećmi z głębokim upośledzeniem, ale w wolnej chwili para się ceramiką. On ukończył malarstwo na warszawskiej ASP, lecz z chwilą uzyskania dyplomu przestał malować, bo tak, jak jego dziadka, bardzo zaczęły go mierzić prawidła rządzące warszawskim światem artystycznym. Ostatnio pracował w ekologiczno-kulturalnej Fundacji „Ja Wisła”, ale i tam według niego sprawy zaczęły przybierać niewłaściwy obrót. Teraz zastanawia się, co robić dalej. Tak, jak jego dziadek, gdy porzucał warszawską ASP.

P.S. W warszawskim wydawnictwie „Publicus” (ul. Jedwabnicka 1, tel. 22 610 10 99, 610 75 65, 425 20 10) i czasem w księgarni im. Prusa, znajdującej się obok siedziby ASP na Krakowskim Przedmieściu, jest w sprzedaży wielki, gruby i pięknie wydany album, który wyczerpująco pokazuje całą twórczość i biografię prof. Maciąga.

Jacek Krzemiński

 

Komentarze

  • Gość (178.56.131.196) / 26.03.2011 20:04:05

    Jeżeli już to była synowa
    Krzysztof Maciąg - Zbyszyński - syn

  • Gość (95.41.151.241) / 05.12.2010 23:44:42

    Pan Maciąg był Ciekawym Człowiekiem i Artystą. Podziwiam jego twórczość i za każdym razem odkrywam w niej coś nowego i niezwykłego...

  • Gość (83.31.23.34) / 03.12.2010 23:06:43

    W malarstwie polskim jest dwóch "końskich" artystów: Kossak i Maciąg. Ten sam temat każdy z nich przedstawiał zupełnie inaczej, a każdy wspaniale. Ci, którzy Go pamiętają, wiedzą, że Pan Ludwik był też wielki przez swą wielką osobistą skromność i życzliwość w stosunku do innych ludzi.

  • Gość (10.4.1.189) / 02.12.2010 12:11:23

    Biografia na książkę lub na film (najlepiej na jedno i drugie). Są jeszcze ludzie, którzy mają długie i ciekawe życie, a przede wszystkim mają odwagę podejmować trudne decyzje.

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd