Sekretarz Dalajlamy pomieszka w Wesołej i spotka się z jej mieszkańcami. Chcecie wiedzieć dlaczego?
na zdjęciu Desi Rinpoche; fot. z archiwum klasztoru Lhodak Gaden Dhonnyiling
Na przełomie września i października do ośrodka tybetańskiego w Wesołej ma przyjechać i zatrzymać się na kilka dni Desi Rinpoche, wysoko postawiony duchowny buddyjski, egzorcysta i sekretarz Dalajlamy, jednego z największych przywódców religijnych świata. W Wesołej wygłosi wykład na temat klątwy i na indywidualne życzenie będzie oczyszczał ze złych duchów mieszkania i miejsca pracy.
Razem z Desim Rinpoche do Wesołej przyjedzie grupa tybetańskich mnichów z klasztoru Lhodak Gaden Dhonnyiling (jednego z trzech najważniejszych w Tybecie). Pojawi się z nimi u nas także Ganchen Rinpoche, jeden z najwybitniejszych współczesnych nauczycieli buddyjskich. W czasie rewolucji kulturalnej chińskie władze komunistyczne wsadziły go do więzienia, w którym spędził 20 lat. Po wyjściu na wolność odbudowywał klasztory zburzone przez komunistów. Obecnie mieszka na stałe w USA. Jest założycielem i duchowym dyrektorem Ganchen Buddhist Institute w Arizonie.
Desi Rinpoche to jeszcze większa figura wśród tybetańskich duchownych. Buddyści uznają go za szóste wcielenie Desi Sangye Gyatso, który był trzecim regentem V Dalajlamy i uchodził za najwybitniejszego buddyjskiego uczonego ówczesnych czasów. Desi Rinpocze pracuje w prywatnym biurze Dalajlamy, który wraz z Ministerstwem Religii i Kultury Centralnej Administracji Tybetu zaakceptował i wspiera jego polskie tournee. W Wesołej sekretarz duchowego przywódcy Tybetańczyków ma wygłosić swój wykład w filii dzielnicowego domu kultury, mieszczącej się na rogu Jana Pawła II i Pogodnej (Ośrodek Działań Twórczych „Pogodna”). Jednak nie została jeszcze ustalona dokładna data i godzina tego wydarzenia. Gdy termin będzie już określony, poinformujemy o nim na naszej stronie.
Warto dodać, że to będzie kolejne w tym roku tak dużej rangi wydarzenie w Wesołej związane z Tybetańczykami i buddyzmem. Pierwsze miało miejsce 10 lipca. Była to impreza prezentująca Tybet, która odbyła się Ośrodku Działań Twórczych „Pogodna” w Starej Miłosnej. Podczas niej wystąpił m.in. Lama Tashi, tybetański mnich nominowany pięć lat temu do Grammy, najważniejszej amerykańskiej nagrody muzycznej, w kategorii world music. Tashi, śpiewający głębokim gardłowym głosem, koncertował z najbardziej znanymi muzykami na świecie, m.in. z Patti Smith. Zasłynął też z występu na nowojorskiej gali zorganizowanej z okazji światowej premiery filmu „Kundun”, nakręconego przez słynnego amerykańskiego reżysera Martina Scorsese. Tashi koncertował tam z Philipem Glassem, autorem muzyki do tego filmu.
Taksówka nie dla Tybetańczyka
Imprez pokazujących egzotyczną dla Polaków kulturę i tradycję Tybetu jest wciąż w Polsce bardzo niewiele. A takie, w których biorą udział tybetańscy mnisi, można policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem w Wesołej kilku takich mnichów mieszka na stałe, a cyklicznie przyjeżdża na jakiś czas grupa kolejnych, z najważniejszych tybetańskich klasztorów. Przyjeżdżają do ośrodka tybetańskiego na Platynowej w Starej Miłośnie - jedynego takiego ośrodka w Polsce. W naszym kraju jest jeszcze tylko jedno miejsce, gdzie na stałe przebywają tybetańscy mnisi. Ma ono jednak charakter czysto religijny. Tymczasem nasz ośrodek łączy trzy funkcje: jest tybetańskim domem kultury, miniklasztorem (w soboty i niedziele odbywają się tam wspólne modły, w których może uczestniczyć każdy) należącym do organizacji „Religie dla Pokoju” oraz fundacją charytatywną, która organizuje Tybetańczykom leczenie i naukę oraz wspiera tybetańskich uchodźców. Ta pomoc jest bardzo potrzebna, bo Tybetańczycy ciągle są przez władze Chin prześladowani i w dużej mierze z tego powodu doskwiera im nędza, a co gorsza dziesiątkują ich choroby. Bardzo wielu z nich choruje na gruźlicę, wirusowe zapalenie wątroby i robaczycę, a nie mają dostępu do służby zdrowia, bo jest ona w Chinach płatna i słabo rozwinięta. Nie są więc leczeni ani szczepieni. Ich przywódców duchowych, którymi są mnisi buddyjscy, władze wciąż wsadzają do więzień, oskarżając np. o terroryzm i fabrykując dowody przeciwko nim. – Nie chciałabym, żeby nasza działalność była odbierana jako antychińska – mówi Drolma. – Przeciętni Chińczycy też są biedni i upodleni, też często żyją w bardzo ciężkich warunkach. Są bardzo otwarci, rozmowni, chętnie pomagają, także Tybetańczykom, choć czasem boją się im pomagać w obawie przed reakcją władz. Z tego powodu np. chińscy taksówkarze nie chcą przewozić osób narodowości tybetańskiej.
Mnich z Podkowy
Jak to się stało, że główny ośrodek tybetański w Polsce ma swoją siedzibę w Wesołej? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba opowiedzieć parę słów o historii samego ośrodka. Założyły go parę lat temu dwie kobiety. Jedna z nich to Krystyna Starczewska, dyrektor warszawskiego gimnazjum przy ul. Raszyńskiej. Druga ukrywa się pod pseudonimem Drolma. Jest bowiem prawniczką w ważnej państwowej instytucji, której szefowie wolą, by nie afiszowała się ze swoją protybetańską działalnością. Tym bardziej, że na co dzień to właśnie Drolma prowadzi ośrodek tybetański w Wesołej. Barwna, nietuzinkowa postać. Jako dziewczynka chciała iść do klasztoru katolickiego, ale nie zgodziła się na to jej rodzina. Nie przestała jednak interesować się religią i sprawami duchowymi. Wstąpiła do ruchu założonego przez franciszkanina, ojca Józefa Witko, którego działalność polega na odprawianiu mszy świętych i wspólnych modlitwach o uzdrowienie chorych i uwolnienie duchowe. Działała w stowarzyszeniu zajmującym się bioterapią i rozwojem duchowym. Wydawała z kolegą gazetę „Szósty zmysł”. - Z buddyzmem zetknęłam się po raz pierwszy, gdy byłam z wizytą u rodziny w Ameryce Południowej – opowiada Drolma. – Zainteresował mnie do tego stopnia, że zaczęłam studiować chińską filozofię i kulturę. Uczyłam się chińskiego, poznawałam chińską kaligrafię i malarstwo.
Potem, przez swoją fascynację buddyzmem, zainteresowała się także Tybetem. Wybrała się tam. Gdy zobaczyła warunki, w jakich żyją Tybetańczycy, postanowiła im pomóc. Założyła z paroma osobami fundację, która miała pomagać temu narodowi. Marzyła też o tym, żeby ściągnąć mnichów tybetańskich do Polski. – Tymczasem przez przypadek dowiedziałam się, że tacy mnisi przebywają w ośrodku dla uchodźców w Podkowie Leśnej – mówi Drolma. Tak się zaczęło.
Postrzelony pies
Początkowo ośrodek tybetański, którego współzałożycielką była Drolma, mieścił się w wynajętym domu na Mokotowie. Mieszkańcy ośrodka, mnisi tybetańscy, rzucali się w oczy. Nie wszystkim sąsiadom się podobali. Ktoś zaczął obrzucać ich dom kamieniami. Potem ktoś postrzelił im psa. Policja nie ujęła sprawcy, ale z zeznań świadków wynikało, że był to najprawdopodobniej neonazista. – Uznaliśmy, że to nie jest przyjazne miejsce i postanowiliśmy się przenieść – opowiada Drolma. - Chciałam znaleźć coś pod Warszawą, ale agentka z biura nieruchomości znalazła nam też dom w Starej Miłosnej. Pojechaliśmy tam, a właścicielka domu pyta nieśmiało, czy nam się podoba. Bardzo mnie to ujęło. Na dodatek okazało się, że możemy od razu się wprowadzać, co nie było możliwe w przypadku domu w Mińsku Mazowieckim, który też braliśmy pod uwagę. Tak zamieszkaliśmy w Starej Miłosnej. Zostaliśmy zaakceptowani przez sąsiadów. Mieszkańcy Wesołej na różne sposoby nam pomagają. Na przykład jedna z rodzin z tej dzielnicy przygarnęła dwie mniszki tybetańskie, którym groziła deportacja do Chin. Jest nam tu dobrze. Dlatego nie zamierzamy po raz kolejny się przeprowadzać.
Pewnie także dzięki temu przyjaznemu otoczeniu ośrodek tybetański w Wesołej coraz prężniej działa. Ściąga do Polski na występy i wykłady kolejne grupy mnichów tybetańskich, organizuje w Warszawie imprezy promujące kulturę Tybetu i konferencje na temat jego sytuacji. Podczas nich zbiera datki na działalność charytatywną na rzecz Tybetańczyków. Ściąga ich do Polski na leczenie, a młodzieży tybetańskiej załatwia naukę w Polsce, szukając w naszym kraju rodzin, które przygarną ich na okres edukacji. Gotowość do takiej „okresowej adopcji” zgłosiło także paru mieszkańców Wesołej. – Skupiliśmy się na pomocy dla jednej z wiosek tybetańskich – opowiada Drolma. – Marzy mi się, żeby kiedyś udało stworzyć się tam bezpłatną, publiczną przychodnię zdrowia. Mieszkańcy tej wioski mają do najbliższego lekarza kilkadziesiąt kilometrów. Na dodatek za leczenie trzeba zapłacić. Z tych powodów się nie leczą. Trzeba im pomóc.
Więcej informacji: tibethouse.pl, www.sdl.tibethouse.pl
Jacek Krzemiński
Komentarze
- Gość (192.168.101.250) / 19.08.2011 15:54:08
EjPQq7 <a href="http://tiegqzxkzqmc.com/">tiegqzxkzqmc</a>
- Gość (74.121.148.3) / 17.08.2011 19:42:44
yk2C35 , [url=http://fayxkbtsyhmu.com/]fayxkbtsyhmu[/url], [link=http://bdbzhxhagxqn.com/]bdbzhxhagxqn[/link], http://qmqaxcyqhrpk.com/
- Gość (50.17.128.159) / 17.08.2011 15:52:38
KMQVM6 <a href="http://laufywsrbyvu.com/">laufywsrbyvu</a>
- Gość (80.254.184.241) / 17.08.2011 08:56:23
Dude, right on there btorher.


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










