A A A

Nowa droga Opatrzności Bożej

28.11.2011, 05:59

Od kilku miesięcy obserwuję dyskusję, jaka się toczy wokół sytuacji, która zapanowała w parafii Opatrzności Bożej w Wesołej po przejęciu jej prowadzenia przez wspólnotę (a może przez Instytut Zakonny?) Chemin Neuf. Swoje pierwsze uwagi zawarłem w artykule „Zgorszenie”. Później przypomniałem pewne prawdy chrześcijańskie w publikacji „Opatrzność Boża”. Można je znaleźć na archiwalnych łamach tej gazety. Dyskusja jednak trwa nadal i, rzekłbym, zatacza coraz szersze kręgi. Moje czarne przewidywania spełniają się – parafia została podzielona. Jedyną korzyścią jest to, że wszyscy mogą się wreszcie szczerze wypowiedzieć i jest nadzieja na to, że poznając zdanie inaczej myślących ludzie rozumni skorygują także swoje zdanie i osiągnięty będzie jakiś status quo, w którym przynajmniej znaczna większość parafian będzie mogła się odnaleźć.

Chciałem zabrać głos w tej dyskusji na forum pod artykułem p. red. Krzemińskiego (Chemin Neuf w Wesołej - jak to będzie? 14.11.2011), ale ostatecznie postanowiłem nieco poszerzyć swoją wypowiedź. Otóż wielu dyskutantów, przy czym zakładam dobrą wolę każdego/każdej z nich, nieco odbiega od tematu. Sprawy personalne każdej parafii są w niezaprzeczalnej gestii miejscowego biskupa ordynariusza i tego nikt, kto choć trochę zna prawa i zwyczajne w kościele hieratycznym, nie może negować. Nie jest także tematem personalne porównywanie dokonań czy cech charakterologicznych kolejnych proboszczów (łącznie z obecnym). Każdy człowiek (także kapłan) jest inny i inne są także jego działania. Każdy proboszcz był i jest inny, ale każdy z nich był i powinien być nasz, naszej parafii – o ile ta parafia ma być nasza. I to jest pierwszy, drążący miejscowych parafian dylemat.

Drugim dylematem jest to, że wspólnota Chemin Neuf przybyła do Wesołej znikąd i przez wiele lat zachowywała się tak enigmatycznie, że nie stanowiła części parafii. Ks. Wysocki przyjął tę grupę (przed nią przyjmował jeszcze inne, ale poprzednie wykorzystywały jedynie jego łatwowierność i otwartość w stosunku do innych) i przez kilka lat faktycznie to parafia ją utrzymywała. Rachunki za utrzymanie obciążały kasę parafialną. Powstrzymuję się tu od oceny, czy to dobrze, czy to źle, ale parafianie o tym wówczas nie wiedzieli i stąd może późniejsze zaskoczenie. Po zmianie nowy proboszcz nie chciał ponosić dodatkowych kosztów, kierując parafialne środki na liczne i widoczne prace remontowe, których nie mógł czy nie potrafił dokonać jego poprzednik. Tu było pierwsze zarzewie konfliktu. Wspólnota przebywała na terenie parafii, zajmowała pomieszczenia w domu rekolekcyjnym...

I tu następny dylemat. Otóż obecny dom rekolekcyjny budowany był – przypominam – jeszcze w okresie PRL-u. Budowany był z przeznaczeniem – przypominam – na „Szkołę Parafialną im. Jana Pawła II”. Tak przynajmniej informował parafian ówczesny proboszcz. I parafianie, jak to w tamtym czasie, ochoczo brali udział w tej budowie – fizycznie i finansowo. Już w trakcie budowy widać było, że jak na szkołę parafialną obiekt jest stanowczo zbyt duży. Zaczęto więc mówić o domu parafialnym. A po zakończeniu budowy okazało się, że jest to dom rekolekcyjny. Czy to źle? Oczywiście, nie. Każdy z przedstawionych celów był szczytny. Dlaczego jednak parafianom przedstawiano tak różne przeznaczenie? Nie oceniam tego, być może tak było trzeba, bo i czasy były dziwne. Ale tak było i obecnie wielu z parafian, którzy wówczas poświęcali swe siły i środki na powstanie tego obiektu, może mieć żal, że ich wysiłek został potraktowany tak lekko i obiekt bez ich wiedzy został przeznaczony na cele inne niż im mówiono. Tym bardziej, że zamieszkali tam jacyś „obcy”. Dla skomplikowania tego obrazu dodam, że obecny dom rekolekcyjny został wybudowany przy wsparciu finansowym także kurii. Stąd może powstać niejasność, czy jest to obiekt parafialny czy kurialny. Dla mnie nie ma to wielkiego znaczenia (jest to wszak obiekt kościelny), ale to też fakt.
 

Powróćmy jednak do wspólnoty. Przebywała na terenie parafii. Jej członkowie widziani byli w okolicach ołtarza. I tyle. Mówienie, że poprzedni proboszcz podcinał im skrzydła, że próbowali, ale im uniemożliwiano – dla mnie to tworzenie sobie alibi. Gdy proboszczem był ks. Wysocki, ogromnie im sprzyjający, także nie wykazywali większych chęci zintegrowania się z parafią. Ale, żeby sytuacja była jasna – nie musieli. Zostali tu zaproszeni, aby pogłębiać swoją duchowość i wypełniać prawa swojej konstytucji, ale nie postawiono im w zamian żadnych warunków, żadnych zadań. Korzystali więc z prawa gości. Dopiero po zmianie proboszcza pojawił się zgrzyt – różne pojmowanie zasad przebywania na terenie parafii. Nowy proboszcz postawił pewne wymagania – przestał finansować pobyt, nałożył pewne obowiązki. Było to, przyznaję, pewne, być może nawet poważne, utrudnienie w dotychczasowej działalności wspólnoty. Jednak z punktu widzenia ekonomii i interesów parafii, całkowicie uzasadnione.
I w tym samym okresie pojawił się nowy parafialny konflikt. Powstały, niestety, pomiędzy osobami duchownymi, a rozlewający się na całą parafię. Pomiędzy nowym proboszczem a jego poprzednikiem.

Ks. Wysocki, przy całej swej niesamowitej energii, przy mnóstwie rozmaitych pomysłów, nigdy nie był dobrym gospodarzem. Piszę to otwarcie i bez żadnych podtekstów. Każdy człowiek ma swe punkty mocne i słabe. Jedni orzą pola, inni lecą w kosmos. Oranie parafialnego pola nie było mocną stroną ks. Stefana. Ale pozostawił po sobie w parafii dwa przedsięwzięcia, które spowodował i doprowadził do końca. Są to – dom opieki „Gniazdo Rodzinne” i wystrój kościoła parafialnego.
Dom opieki jest przedsięwzięciem pozaparafialnym (fundacja, lecz z aprobatą kurii). Natomiast wystrój kościoła jak najbardziej parafialnym. Na temat dzieła prof. Nowosielskiego napisano już wiele. Może się podobać lub nie, lecz jest to dzieło sztuki, które może wzbudzać rozmaite dyskusje, ale bezsprzecznie – jest. I ma być. Tylko nie należy z tego robić samoistnej świętości. Nie jest to dzieło pędzla św. Łukasza (jak o Czarnej Madonnie głosi legenda), tylko wybitnego twórcy XX wieku. Nie jest ono klasy dzieł wielkiego Leonarda czy Michała Anioła, lecz zasługuje na uwagę i szacunek. Zwłaszcza ze względu na jego niezaprzeczalną ekspresję.

Można twierdzić, że wystrój kościoła w Wesołej jest dziełem prof. Nowosielskiego, ale jest w nim także kawałek serca ks. Wysockiego. Tylko czy to upoważnia kogokolwiek do rzucania oskarżeń na jego następcę o próby niszczenia tego dzieła? Jakie? Przez umieszczenie w kościele tabernakulum? Przez umieszczenie w katolickim kościele obrazów Pani Jasnogórskiej, Miłosierdzia Bożego z widzenia Siostry Faustyny czy wreszcie „naszego” błogosławionego Jana Pawła już obecnie często zwanego Wielkim? Tabernakulum „nie pasujące” do kościoła? Ramy obrazów „nie pasujące” i „psujące obraz” wiekopomnego dzieła? Tysiące zabytkowych kościołów i cerkwi zawiera w swych wnętrzach rozmaite obrazy z różnych epok i na tej różnorodności polega ich oddziaływanie na wyobraźnię wiernych. Kościół, choćby najbardziej zabytkowy i cenny artystycznie, to nie muzeum. I czy reperacja dachu, żeby po ścianach nie płynęła woda (taki był stan ściany od zakrystii, gdy przybył ks. Wojciechowski) może być uznana za dewastację? A te rozsiewane fantastyczne plotki o sprzedaży fresków?...

Niestety, w ten konflikt zostali mimowolnie wplątani także członkowie wspólnoty. W kurii nagromadził się plik doniesień (żadne z nich się zresztą nie potwierdziło) o dewastacji kościoła w Wesołej przez urzędującego proboszcza i jednocześnie pojawił się (z pewnością nie sam) projekt zmian w obsadzie parafii. Jaka była w tym rola lidera polskiej gałęzi Chemin Neuf, p. Słupa, nie wiadomo i lepiej, aby tak pozostało. Jaka była rola poprzedniego proboszcza i jego otoczenia – wiadomo, niestety, ale niech już tak pozostanie. Skutek wiadomy – zmiana dokonana. I tu przypomina się znane niegdyś powiedzenie – „Cyryl jak Cyryl, ale te Metody...”

Wspólnota „Chemin Neuf” popełniła w Wesołej wielki grzech. Grzech zaniedbania. Walcząc o parafię, straciła z oczu, nie wzięła pod uwagę drobnego elementu – obecnych parafian. Tak jak powszechny kościół, parafia to przede wszystkim – ludzie. I tych ludzi ostentacyjnie zlekceważono. Zrobił to, niestety, także i ordynariusz. Nie można obcych wzorów wprowadzać bez odpowiedniego przygotowania. Nawet najzdrowszy organizm po przetoczeniu mu najlepszej krwi ale innej grupy dozna poważnego wstrząsu. Biskup – lekarz powinien to rozumieć najlepiej. Nie zrozumiał. Szkoda.

Czy parafianie z Wesołej są przeciwni zmianom personalnym? Z poważnej dyskusji wynika żal za poprzednimi kapłanami, ale zrozumienie woli ordynariusza. Czy parafianie z Wesołej są przeciwni objęciu parafii przez zgromadzenie zakonne? Przypominam, że na początku lat 70-tych ks. proboszcza ks. Antoniego Rutkowskiego mieli zastąpić Misjonarze Św. Rodziny (wikarym był już o. Wojciech Egiert MSF, długoletni proboszcz parafii Tromso, a później Hammerfest w Norwegii). Ze względu na okoliczności gwałtownego odejścia z Wesołej ks. Rutkowskiego, w czym niemały udział mieli niektórzy parafianie, księża misjonarze – mimo ogromnej sympatii, jaką cieszył się w parafii ks. Wojciech - zrezygnowali jednak z parafii Wesoła, gdzie byli oczekiwani, i objęli parafię w Świdrze.

Taką rozwagą nie mogą się pochwalić się władze wspólnoty Chemin Neuf. A szkoda, bo zakładam, że miały i mają dobre intencje. Tylko tu znów przypomnę ludowe powiedzenie, że dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. A przypisywane św. Ignacemu Loyoli powiedzenie, że cel uświęca środki, także nie powinno być rozumiane zbyt dosłownie. Należy je rozumieć, że do celu można dojść różnymi drogami, stosując różne środki. Ale te środki nie powinny wzbudzać zgorszenia i powinny być stosowane bez ostentacji. Zwłaszcza w sprawach delikatnych, dotyczących człowieka czy zbiorów ludzkich.

Ale mleko się rozlało. Zmiany w parafii w Wesołej zostały dokonane. Arogancja władzy kościelnej – tak przynajmniej jest to nadal odbierane przez znaczną część parafian – spowodowała to, co katechizm kościoła katolickiego, a za nim i ja, uważa za zgorszenie. Nie zazdroszczę księżom sprawującym obecnie parafialną posługę duszpasterską. Mają przed sobą ogromne pole do zagospodarowania. Zapewne bez ich winy to pole stało się mocno jałowe. Część parafian uznała, ze ich kościół parafialny przestał być „ich”, a stał się „wspólnotowy”. Mniemaniu temu sprzyja fakt gromadzenia się na mszach przy ołtarzu przyjezdnych „obcych”, zapewne warszawskich członków wspólnoty. Ci parafianie zasilili sąsiednie parafie. Inna część ostygła w swojej wierze.

Jeżeli jednak obaj księża będą rozważnie wypełniać swe trudne obowiązki, jeżeli – będąc członkami Instytutu Zakonnego – nie pozwolą, aby sprawy wspólnoty przesłoniły im sprawy parafialne, jeżeli wspólnota nie będzie pełniła roli rady parafialnej, jeżeli prawdziwym gospodarzem parafii będzie nadal proboszcz podległy nie francuskim (z punktu widzenia geografii, nie etnicznie) władzom wspólnoty, a warszawsko-praskiemu ordynariuszowi, kimkolwiek by on był, można mieć nadzieję, że parafialny konflikt zostanie załagodzony. Kościół ma być powszechny, a nie wspólnotowy.

Ja osobiście mam nadzieję, że Opatrzność Boża czuwa jednak nad swoją parafią i to gwałtowne doświadczenie zakończy się z pożytkiem dla nas. Tylko proszę wszystkich dyskutantów na forach, poruszających ten temat – dyskutujcie na temat sytuacji, a nie cech charakterologicznych pojedynczych osób, choćby najmniej sympatycznych. I nie używajcie gwałtownych epitetów. Wszystkie strony dialogu nie powinny tracić z oczu tego, że nasi adwersarze to w wielu przypadkach także nasi znajomi, często sąsiedzi. I że nie zasługują na to, aby obrzucać ich obelgami tylko za to, że mają inne zdanie. Dyskusje w internecie nie dotyczą zasad naszej religii, a jedynie tematu lepszego czy gorszego ich praktykowania – przez osoby świeckie, ale też i duchowne.

Członkom wspólnoty Chemin Neuf zalecałbym rozumne podejście do nauk św. Ignacego Loyoli. Pomocni tu mogą być warszawscy Ojcowie Jezuici i ich Bobolanum. A wszystkim, także parafianom z Wesołej, chcącym w tym trudnym momencie utrwalić zasady swej wiary, polecam „Katechizm Kościoła Katolickiego”. Jest to dzieło trudne, ale w którym można znaleźć wiele odpowiedzi na dręczące nas problemy natury religijnej i etycznej.

Andrzej Klimm

Czytaj także:

Chemin Neuf w Wesołej - jak to będzie?

Komentarze

  • Gość (77.253.123.226) / 14.12.2011 09:55:58

    Czy mamy rozumieć ,że poprzedni proboszcz wynajmował dom rekolekcyjny wspólnocie i brał za wynajem pieniądze , bo jeśli tak to wspólnota musiała płacić ogromnie duże pieniądze za tak duży metraż .

  • Gość (83.24.37.83) / 13.12.2011 22:59:54

    Panie A. Klimm!

    zanim napisze Pan kolejne słowa judzące przeciwko Wspólnocie, proszę udać się do odpowiedzialnych Wspólnoty i poprosić o przedstawienie sprawozdań finansowych Wspólnoty. Otóż, gdyby Pan tak uczynił, to okazałoby się, że Pana supozycje są całkowicie błędne. Każdy członek Wspólnoty jest obciążony dziesięciną na rzecz Wspólnoty - a ile Pan ofiarowuje na swój Kościół? Wspólnota nigdy nie otrzymywała pieniędzy z parafii, co więcej, płaciła byłemu proboszczowi za wykorzystanie domu rekolekcyjnego. Jeśli uważa to Pan za okradanie parafii, to uważam że nie wykazuje Pan należytej staranności w informowaniu społeczności Wesołej i zatem nie jest Pan rzetelnym dziennikarzem.

  • Gość (77.253.123.226) / 12.12.2011 15:03:36

    Tak , to zranienie jakie zostało nam zadane i w dalszym ciągu przemilczane nie pozwala na otwarcie się, nawet może na to co jest najlepsze i na pewno wielu osobom jest bardzo trudno zapomnieć o całej tej sytuacji i szkoda ,że tyle wysiłku zostało zmarnowane.

  • Gość (77.253.114.72) / 11.12.2011 17:51:37

    Paniie Andrzeju ,ma Pan rację i bardzo dużo osób tak myśli , ale żeby nie wiem jak Pan udawadniał ,że 2 razy 2 to cztery , to ci którzy lody kręcą z ks. Wysockim - będą mówili inaczej. Prywata jaka towarzyszyła za probostwa ks. Wysockiego doprowadziła do apogeum za które zapłaciła cała parafia. Myślałem, że z czasem wycisdzę się i będę chciał zrozumieć zaistniałą sytuację , ale przeszkadza mi w tym to zgorszenie jak to delikatnie określił Pan Andrzej Klimm , ja bym to nazwał dosadniej . Przeszkadza mi , że nadal "jedzie " się na fałszu ,obłudzie i kłamstwie. Nie ma żadnej skruchy ze strony ks. Wysockiego, nie ma żadnego uzasadnienia dlaczego tak podle postąpił , a wręcz przeciwnie chełpi się tym wrednym uczynkiem. "Masz Ligio co chciałaś arc. Hozer itd..." Dość obłudy w kościele i załatwiania dzięki swoim koneksjom w wyższych instancjach i nie brania pod uwagę pracy dobrych proboszczów jak pisał o tym ks. moim zdaniem odważny uczciwy , ks. Isakowicz Zaleski.

  • Gość (31.61.49.126) / 04.12.2011 00:56:20

    Nic nie musi Pan tłumaczyć. Rozumiem. Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje.
    To, co napisałam o sprawach finansowych, nie było odpowiedzią na Pański artykuł, tylko na wątek przewijający się w całej dyskusji, w wypowiedziach różnych osób, nie tylko pod tym artykułem.
    Co do zaniedbania - mimo wszystko myślę, że w zależności od tego, z której strony się patrzy, można to różnie oceniać. Pan poczuł się zlekceważony, więc dla Pana jest to fakt. Ja się nie poczułam zlekceważona, więc dla mnie to jest Pańska opinia. Zasadniczo nie mówiłabym o faktach, gdy chodzi o ocenę jakiegoś czynu, bo to zawsze będzie subiektywna ocena. Ale to nie ma większego znaczenia.
    O całej reszcie się nie wypowiadam, bo prawdę mówiąc są to sprawy, które mnie bezpośrednio nie dotykają. Ja szukam w kościele i w Kościele Pana Boga. I On jest dla mnie najważniejszy. Jeśli ktoś pomaga mi Go poznawać i się do Niego zbliżać, to jestem mu za to niezmiernie wdzięczna. Kapłani, którzy są obecnie w naszej parafii mi pomagają. I dlatego jestem wdzięczna Panu Bogu, że postawił ich na mojej drodze. Tyle ode mnie.
    Życzę owocnego przeżycia czasu adwentowego. Niech Chrystus przemienia nasze serca!

  • Gość (83.31.21.217) / 03.12.2011 23:49:37

    Na stronie internetowej „Jezuici - Towarzystwo Jezusowe w Polsce” pod datą 21.11.2011 jest pytanie „Czy naprawa zgorszenia (lub innej szkody w czyimś zbawieniu) jest zawsze możliwa?”. Odpowiedź brzmi:
    Czytając pytanie odnoszę wrażenie, że chciałby Pan, żeby dało się cofnąć przeszłość. Spowodować, by zło z przeszłości zniknęło. To jest niemożliwe. Zło wyrządzone drugiemu człowiekowi, czy to świadomie, czy nie, pozostaje wspólnym elementem historii zarówno sprawcy, jak i ofiary. To jest również wymiar odpowiedzialności za drugiego człowieka, a szerzej całego, skomplikowanego dramatu życia. Innymi słowy, do naszego życia należy niesienie konsekwencji zarówno naszych błędów (jako sprawcy zgorszenia), jak i błędów innych (jako ofiary zgorszenia), nazywamy to także czyśćcem.
    Ale na szczęście Pan Bóg zna naszą historię lepiej, niż my sami i z tego powodu takie zgorszenie nie musi być przeszkodą do zbawienia, ale drogą do zbawienia. Pan Bóg jest bowiem mistrzem w wyprowadzaniu dobra ze zła. Dlatego nawet nasza trudna historia - zarówno jako sprawców, jak i ofiar zła - nasze błędy i błędy innych wobec nas, nie muszą być balastem, a mogą stać się kapitałem. Sposobnością do rozwoju. Przeszłości nie da się zmienić, ale da się z niej wyciągnąć naukę na lepszą przyszłość. (...)
    (...)Ale żaden człowiek nie może dać zbawienia drugiemu. Jedynie Pan Bóg. I osoba, która czuje się odpowiedzialna za zgorszenie drugiego może z jednej strony próbować zrobić to, co w jej mocy, by zgorzenie naprawić (mówimy wtedy o zadośćuczynieniu), ale podkreślam - co w jej mocy, bo nie jest w jej mocy np. odwrócenie przeszłości - a z drugiej strony prosić Pana Boga, by pomagał z zaistniałego już zła wyprowadzić jak największe dobro. W ten sposób zmaganie z grzechem staje się drogą do zbawienia.(...)
    (...)Realne zgorszenie rzadko dokonuje się świadomie, bo też naprawdę rzadko świadomie pragniemy zła drugiego człowieka. Zwykle uświadamiamy sobie to po fakcie. I wtedy dotyka to obie strony. Ale Pan Bóg jest większy od naszych słabości, więc zamiast pogrążać się np. w poczuciu winy lub krzywdy, lepiej jest spojrzeć w przyszłość (czerpiąc naukę z przeszłości) i z ufnością w Bożą mądrość ruszyć naprzód.
    Pozdrawiam, Marek Rosłoń SJ

    Nie oceniam sprawców zgorszenia w parafii, ale chciałbym, żeby z niego pozostała właśnie wspólna nauka na przyszłość.
    Andrzej Klimm

  • Gość (83.31.21.217) / 03.12.2011 22:43:38

    I znów muszę tłumaczyć z polskiego na polski. Wyrazenie, że ktoś popełnił czymś grzch może oznaczać grzech w znaczeniu reliogijnym lub, potocznie, że jest winny. Nie podjąłbym się oceniać czyjegoś grzechu w znaczeniu katechizmowym, bo to jest zastrzeżone dla kogoś innego. Natomiast wina zaniedbania była i to jest fakt.
    Tak się składa, że rzeczy, o których pisąłem to nie moje widzenie świata, tylko zbiór faktów. Nie opinii, tylko faktów, kóre znam "z pierwszej reki". Plotek nie powtarzam. Trochę mnie dziwi to stałe nawracanie do spraw finansowych. Akurat w tym zakresie nie tylko nie stawiałem zarzutów, a wprost napisałem, że była to sprawa pomiędzy proboszczem a wspólnotą. I praktycznie nic nikomu do tego. Niedobrze tylko, że parafianie dowiedzieli się o tym tak późno i tak nagle, bo spowodowało powstanie różnych niepotyrzebnych domysłów. Na kolejne nawracanie do spraw pieniędzy odpowiadać więcej nie będę, bo już mnie to zmęczyło.

  • Gość (31.60.143.26) / 03.12.2011 18:04:27

    Szczerze mówiąc, pisząc o mocnych słowach, miałam na myśli raczej krzywdzące niż gorzkie. Pisze Pan, Panie Andrzeju, że przedstawia Pan prawdę. Ja jednak mam wrażenie, że nie jest to prawda, a Pańskie widzenie prawdy. A nasze ludzkie widzenie zawsze pozostaje zniekształcone - bo nie wszystko wiemy, bo wiele rzeczy odczytujemy pod wpływem naszych emocji, bo mimo szczerych chęci nie jesteśmy w stanie zobaczyć i zrozumieć wszystkiego, co kierowało konkretnymi ludźmi przy podejmowaniu takich, a nie innych decyzji. Święty Paweł w liście do Koryntian napisał: "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany." (1Kor 13,12) I warto o tym pamiętać oceniając innych ludzi. Mogłabym wielu osobom wytknąć ich błędy, ich grzechy. Nie zrobię tego jednak, bo ja nie mam dostępu do wnętrza ludzkich serc. Nie odważyłabym się zarzucać komuś grzechu z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że nigdy nie mam pewności, że znam wszystkie motywacje, które danym człowiekiem, czy grupą ludzi kierowały i tylko dane osoby i Pan Bóg mogą wiedzieć, czy grzech został popełniony, czy nie. Drugi powód jest taki, że znam swoją własną słabość. A tak już jest, że kiedy sumienie rusza, już nie chwytamy za kamienie, by kamienować...
    W całej tej dyskusji mój niepokój wzbudza jeszcze jedna sprawa. Padło dużo słów na temat działalności Wspólnoty Chemin Neuf, wykorzystania Domu Rekolekcyjnego, na temat pieniędzy. Patrząc na działalność Wspólnoty widzę, że dzięki niej wiele osób miało okazję doświadczyć spotkania z Chrystusem. Jeśli Dom Rekolekcyjny w Wesołej może pomóc ludziom poznać Chrystusa, to tylko bardzo się z tego cieszę. Jeśli moje pieniądze mogą pomóc komuś spotkać się z Jezusem, to naprawdę niewielkie znaczenie ma dla mnie to, czy to będzie parafianin z Wesołej, czy ktokolwiek inny. Natomiast jeśli chodzi o normalne funkcjonowanie parafii - wspólnotowe życie Chemin Neuf nie spowodowało, że cokolwiek zostało zaniedbane. Tak ja widzę sprawy. Oczywiście każdy ma prawo do innego spojrzenia.
    Tylko jeszcze... chciałam powiedzieć, że w naszym patrzeniu ważne jest, żebyśmy najpierw patrzyli na Chrystusa - tego, który oddał wszystko, zrezygnował z siebie samego, żeby nas odkupić. Może wtedy łatwiej nam będzie przyjąć to, że czasem trzeba z czegoś zrezygnować, choćby to się nam wydawało najlepsze dla nas. Może właśnie ucząc się rezygnować z siebie, ze swojej wizji, najbardziej uczymy się naśladować Chrystusa...

  • Gość (87.205.173.227) / 02.12.2011 15:09:36

    Ja też uważam , że ciągle będzie odzywała się ta sprawa ,która nie została rozwiązana tak jak potrzeba . Nikt nikomu nie chce robić krzywdy , stało się co się stało , ale nie można udawać że nic się nie stało i mówić jak to teraz będzie dobrze. Może i będzie dobrze , tylko komu .
    Pewnie ,że część ludzi wróci , lub wróciła już , do naszej parafii , ale bardzo dużo odeszło i szkoda ,że tak o nich nikt nie zadbał , a najbardziej szkoda mi ministrantów , których brakuje w Kościele.

  • Gość (83.31.36.145) / 02.12.2011 14:27:51

    Miałem nadzieję na taką właśnie reakcję i cieszę się, że moje intencje zostały odczytane właściwie. Użyłem słów mocnych, gorzkich. Bo sytuacja jest gorzka. Ale podawałem tylko fakty. Jedynym wyjściem z obecnej sytuacji jest prawda, chocby ta najbardziej gorzka. Niedomówienia nic nie dadzą. Proszę zwrócić uwagę, że słowo "obcy" użyłem w cudzysłowie. Dla mnie nie jest obcym żaden katolik, mieszkający na terenie naszej parafii. On jest - czy tego chce czy nie - parafianinem. Obojętnie, do którego koscioła będzie uczęszczał. Dlatego nikt nie powinien być traktowany jako obcy i to także wymaga naprawy. Ale to trzeba postawić jasno. Sytuacja w naszej parafii nie powiem, ze mnie boli - to zbyt pompatyczne. Ale mocno mnie uwiera. Mam nadzieję, że takie właśnie głosy doprowadzą do normalności.
    A.Klimm

  • Gość (31.61.16.72) / 02.12.2011 00:32:18

    To, co dla jednego jest jasne, dla innego może być niezrozumiałe. Słowo pisane zawsze pozostawia pole do różnych interpretacji. Dlatego staram się nie brać udziału w tej internetowej dyskusji, choć śledzę ją uważnie. Ale tym razem się wypowiem. Pisząc, zawsze musimy brać poprawkę na to, że ktoś może zrozumieć nas źle i po prostu cierpliwie tłumaczyć, co mieliśmy na myśli.
    Nie spodziewałabym się jednak, że artykuł unormuje sytuację. Wydaje mi się, że opinie typu: "Wspólnota "Chemin Neuf" popełniła w Wesołej wielki grzech", nie pomogą w stonowaniu emocji. Bo to są mocne słowa.
    Nazywanie członków Wspólnoty "obcymi" (nawet jeśli to tylko ma wyrażać odczucia niektórych osób) też nie wydaje się prowadzić do jedności. Rozumiem, że niektórzy mogą tak czuć. Ale w chrześcijaństwie nie ma obcych - obcy stają się naszymi braćmi w Chrystusie. Co więcej, część z tych "obcych", którzy zaczęli pojawiać się w kościele, to są parafianie, którzy po prostu przez ostatnie lata jeździli do sąsiednich parafii, a teraz wrócili. Bo nie jest tak, że są tylko ci, którzy teraz zaczęli odchodzić z parafii.
    Nowi kapłani w naszej parafii rzeczywiście nie mają łatwego zadania - bądźmy więc dla nich wsparciem, a nie przeszkodą. W końcu przecież chyba chodzi o to, żebyśmy wspólnie dążyli do zjednoczenia z Chrystusem, nawet jeśli jest nam ciężko zaakceptować pewne rzeczy. Bądźmy też wsparciem dla innych parafian - zwłaszcza tych, którzy czują się najbardziej zagubieni.

  • Gość (83.31.21.47) / 01.12.2011 10:05:01

    W\łaśnie. Ja też myślełem, że dla czytających jest jasne, że artykuł, przedstawiający obecną sytuację i źródła (być moze nie wszystkie) zaistniałych nieporozumień, jest jasny i w pewnym sensie unormuje sytuację. Ale nie. Niektórzy z dyskutantów robią to, co rubasznie Jacek Kuroń nazywał "wpychaniem dziecka w brzuch", nadinterpretując tekst, doszukując się podtekstów, odkrywając "prawdziwe myśli" autora. Proszę np. pokazać, gdzie w tekście znajduje się negatywna ocena obecnego ks. proboszcza czy jwego wikariusza? Nie ma podstaw do takiej oceny, a ich dobrej woli nigdy nie kwestionowałem. Natomiast stoją w sytuacji najtrudniejszej, bo jako kapłani odpowiadają (i to zarówno przed władzą ziemską i niebieską, jak i przed własnym sumieniem) za stan prowadzonej przez siebie parafi. Dlatego napisałem, że im nie zazdroszczę, bo sytuacja jest trudna i delikatna. I nie pomogą w załagodzeniu jej agresywne wypowiedzi, atakujące osobiscie kazdego adwersarza. Proponowałbym także, aby dyskutanci jednak podpisywali się pod wypowiedziami. Może to złagodziłoby obyczaje.
    A.Klimm

  • Gość (87.205.157.198) / 01.12.2011 09:39:48

    Jak dobrze ,że są wsród nas Ci , którzy tłumaczą z polskiego na nasze, bo prawie po każdym wpisie jest tłumaczenie tej osoby jak mamy to zrozumieć co jest napisane.Myślę że każdy ma swój rozum i nie potrzebuje tłumacza.

  • Gość (83.6.77.181) / 30.11.2011 21:56:20

    "Ofiary chcemy przeznaczyć na Kościół ( nagłośnienie, odnowienie schodów między kościołem a Kaplicą, renowacja fresków, dokończenie kostki przed bramą wejściową do Kościoła). "
    ze strony www.parafiawesola.pl

    Ad. Gość (87.248.81.156) / 29.11.2011 16:27:55

    Nikt nikogo nie próbuje przemodelowywać. To, co mówią księża na temat działalności wspólnoty to zazwyczaj propozycje dla parafian.
    Istnieje przecież Koło Żywego Różańca, wspólnota Zwiastowanie, Koło Przyjaciół Radia Maryja itd. Poza tym obecny proboszcz jest otwarty na inicjatywy parafian i wspiera ich w tworzeniu nowych grup modlitewnych czy też innych.

    Pozdrawiam.

  • Gość (83.24.116.221) / 30.11.2011 18:08:40

    Panie Andrzeju! Mówiąc, że komuś są przypisywane dane słowa, oznacza że przypuszcza się, iż są one jego autorstwa. Faktycznie, nie poruszył pan sprawy organizacyjno-finansowych w swoim artykule, gdyż jest on bardzo jednostronny. Myślę, że warto jest docenić inicjatywę nowego proboszcza, który daje swoim parafianom możliwość wglądu w sprawy parafii. Tak samo rada parafialna, która nigdy nie istniała w Wesołej, teraz ma szansę. Oczywiście, można się z panem zgodzić, wspólnota nie płaciła ks. Prałatowi czynszu za pomieszczenia, jednak wykonywała szereg innych prac w parafii, chociażby służbę w zakrystii. Odpowiadając na pytanie, nie jestem członkiem wspólnoty, nie jestem nawet w żaden sposób w nią zaangażowany. Jestem takim samym obserwatorem jak Pan, być może tylko bardziej uważnym. Apeluję o więcej optymizmu i ufności w stosunku do nowych księży :)

  • Gość (87.205.157.198) / 30.11.2011 10:27:39

    Mówi się swoje ,a robi swoje. Czy Kaplica w Domu Rekolekcyjnym ,należy do Kościoła , czy do budynku D.R

  • Gość (87.248.81.156) / 29.11.2011 16:27:55

    Wypowiedż w artykule - stonowana emocjonalnie, argumentacja przedstawiona jasno i merytorycznie. Prawdziwym chrześcijanom przystoi prowadzić dyskusję w taki właśnie sposób, do czego wszystkich bardzo zachęcam. Co do tematu sporu : Stało się .Wsapólnota Chemin Neuf prowadzi naszą parafię. Starałam się (jak ktoś tu postulował) cierpliwie i życzliwie obserwować jej działania, a zwłaszcza jej kapłanów. Potrafię docenić ich zalety ducha i intelektu, potrafię docenić te ich starania, które swiadczą o szacunku do naszych dotychczasowych praktyk religijnych. Rozumiem racje parafian dotyczące spraw finansowych. Wciąż stawiam jednak pytanie natury zasadniczej, którego adresatem jest na pewno ordynariusz, ksiądz prałat i , jeśli są, inni decydenci kościelni : jaki jest sens instalowania wspólnoty ewangelizacyjnej w prężnej , ukształtowanej duchowo parafii? Po co obarczać młodych kapłanów zadaniem niepotrzebnego "przemodelowania" naszej tutejszej polskiej (!)pobożności, zaszczepiania nam na siłę zachodnich wzorów i
    " nowoczesnej"(czytaj:europejskiej) mentalności, kiedy ich praca i zapał powinien być , z pożytkiem dla Kościoła, wykorzystany właśnie we Francji i innych krajach postępującej dechrystianizacji. Czyż nie dobrem Kościoła, zwłaszcza w czsach duchowego kryzysu, powinni się , przede wszystkim , kierować księża , a przede wszystkim hierarchowie kościelkni? Swój punkt widzenia wyłożyłam bardziej szczegółowo w komentarzu do wywiadu "Wspólnota Chemin Neuf-jak to będzie". Parafianka religijna po polsku. P.S. Równie podstawowym jest pytanie zadane przez jednego z komentatorów tego wywiadu , o definicję i strukturę "Chemin Neuf": Skoro "ojcowie"- to ZAKON; skoro zakon, to kim są świeccy tej wspólnoty-zakonnikami? Jeśli są "braćmi" i "siostrami"- to nie ZAKON a WSPÓLNOTA , wg rejestru STOWARZYSZENIE. (SEKTA?). Dobrze byłoby, gdyby ktoś to nam , parafianom, raz dokładnie wyjaśnił. Z kim właściwie mamy do czynienia. Być może łatwiej będzie wtedy pracować na nasze zaufanie.

  • Gość (83.31.20.81) / 29.11.2011 15:29:34

    Ubolewam, że niektóre osoby, tak gorączkowo broniące obecnego stanu parafii, nie rozumieją tego, co czytają, choc napisane to jest w jezyku polskim. Nie zajmowałem się sprawami finansowymi, bo finanse każdej parafii są prowadzone wedle ścisłych kurialnych przepisów i nikt tu nie moze ingerować. Nawet rada parafialna jest tylko organem doradczym. Ale skoro jest tak wielu obrońców, dla których właśnie to jest sprawą najważniejszą, zaczynam podejrzewać, że coś moze być na rzeczy w myśl przysłowia "uderz w stół...". Chciałbym tu się mylić. Jeżeli zaś formowanie we wspólnocie kształtuje takie postawy, pełne zapalczywości i przekonania o posiadaniu własnej, jedynej prawdy i pewności, że wszyscy myślący inaczej to prymitywni zacofańcy, to też muszę wyrazić pewien niepokój. Jeszcze raz powtarzam - Kościół powinien być powszechny, a nie wspólnotowy. Wspólnota to tylko dodatek. Wspólnota, chcąca być całym kosciołem, staje się sektą.
    A.Klimm

  • Gość (87.205.157.198) / 29.11.2011 09:55:43

    Proszę wsłuchać się, lub przeczytać ogłoszenia parafialne , na co mają pójść pieniądze z kolędy , czy są tu rozdzielone finanse parafii od wspólnoty , czy dalej Dom Rekolekcyjny jest parafii.

  • Gość (10.4.1.189) / 29.11.2011 08:37:55

    W latach 70-tych ubiegłego wieku telewizja pokazała Japończyka błąkającego się po dżungli ze skrzynką amunicji. Człowiek ten nic nie wiedział o zakończeniu II wojny światowej i wiele lat szukał swojego oddziału.
    Niektóre organizacje religijne są w podobnej sytuacji - nie zauważyły, że świat się zmienił i jest nieco inny, niż 2000 lat temu, a nawet 100 lat temu.
    Ta amunicja już nie wypali.

  • Gość (79.191.17.165) / 28.11.2011 23:40:07

    "Jeżeli jednak obaj księża będą rozważnie wypełniać swe trudne obowiązki, jeżeli – będąc członkami Instytutu Zakonnego – nie pozwolą, aby sprawy wspólnoty przesłoniły im sprawy parafialne, jeżeli wspólnota nie będzie pełniła roli rady parafialnej, jeżeli prawdziwym gospodarzem parafii będzie nadal proboszcz podległy nie francuskim (z punktu widzenia geografii, nie etnicznie) władzom wspólnoty, a warszawsko-praskiemu ordynariuszowi, kimkolwiek by on był, można mieć nadzieję, że parafialny konflikt zostanie załagodzony."

    Z tego, co pamiętam obecny ksiądz proboszcz dokładnie te same obietnice (obok zapewnienia o sprawozdaniach finansowych) przedstawił już na początku prowadzenia parafii.
    Zamiast komentować i wymyślać rzeczy które nie miały miejsca polecam poczekać i dać czas obecnym księżom.

    Czytając ten artykuł mam dziwne wrażenie, że niektóre osoby na siłę dosłownie zaczynają snuć teorie spiskowe...

    Pozdrawiam.

  • Gość (83.31.21.227) / 28.11.2011 23:36:13

    Proszę o uwazne czytanie i komentowanie tego, co napisane, a nie swoich o tym wyobrażeń. Nie napisałem, że słynna maksyma "cel uświęca środki" to słowa Ignacego Loyoli, a ze są mu przypisywane - i tak właśnie jest. Co do finansowania wspólnoty ze środków parafialnych, to proszę sobie przypomnieć, czy wspólnota płaciła ks. Prałatowi czynsz za zajmowanie pomieszczenia parafialne? A rachunki za świadczenia? Gdzie jest więc prawda? Tylko, że właśnie NIE robiłem z tego powodu zarzutu. Natomiast co do rozdzielenia finansów wspólnoty i parafii, to o tym NIE pisałem i takze NIE czyniłem z tego jakiegokolwiek zarzutu. Jeżeli więc ten głos, mentorski i fałszywy, jest głosem członka wspólnoty, to mam jak najczarniejsze przewidywania na przyszłosć. Jeszcze raz apeluję o uwazne czytanie i umiar w wypowiedziach.
    A.Klimm

  • Gość (83.6.149.10) / 28.11.2011 21:31:31

    Niestety, ale powyższy artykuł to powtarzane slogany, które mijają się z prawdą ; poczynając od tego, że maksyma "Cel uświęca środki" to słowa Machiavellego, a nie Loyoli, poprzez finansowanie wspólnoty kosztem parafii, a kończąc na zarzutach o mieszanie spraw finansowych parafii z finansami wspólnoty. Parafia w Wesołej jest kolejną prowadzoną na świecie przez wspólnotę, w żadnej z nich nie ma problemów z rozdzieleniem finansów parafii, od finansów wspólnoty. Ks. proboszcz na początku roku również zapewnił, że będzie prowadzona księga wydatków, aby każdy z parafian miał możliwość zobaczyć co zostało zakupione i odnowione w parafii.

  • Gość (83.31.39.82) / 28.11.2011 19:44:37

    Niektórzy Polacy wierzą, że komuna upadła w 1989r. Inni w to nie do końca wierzą. Tymczasem w Wesołej odradza się komuna przywieziona w teczce z Francji albo z Afryki. Teoretyczną istotą komuny (czyli wspólnoty) jest równość praw i obowiązków oraz życzliwe relacje międzyludzkie. Może to utopia, ale podobno tak było w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Niestety już w 357r biskupi wprowadzili zakaz wyzwalania niewolników stanowiących własność kościoła i zapoczątkowany tak okres błędów oraz wypaczeń trwa nadal.

  • Gość (87.205.157.198) / 28.11.2011 15:09:25

    Bardzo lubię czytać pana artykuły , które pan pisze ,prosimy o więcej mądrych słów.

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd