Nie jestem feministką!
fot. Anna Krzemińska/wesola-gazeta.pl
Staramy się iść ciągle do przodu. Coraz szybciej, aby nie przegonili nas inni. W sprawach zawodowych, w życiu prywatnym, w wychowaniu dzieci, spędzaniu wolnego czasu, w relacjach z najbliższymi i z przyjaciółmi.
Tylko co to oznacza iść ciągle do przodu?
Użyję tu prostej przenośni...
Można dać się nieść z nurtem rzeki, więc płyniemy szybciej niż inni. Wyprzedzamy.
Tylko ryzyko jest spore, bo czekają na nas zakręty, zawirowania, płycizny i podwodne skały. Jeśli mamy pecha to możemy trafić na progi wodne, a jeśli nasz pech jest bardzo wielki, to na wodospad. I to zazwyczaj dzieje się to wtedy, gdy szczęśliwi wypłyniemy wreszcie na spokojne pozornie wody.
Inny sposób, trudniejszy, to wybór drogi wzdłuż rzeki, obok jej bystrego nurtu, przez zarośnięty brzeg. Tu rzeka wyznacza jedynie kierunek, a my ostrożnie poruszamy się wśród zarośli obok. Tylko możemy sobie skaleczyć stopy albo czasem oddalić się i stracić nurt z oczu. No i poruszamy się powoli.
Trzecia droga jest najtrudniejsza, wymaga odwagi i dyscypliny. Jest to droga pod prąd, droga w górę rzeki. Trudna, wymagająca poświęcenia i wysiłku wspinaczki.
Jednak dla wytrwałych skuteczna, bo na końcu czeka na nas ŹRÓDŁO,
(I znów personalizm....) ale w tym przypadku – zmęczeni - zawsze możemy się zatrzymać. Zobaczymy przyczynę i skutek. Ominiemy wodospady. Zapewne się pokaleczymy i zmęczymy, ale na końcu czeka nas nagroda. Życiowa, duchowa, taka jakiej oczekujemy. Tą nagrodą jest zrozumienie i SPOKÓJ.
Specjalnie obrazuję Państwu swoje myśli, ale w historii filozofii prosta przypowieść czasem miała większe działanie niż nie jeden obszerny traktat. Upraszczam? Owszem, ale ma to skłonić Państwa do samodzielnej głębszej refleksji, na którą nie ma miejsca w takim tekście jak ten. Tyle usprawiedliwień autorskich.
Wracając do tematu, pójście do przodu w formie desperackiej pogoni np. za idealnym człowiekiem, idealnym życiem może być cofaniem się i błądzeniem. Idealne osoby i zdarzenia żyją bowiem jedynie w naszym subiektywnym pojęciu i to w ograniczonym czasie, bo jedynym nieograniczonym ideałem lub absolutem jest TEN, który przybiera różne formy i imiona ... Cofnięcie się tymczasem – może być aktem odwagi i dojrzałości. Tylko, że wielu z nas nie wie kiedy idzie do przodu, kiedy się cofa, a kiedy błądzi. Bowiem odczucie kierunku jest również bardzo subiektywne i zależy od naszego obecnego położenia, stanu umysłu, od życiowej sytuacji. Sami często nie umiemy tego ocenić z odpowiednim dystansem, powodowani emocjami i przywiązaniem do jednowymiarowego postrzegania widzialnej rzeczywistości.
Dlaczego o tym piszę? W sobotę byłam z synem na urodzinach u jego rówieśnika. Z większością gości koleżanki spotykam się raz w roku właśnie z tej okazji. W zeszłym roku i w poprzednich było tłoczno. Wiadomo rodziny z dziećmi w średniej wielkości mieszkaniu. Radosne zamieszanie i miły gwar.
W tym roku tylko dwie z zaproszonych mam przyszły z rodzinami. Pozostałe przyszły same z dziećmi. I okazało się, że wszystkie na przestrzeni jednego roku zostały samotnymi mamami.
Każda inna. Wysokie i niskie, szczupłe i puszyste, blondynki i brunetki. Ale wszystkie aktywne zawodowo, wykształcone. I wszystkie w wieku ok 30-35 lat.
Co się stało ?
Okazuje się, że wszystkie usłyszały to samo. Tak, jakby mężowie umówili się co do przyczyn rozstania, którego byli w trzech na cztery przypadki inicjatorami.
Wszystko sprowadzało się do kilku słów, tych samych słów powtarzanych jak mantra:
-Wypaliłem się.
-Nie kocham. W sumie nigdy nie kochałem.
-Niedojrzały związek, pomyłka młodości.
-Za dużo emocji.
-Jesteś piękna, mądra, wykształcona. Poradzisz sobie.
-Szukam dojrzalszego związku. Nie uda się. Nie warto.
-Zostańmy przyjaciółmi.
A DZIECI ?
-Nadal będę Ci pomagał i będę dobrym tatą. Ale nie mężem, TYLKO TATĄ .
A co oznacza bycie dobrym tatą ??? Ilość wyjść do kina lub do zoo? Ilość atrakcji w weekendy ?
Bycie dobrym tatą oznacza bezwarunkową OBECNOŚĆ. Również w tych trudnych chwilach, nie tylko w radosnych. W nieprzespaną noc, gdy nie chce spaść gorączka i gdy boli ząb. Albo gdy jest problem z matematyką, lub gdy wybiłem piłką okno sąsiadowi.
Bycie dobrym tatą oznacza przede wszystkim bycie dobrym mężem.
Bo jak inaczej przekażemy dziecku dobre wzorce rodziny? Zaocznie? Na eksternistycznym kursie weekendowym ?
Czytałam pewien pozew, w którym mąż domaga się częstszych kontaktów z dzieckiem motywując to przekazywaniem mu dobrych wzorców rodziny. Swojej nowej. A rzeczywiście nie odwiedza dziecka z braku czasu od wielu miesięcy. Ma za to czas na sądy...
NIE JESTEM FEMINISTKĄ, chcę zrozumieć.
Czasem mam taką myśl, może prymitywną, że dawniej mężczyzna uwikłany był przede wszystkim w utrzymanie materialne rodziny. Poświęcał temu wiele czasu i energii i często nie miał już siły po całym dniu walki na głębsze analizy swojego związku i swojej w nim pozycji.
Może dobrze, że współcześni Panowie są inni „delikatniejsi” i bardziej refleksyjni, bardziej pomocni. Tylko w sferze emocjonalnej zagubieni, bo emocje, to przecież głównie część kobiecej , a nie męskiej natury.
Gdy współczesny mężczyzna opisuje idealną partnerkę, dojrzałą i odpowiednią dla niego opisuje zazwyczaj innego mężczyznę, tylko o wyglądzie pięknej kobiety: ma działać bez emocji, spokojnie, stanowczo, walecznie, honorowo, racjonalnie, systematycznie, w wyważony sposób, najlepiej bez zbędnych słów.
Działa to oczywiście w drugą stronę. Kobieta zapytana o idealnego partnera swoich marzeń opisuje swoją najlepszą przyjaciółkę przebraną w skórę księcia z bajki, tyle, że jeszcze dodaje sferę materialną – aby ją zabezpieczył. (To pewnie jeszcze relikt tradycyjnego modelu rodziny.)
Czy współczesne czasy dające kobiecie wolność i niezależność tworzące wzorzec funkcjonowania nowoczesnej rodziny, gdzie ona także zarabia i rozwija się zawodowo , pracuje i robi karierę paradoksalnie nie uwikłał jej przez to w dużo większe ryzyko konfliktu z partnerem?
Czy współczesny typ rodziny daje partnerom szansę by się dopełniać i spełniać w kontekście tradycyjnych i naturalnych, a także nowych ról społecznych? Czy może tworzy między nimi konkurencję i atmosferę rywalizacji- nawet jeśli tylko na poziomie podświadomości ?
W zderzeniu z rolą naturalną kobiety, której nie da się ominąć, a więc rolą matki, okazuje się, że to na nią- na kobietę spada więcej codziennych obowiązków. W pracy na równi z partnerem i w domu, gdzie on co prawda stara się jej pomóc, ale to jednak ona musi pamiętać o wszystkich drobiazgach, bo to ona opiekowała się od zarania dziejów jaskinią, a on poza ową jaskinią polował i nie on strzegł domowego ogniska. Zapewniał mu byt. Od zewnątrz.
A ponieważ to ona bardziej czuje odpowiedzialność za dzieci więc często występuje w nieharmonijnej roli: W pracy jako osoba aktywna i odnosząca sukcesy, w domu w krótkiej roli tradycyjnej, a więc roli żony i matki. Powstaje zatem mocno nieharmonijny układ: Kobieta jako osoba EMOCJONALNA Z NATURY, gdy czuje się przeciążona nadmiarem obowiązków lub właśnie owym nieharmonijnym układem swoich ról szybciej wpada we frustrację i / lub szybciej ją uzewnętrznia, czego partner nie rozumie i nie może na dłuższą metę zrozumieć, bowiem w świecie emocji czuje się niepewnie. Często jedyne co wie, to to, że „chłopaki nie płaczą”. To za mało, by poradzić sobie ze współczesną kobietą. Z empatią też nie jest prosto.
A jak jeszcze ona- kobieta przypadkiem, na swoją zgubę jest w czymś lepsza , to taka klisza daje już tylko scenariusz katastroficzny.
Nie można pozbyć się ról pierwotnych, więc mężczyzna nie zgodzi się na oddanie kobiecie roli przewodniczki stada. Woli zmienić stado.
Tylko szukając nowego stada szuka na swoją zgubę partnerki dojrzalszej, lub takiej, która dojrzalsza się wydaje i wpada w swoisty wir / spiralę problemu, bowiem im częściej (w efekcie powyżej zaznaczonych sprzężeń) kobiety zostają same, tym mocniejsze się stają, ponieważ muszą coraz częściej radzić sobie dalej bez pomocy partnera opiekuna i tutora. Jednocześnie im silniejsze i bardziej świadome się stają, tym bardziej wytrącają pałeczkę pierwszeństwa kolejnemu mężczyźnie. Tym bardziej frustruje to nowego partnera. I koło nieudanych związków się zamyka. Czy tak nie jest ?
Dodatkowo na swoje nieszczęście kobiety są jeszcze pracowite i ambitne, więc mają wielkie marzenia, podczas, gdy partnerzy początkowo zadowoleni, że NIE MUSZĄ nie mają potrzeby walki i polowania, więc się rozleniwiają. Tylko z czasem z początkowego podziwu dla kobiety rodzi się zazdrość. Zazdrość zamienia się we frustrację. Frustracja rodzi nieuświadomione lęki, a lęki rodzą agresję i projekcje negatywnych uczuć na tę osobę, która jest jednocześnie źródłem dumy na zewnątrz. MOJA ŻONA... Ah!
Tylko to szybko staje się niewygodne. Może inaczej: nie szybko, bo to narastający proces. Ale pierwotne cechy płci zawsze dadzą o sobie znać. I powstaje nagle pytanie KTO TU RZĄDZI ? I zapala się czerwone światło. Tylko, że nie umiejąc rozmawiać, bojąc się ( nie wiadomo dlaczego) swojej partnerki pojawia się tylko jedna myśl: zrzucić bagaż, spróbować jeszcze raz. Zmienić stado.
Owszem, czasem zdarza się cud przejrzenia na oczy i mężczyzna i kobieta przestają konkurować. Czasem w wyniku traumatycznych przeżyć lub innych nietypowych splotów okoliczności. Wtedy rodzi się dojrzały związek. Oparty na nowych fundamentach i wiedzy, że miłość to nie uczucie zakochania. Że miłość to przywiązanie i odpowiedzialność za drugiego człowieka. To świadomy wybór i lojalność. To szkoła przetrwania zakrętów, jakie niesie życie. To zrozumienie i akceptacja drugiego w wyniku ciężkiej pracy nad sobą i relacją. To szukanie owego źródła pod prąd i na przekór wszystkiemu.
Czy warto tak się męczyć? Ja myślę, że warto, bo odkrycie źródła niesie zrozumienie rzeczy o wiele większych niż my sami, buduje szacunek do siebie i innych. To jednak ścieżka dla wielu za trudna. Szkoda....
A może trzeba próbować zdać sobie sprawę jakie mechanizmy nami sterują, jakie są nasze cechy wrodzone, ograniczenia i kody genetyczno- kulturowe? Czy zmierzenie się z nimi jak z matematyczną łamigłówką może zastąpić współczesnemu mężczyźnie polowanie?
Czego najbardziej boją się te spotkane na sobotnich urodzinach mamy? Nie własnej samotności, nie tego, że sobie nie poradzą. Bo radzą sobie. Zapytane odpowiadają: -Boję się jak sama mam wychować dzieci, a zwłaszcza syna, aby nie powielił schematu ucieczki , jaki zapamięta z dzieciństwa. By nie powielał nieudanych związków, a potem tzw. patchworkowych rodzin. Aby był mocnym mężczyzną, a jednocześnie miał uczucia i zrozumienie emocji. Czy to da się połączyć?
Pytają także:
-Jak uczyć syna bycia mężczyzną bez możliwości obserwowania mężczyzny w życiu codziennym i w zderzeniu z kłopotami , a nie jedynie w sytuacji świątecznej i radosnej?
-Jak nie uchronić się przed krzywdzącą nadopiekuńczością wobec dziecka kompensując mu utratę stabilizacji środowiska rodzinnego? Z drugiej strony jak uchronić go przed rolą zastępcy taty i przedwczesną utratą dzieciństwa w imię samoistnie rodzącej się potrzeby „opieki” nad mamą ?
-Któreś z tych błędów popełnimy- mówią.
Ale te małe dzieci dają im siłę do walki. Dają sens. Bo przecież kobieta potrzebuje miłości i opieki. Potrzebuje także dawać miłość. Zawsze. Nawet najsilniejsza kobieta.
Nie jestem feministką. Wśród przyjaciół mam zdecydowanie więcej mężczyzn niż kobiet. Lubię, cenię i podziwiam mężczyzn. I staram się zrozumieć.
Panowie napiszcie DLACZEGO i PRZED CZYM UCIEKACIE?
To pytanie nie da mi łatwo zasnąć dziś i jeszcze kilka zapewne nocy. A jestem z natury ciekawa. Ciekawa człowieka i zafascynowana jego złożonością.
I zakamarkami męskiej duszy. :))
Kinga Kuźma Gołdanowska
OUR PRESCHOOL
OUR PRESQLTURA
Komentarze
- Gość (85.39.37.84) / 20.01.2012 20:55:48
It's really great that people are sharing this inforamtoin.
- Gość (85.128.14.110) / 18.11.2010 14:49:49
Czytając ten artykuł pomyślałam o kobietach porzuconych,uzależnionych od pozycji i dochodów męża, obarczonych dziećmi,brakiem mieszkania i perspektyw.Co mają robic gdy facet nagle je zostawia i zadowolony z siebie zakłada nowe stado?Robienie kariery nie wchodzi w grę,bo i kiedy?dochody marne,dzieciaki i dom na głowie,szara przyszłość.Dlaczego tak się dzieje?brak porozumienia,wymiany myśli,powodów może być wiele.Najważniejszy to brak odpowiedzialności za siebie,innych,kiepskie prawo sprzyjające rozwodom i brak chęci do walki o rodzinę.Pozdrawiam


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










