Narodowe Święto Niepodległości - euforia czy amok?
Obserwując przygotowania i przebieg obchodów tegorocznego Narodowego Święta Niepodległości nasunęły mi się dwa określenia zapożyczone z innych języków lecz występujące i czasem używane w języku polskim. Euforia i amok. Zapożyczone z greckiego i malajskiego. Określające stan psychiczny osób poddanych działaniu silnych bodźców stresowych.
Internetowa wikipedia podaje, ze euforia jest to „stan nienaturalnie dobrego samopoczucia z tendencją do śmiechu, radości, płytkiej wesołości i dowcipkowania, doznawany nawet pomimo rzeczywistych niedomagań organizmu. Euforia powodowana jest zwykle przez nadmierną produkcję dopaminy oraz serotoniny lub przez zablokowanie ich wychwytu zwrotnego”.
Słownik wyrazów bliskoznacznych stwierdza, że słowo euforia w języku potocznym jest synonimem słów takich, jak „radość, zachwyt, zapał, ferwor, poryw, uniesienie, radosny nastrój, żarliwość, błogość”. Z kolei słownik języka polskiego określa euforię jako „stan bardzo dobrego samopoczucia i radosnego podniecenia” lub „chorobliwy stan wesołości, pozornie dobrego samopoczucia i nienaturalnie wzmożonej aktywności”. Słownik frazeologiczny podaje zaś, że określenia „popadać w euforię” i „wpadać w euforię” znaczą „Więcejbardzo się z czegoś cieszyć, przeżywać bardzo silnie emocje”.
I już na koniec internetowa Edupedia. Tu euforia oznacza:
“niezwykle radosny nastrój; nienaturalne lub chorobliwe radosne podniecenie: wpaść w euforię, stan euforyczny “. Czyli euforia to “stan bardzo dobrego samopoczucia i radosnego podniecenia” lub „chorobliwy stan wesołości, pozornie dobrego samopoczucia i nienaturalnie wzmożonej aktywności”. Jej synonimami są: „uniesienie, zachwyt, zapał, zadowolenie, radość, entuzjazm”. Ogólnie więc biorąc, euforia – poza przypadkami, spowodowanymi przez choroby, jest stanem pozytywnym, choć czasem ekstremalnym.
Zupełnie co innego oznacza słowo „amok”. Wikipedia podaje, że „określenie amok pochodzi od malajskiego/indonezyjskiego/filipińskiego słowa amuk, oznaczającego „oszalały z gniewu” (niekontrolowanego gniewu). Słowo to było używane także w Indiach, w czasach panowania Imperium Brytyjskiego. Określano nim zachowanie słonia oddzielonego od swojego stada. Gdy wpadał w szał, pędził na oślep, niszcząc wszystko na swojej drodze. (...) W typowym przypadku w amok wpada mężczyzna, który nie okazywał wcześniej oznak złości ani nie miał żadnych skłonności do przemocy. Po zdobyciu broni usiłuje zabić bądź poważnie zranić każdego, kogo napotka. Przypadki amoku zwykle kończą się dopiero, gdy napastnik zostanie zabity przez przechodniów bądź popełni samobójstwo. (...) W zachodnich społeczeństwach amokiem określane jest zachowanie kogoś, kto pod wpływem silnych emocji wchodzi w posiadanie broni i atakuje przypadkowych ludzi, często powodując wiele ofiar śmiertelnych”. Słownik ortograficzny języka polskiego podaje trzy przypadki używania tego określenia. Może to być „gwałtowna żądza mordowania będąca następstwem depresji, obserwowana wśród ludności tubylczej na Malajach”. Potocznie tak się nazywa niespodziewany „atak szału” lub „silne podniecenie”.
Dlaczego jednak te dwa określenia dwóch stanów psychicznych nieodparcie kojarzą mi się z tegorocznym Narodowym Świętem Niepodległości?
Otóż, według licznych przekazów, euforia to najlepsze określenia stanu, jaki ogarnął Polaków w dniu 11 listopada 1918 roku. Od kilku dni już powstawały zaczątki polskiej władzy. Od kilku dni już rozbrajano okupacyjnych żołnierzy. Od kilku już dni trwała nadzieja, ze tym razem... I oto właśnie 11 listopada ON objął władzę w nieistniejącym jeszcze Państwie Polskim. Nie zabiegał o nią. Nie niszczył politycznych przeciwników. Dyktatorska władza została dana mu rękami Rady Regencyjnej przez Naród. Przez Naród w stanie upojenia Wolnością i Niezawisłością.
Jak ostatnio wiele razy przypominał prezydent Komorowski, Narodowe Święto Niepodległości jest świętem radosnym. Pośród wielu świąt, upamiętniających narodową martyrologię, ono właśnie jest tym jedynym upamiętniającym narodowe zwycięstwo, narodową chwałę. Upamiętniającym także – jak to określają Amerykanie – Ojców Założycieli. W przypadku Polski byli to z pewnością – w kraju Józef Piłsudski, a za granicą Roman Dmowski i Ignacy Paderewski. Każdy z nich był inny, reprezentował inną wizję przyszłej Polski, ale zawsze jednak TEJ Polski. Tej wolnej i niepodległej. Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. I dlatego w tym właśnie dniu, w dniu Narodowego Święta Niepodległości całkiem usprawiedliwiona jest euforia, będąca odbiciem euforii tamtych ludzi w tamtym listopadzie. Euforia związana z pamięcią o dokonaniach naszych Ojców Założycieli i tych wszystkich z nimi związanych.
W całej Polsce w tym dniu urządzane były różne uroczystości, obchody, marsze, biegi, pikniki. W całej Polsce była radość. W całej? W stolicy naszego kraju było inaczej. Tu, gdzie powinno się radować najbardziej, do głosu doszły – jak przed rokiem – elementy, ogarnięte amokiem. Jak przed rokiem Marsz Niepodległości (sama nazwa powinna zostać tego dnia uszanowana), zorganizowany przez kręgi narodowe i mający na celu upamiętnienie niemałej roli Romana Dmowskiego w wybiciu się na niepodległość, został zakłócony przez... Właśnie – przez kogo? Kim byli ci w kominiarkach? Co to jest „Kolorowa Niepodległa”? A może „Tęczowa” ? Tylko co to ma wspólnego z narodowym świętem? Co z narodowym świętem Polaków mają niemieccy anarchiści?
Rozumiem anarchistów, którzy z zasady są przeciw wszystkiemu, co związane z państwem, ale oni także powinni uszanować narodowe święto. Ale ci inni? Te wyrostki z zasłoniętymi jak złoczyńcy twarzami rzucający petardy w stronę policji? Ci młodzi ludzie, występujący z pałami przeciw jakiejkolwiek inności, a póki co wyłamujący elementy infrastruktury miejskiej? Wznoszący okrzyki przeciw „czerwonej hołocie” ? Przypominam, że Joanna Szczepkowska oznajmiła upadek komunizmu w Polsce już ponad 20 lat temu. Czy może również lewicujący młodzi ludzie – „antyfaszyści” - występujący przeciw jakiemuś wydumanemu „faszyzmowi”? Przypominam, że faszyzm wyrósł z socjalizmu i był całkiem lewicowy, a prawicowy przydomek „narodowy” dodano mu dla wzniecenia włoskiego czy niemieckiego szowinizmu.
Nie jestem pasjonatem ruchów narodowo – radykalnych czy im podobnych. Ale świętując Narodowe Święto Niepodległości nie wolno zapominać o tym, że o tę niepodległość walczyli – dosłownie i w przenośni – prawie wszyscy ówcześni Polacy, może poza komunistami, mającymi inne ideały. Próby uwłaczania pamięci Romana Dmowskiego są równie niegodne, co wieloletnie próby uwłaczania pamięci Józefa Piłsudskiego. A próby ulicznych awantur właśnie w tym dniu są warte najwyższego potępienia.
Widok ogarniętych amokiem zakapturzonych i zamaskowanych postaci atakujących kogo się da jest straszny. Jeszcze przed rozpoczęciem Marszu Niepodległości zaatakowana została policja. Przez kogo? W imię jakich idei? Rozróby za wszelką cenę? Nawet za cenę zbrukania Narodowego Święta Niepodległości?
Szczęśliwie takie incydenty jak w Warszawie są coraz rzadsze. Szczęśliwie w innych miejscach świętowano godnie i pogodnie. Szczęśliwie policja jest przygotowana do opanowania amoku.
Tylko nadal chciałbym uzyskać odpowiedzi na kilka dręczących mnie pytań.
Dlaczego tak wielu młodych ludzi daje się uwieść czarowi amoku?
Dlaczego to się dzieje właśnie w stolicy?
Dlaczego władza nie potrafi (a może nie chce) należycie karać pseudopatriotycznych bandytów?
Dlaczego w Polsce coraz większe znaczenie uzyskują coraz dziwniejsze, za to coraz głośniejsze grupy i grupki, głoszące bezkarnie coraz dziwniejsze ideologie niewiele mające wspólnego z demokracją?
Dlaczego władza pozwala, by rozumna większość była terroryzowana przez hałaśliwą, bezrozumną mniejszość?
I pytanie całkiem retoryczne – komu zależy na szarganiu narodowych świętości i doprowadzaniu młodzieży do amoku? Komu nie zależy na niepodległości?
Andrzej Klimm
Komentarze
- Gość (83.31.36.167) / 26.11.2011 23:53:07
Małe spotkania przy okazji wielkich świąt nie są chyba dobrym rozwiązaniem. W takich dniach tłum zachowuje się rozważnie. Ludzie się cieszą i chcą oglądać pokazy, defilady, występy. Chyba, ze ktoś spowoduje panikę, do której na szczęście 11 listopada nie doszło. Wtedy ten tłum jest nieobliczalny ze względu na swoją masę (dosłownie i w przenośni). 11 listopada była to oczywista zadyma, tylko przez kogo i pod czyimi opiekuńczymi skrzydłami zorganizowana? Rozbrajające jest tłumaczenie, że według naszego prawa (?) można zezwolić, by przed frontem planowanego przemarszu urządzić, ot tak sobie kontrdemonstrację, okopać się na tej trasie i sobie manifestować. Dziecko w przeszkolu wiedziałoby, że MUSI dojść do zamieszek. Odgradzanie kordonami policji tylko zaognia sprawę. A media mają swój dzień. Sensacja goni sensację. Oglądalność bije rekordy. Tylko, że ja i chyba większość normalnych ludzi wolałaby tego dnia oglądać ułanów, a nie troglodytów z maczugami. W mundurach i bez.
- Gość (10.4.1.189) / 25.11.2011 16:49:16
Proste rozwiązanie: trzeba organizować małe spotkania, gdzie ryzyko "syndromu tłumu" jest mniejsze niż przy wielotysięcznych zgromadzeniach.
Co do ostatniego 11.XI, mam nieodparte wrażenie, że była to "zadyma" na zamówienie dziennikarzy, a konkretnie (kilku) telewizji, żeby miały co pokazywać: poświęcili nawet kilka samochodów (ubezpieczenie zwróci), których nikt nie chronił, ani nie próbował gasić.
To zjawisko w rodzaju, gdy strażacy robią pożar (na szczęście rzadko), żeby mieć co gasić. Inne zjawisko, nagrane przez kino-amatorów: wystarczy przebrać człowieka na szaro-niebiesko, żeby zaczął walić innych pałą, bez zastanawiania się czemu to służy i czy ktoś to widzi (a ostatnio każdy może widzieć, nagrać i przekazać dalej).
A władze miasta... nie przejęły się: i tak "sie posprząta, sie naprawi" z podatków zwykłych ludzi.

Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum







