Marek Tronina: Wesoła to bardzo dobre miejsce do biegania
Marek Tronina, źródło: Fundacja Maraton Warszawski
Wywiad z Markiem Troniną, mieszkańcem naszej dzielnicy, pasjonatem biegania i szefem Fundacji „Maraton Warszawski”, która organizuje wiele imprez biegowych, w tym jeden z największych maratonów w Polsce.
Mateusz Wiesiołek: Kiedy założył Pan Fundację „Maraton Warszawski”? Jaka była jej początkowa idea?
Marek Tronina: Fundacja powstała w 2003 roku. Idea była taka sama jak teraz, czyli zorganizowanie dobrego biegu maratońskiego i promocja biegania. Zaczęło się na przełomie 2002 i 2003 roku. W ostatniej chwili zdecydowaliśmy, że weźmiemy na siebie organizację warszawskiego maratonu, który wtedy chylił się ku upadkowi. Zorganizowaliśmy go zupełnie po amatorsku, a mimo to maraton się udał. Postanowiliśmy, że będziemy naszą pracę kontynuować, rozwijać tę imprezę. Organizujemy ją co roku od początku istnienia fundacji.
MW: Co pan uważa za największy sukces państwa fundacji?
MT: Myślę, że jest nim profesjonalizm organizacyjny, który udało nam się wypracować przez 10 lat działalności. Taki model działania, w którym nasze imprezy nie odbywają się przez przypadek, nie są improwizowane, ale zaplanowane od początku do końca. A to wbrew pozorom nie jest takie proste. Każda impreza, szczególnie impreza biegowa, która odbywa się na większej przestrzeni, wymaga starannego zaplanowania. Nam się to udaje. Myślę, że właśnie to jest największy sukces naszej organizacji.
MW: Fundacja „Maraton Warszawski” organizuje Maraton Warszawski i Półmaraton Warszawski, ale także inne imprezy. Ile ich w sumie jest i czym się od siebie różnią?
MT: Różnią się przede wszystkim dystansami, ale także inny jest ich cel. A ile ich jest? Tego nie wiem, trzeba byłoby zacząć liczyć (tu pan Marek wylicza i dochodzi do około 19). Tyle jestem sobie w stanie przypomnieć teraz. Organizujemy jeszcze obozy biegowe i treningowe dla zawodników, oprócz tego wydajemy miesięcznik, więc to nie są tylko zawody, ale też inne rzeczy związane z bieganiem. Same zawody różnią się tak, jak powiedziałem dystansem i celem. Najważniejszy, oczywiście, jest Maraton Warszawski i wszystko jest mu podporządkowane. Jest on zwieńczeniem całego sezonu. Bardzo ważny dla nas jest też Półmaraton Warszawski. Te biegi, które organizujemy między maratonem a półmaratonem, są tak naprawdę tylko przygotowaniami do maratonu lub półmaratonu. Cała nasza praca jest zdominowana przez przygotowania do tych dwóch imprez.
MW: Teraz będzie kilka pytań lokalnych. Czy jest możliwość organizacji zawodów w bieganiu w Wesołej?
MT: W Wesołej odbywają się takie zawody. To nie jest możliwość, tylko stan faktyczny, te biegi się odbywają. Nawet maraton, konkretnie w Starej Miłośnie. Mam zresztą przyjemność być w pewnym sensie jego ojcem, to ja wymyśliłem, żeby zorganizować maraton na tym osiedlu. Miał być jednorazowy, ale tak się stało, że jest organizowany co roku. Ja co prawda od kilku lat nie uczestniczę w jego organizacji, ale z powodzeniem robią to inne osoby. Jest też bieg „Wesoła Stówa”, czyli bieg sztafetowy na dystansie 100 km, który także wymyśliłem i którego też już z powodu braku czasu nie organizuję. To są, oczywiście, biegi innego rodzaju, nie uliczne, tylko leśne, ale mają one swój urok. Dla wielu osób udział w leśnym maratonie jest dużą frajdą, dużą przyjemnością. Ukończyłem zresztą raz maraton w Starej Miłośnie i raz biegłem w „Wesołej Stówie”. To naprawdę fajne imprezy. Bieganie po lesie jest w zasadzie równie przyjemne jak bieganie po mieście.
MW: Miejsca do biegania to miało być moje następne pytanie. Czy Wesoła to dobre miejsce do uprawiania tego sportu?
MT: Tak samo dobre miejsce, jak każde inne. Jak ktoś chce wyjść pobiegać, zrobi to wszędzie, przeszkód nie znajdzie. Oczywiście, jest lepsze o tyle, że tras nie nie trzeba specjalnie szukać. Wystarczy wyjrzeć przez okno i od razu widzi się las. Nie są to jakieś zagajniki, tylko duże lasy, można tam wejść i godzinami z niego nie wychodzić, pokonując długie dystanse. Najlepiej pod tym względem jest w Starej Miłośnie, ale w całej Wesołej warunki do biegania są świetne. Trudno tu znaleźć wymówkę, żeby nie biegać.
MW: Ma pan swoje ulubione trasy do biegania w naszej okolicy? Jakie dystanse Pan wybiera?
MT: Ulubione miejsca? Ja biegam np. ze Starej Miłosny w stronę np. Międzylesia lub Radości. Czy to moje ulubione trasy? Można tak powiedzieć. Gdy biegam po lesie, to najczęściej w tych samych miejscach. Niech pan spojrzy na mapę naszego parku krajobrazowego. W zależności od formy i czasu, jakim się dysponuje, można pokonywać odcinki np. do Międzylesia, Anina lub Zagórza. Ja każdy z tych odcinków lubię. A co do dystansów, to nie chce mi się wychodzić z domu na mniej niż osiem kilometrów.
MW: Wiele osób nie lubi biegania. Jak przekonywałby pan do tego sposobu na zdrowy styl życia, do tego rodzaju aktywności ruchowej?
MT: Ja myślę, że słowa niewiele tutaj zmienią. Trzeba wyjść i zacząć, dać sobie szansę. Najbardziej wysublimowane opowieści o tym, jak to fajnie się biega, to są tylko opowieści. Jak ktoś nie lubi biegać, to żadne słowa go nie przekonają. Kilka lat temu w Warszawie w takim biegu jak maraton i półmaraton startowało tysiąc osób. Teraz startuje pięć tysięcy. To świadczy o tym, że wiele osób, które kiedyś nie biegały, teraz to robią, lubią, a nawet nie wyobrażają sobie bez tego życia. Trzeba się po prostu przekonać.
MW: Jak duże zainteresowanie bieganiem widzi Pan w Wesołej?
MT: Widzę duży ruch, sporo ludzi biega niezależnie od pory roku. Nie ma tutaj, co się zastanawiać, dowody są żywe i poruszają się za oknem.
MW: Jest pan także dziennikarzem. Od jakiegoś czasu wydaje Pan miesięcznik „Bieganie”. Skąd pomysł na takie czasopismo i co ciekawego można tam znaleźć?
MT: Ostatnio pisałem o tym, skąd się wziął na to pomysł i napisałem, że wziął się głodu. To znaczy z głodu tego, żeby powstało w Polsce profesjonalne pismo o bieganiu, bo jeszcze pięć lat temu nie było czegoś takiego. Czułem, że jest taka potrzeba, stwierdziliśmy, że spróbujemy coś takiego wydawać. No i pomysł się sprawdził. W tej chwili oddaliśmy do druku 50. numer, więc mamy mały jubileusz, a właściwie to nie taki mały, bo to przecież miesięcznik. To jest ciężka robota, żeby raz w miesiącu, regularnie, wydawać pismo, które ma co najmniej 80 stron i poświęcone jest bieganiu. Czy można o tym pisać co miesiąc? Można. Skoro my to robimy, to można. Tak samo możemy sobie zadać pytanie, czy można pisać co miesiąc o wędkarstwie. Można. Czy o znaczkach można? Nie wiem, czy jest jakiś miesięcznik filatelistyczny, ale pewnie jest. To jest hobby, prawda? Nie jest to pismo ogólnoinformacyjne, które zainteresuje każdego, kto weźmie je do ręki. Wybrane artykuły, oczywiście, tak, ale nie całość. To czasopismo przeznaczone dla hobbystów, a ich interesuje niemal wszystko, co wiąże się z ich pasją. My raczej cierpimy na nadmiar tematów niż na ich brak.
MW: Jakie plany na przyszłość ma Fundacja „Maraton Warszawski”? Organizujecie coś państwo w najbliższym czasie?
MT: Jesteśmy w stanie permanentnej organizacji czegoś w najbliższym czasie. Nic odkrywczego nie powiem, ostatnio mieliśmy pierwszy bieg przygotowujący do startów wrześniowych w maratonie, to nas w ostatnim czasie zajmowało. Trochę dłuższy bieg, czyli maraton sztafet, planujemy na koniec maja. Jest to spora impreza na trzysta zespołów szcześcioosobowych. W jeszcze dłuższej perspektywie mamy, oczywiście, maraton wrześniowy. O nowych projektach na razie staramy się nie myśleć, bo nie jesteśmy w stanie pociągnąć kolejnych większych rzeczy. Możliwości realizacji są zależne od naszych mocy przerobowych, które siłą rzeczy są ograniczone. Skupiamy się na dopracowywaniu, udoskonalaniu tego, co już rozpoczęliśmy.
MW.: Czytałem, że chciałby pan zorganizować bieg na 10 tysięcy osób i jest to pana marzenie. Czy dalej ma pan to w planach?
MT: Nie można zaplanować liczby uczestników imprezy. Można imprezę zorganizować, zaplanować ją i powiedzieć ludziom, żeby przyszli. Choć 10 tysięcy osób to na pewno jest jakiś punkt odniesienia.
MW: Dużo w Maratonie Warszawskim i Półmaratonie Warszawskich do tych 10 tysięcy jeszcze brakuje?
MT: W tym roku do naszego półmaratonu zgłosiło 6 tysięcy osób. Dla porównania: 9 lat temu, w pierwszym warszawskim maratonie, który organizowaliśmy, wystartowało 300 osób. Z 6 tysięcy do 10 jest niedaleko. W takich imprezach początkowo przyrost liczby uczestników jest nieduży, ale po przekroczeniu pewnej granicy zaczyna się eksplozja popularności. Nie uważam więc, żeby 10 tysięcy biegaczy w naszym maratonie czy półmaratonie to była bardzo odległa perspektywa. Myślę, że to kwestia kilku lat np. pięciu. Może się okazać nawet, że za dwa lata będziemy mieli te 10 tysięcy. Byłoby to w pewnym sensie podsumowanie naszej ciężkiej pracy.
MW: Tego panu życzę i bardzo dziękuję za wywiad.
MT: Bardzo proszę, również dziękuję.
Komentarze
- Gość (91.214.48.38) / 20.01.2012 20:18:23
It's like you're on a mssiion to save me time and money!
- Gość (10.4.0.253) / 28.04.2011 11:43:03
Bieganie może być fajne, o ile ktoś np. nie ma pracy stojącej w kombinezonie ważącym kilkanaście kg. Wtedy po pracy niekoniecznie chce mu się biegać.


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










