A A A

Lotnisko w Starej Miłośnie - część pierwsza

28.07.2011, 17:07

Nieistniejący już hangar Lotniska Miłosna. Na pierwszym planie szybowiec "Wrona", fot. Skrzydlata Polska

Sport szybowcowy w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku był bardzo popularny wśród polskiej młodzieży. Młode państwo tworzyło swoje okna na szeroki świat, więc poza żeglugą wpatrzone było także w lotnictwo i jego zaplecze – szybownictwo. W 1936 r. w Polsce było 3662 przeszkolonych pilotów szybowcowych różnych klas. Rekord osiągniętej wysokości wynosił 2630m, rekordowa długość przelotu – 210 km, a czas rekordowego lotu – 20 h 13min. Obecnie może się wydawać, że to nie tak dużo, ale w tym samym czasie w USA było tylko 391 pilotów szybowcowych, rekord wysokości wynosił 2935 m, długość lotu – 254 km, a rekordowy czas – 21 h 34min. W Europie jedynie Niemcy mieli ponad 10 tys. pilotów szybowców, osiągnęli wysokość 4325 m, latali na odległość 504 km, a rekordowy czas przelotu wynosił 36 h 35 min. Te liczby odcisnęły zapewne swoje piętno na wynikach, osiąganych później w zupełnie niesportowej dziedzinie, jaką była wielka wojna.

Skąd jednak tematyka szybowcowa w lokalnej prasie z naszego terenu? Sprawa jest prosta, znana wszystkim „starym” mieszkańcom, ale budząca zdziwienie tych, którzy zamieszkali tu w czasie ostatnich 40 lat. Otóż w Miłośnie (nie nazywanej jeszcze wówczas Starą) było lotnisko szybowcowe, a nawet znana szkoła szybowcowa. Więcej – lotnisko i szkoła szybowcowa istniały również w niedalekim Okuniewie. W małej encyklopedii lotniczej z 1938r. można przeczytać: „Miłosna - szkoła szybowcowa L.O.P.P. zarejestrowana jako szkoła stała, posiadająca stały personel wyszkoleniowy. Okrąg Stołeczny, wojew. warszawskie, pow. warszawski. (...) Okuniew - szybowisko koło Warszawy Klubu Szybowcowego Związku Strzeleckiego. Szkolenie do kat. A i B”.

Już w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości doceniano nowy wynalazek, który zrewolucjonizował działania wojenne – samolot. Ówczesne samoloty były jeszcze bardzo niedoskonałe, a latanie było sprawą bardzo drogą i niebezpieczną. Latanie sportowe wymagało znacznych nakładów, związanych z drogim sprzętem i jego awaryjnością. Znacznie tańsze było latanie na obiektach bezsilnikowych, które startowały nie tylko ciągnięte za samolotem czy samochodem, ale także „wystrzeliwane” z wyciągarek czy elastycznych bloków.

Szybowce startują bowiem różnie. Obecnie szybowiec zazwyczaj startuje zaczepiony za holującym go samolotem. Po starcie samolot holuje szybowiec do wysokości kilkuset metrów, gdzie następuje wyczepienie, po czym pilot szybowca prowadzi lot w pełni samodzielny. W latach trzydziestych czasami zamiast samolotu do holowania używano samochodu, który jadąc nadawał szybowcowi odpowiednią prędkość startową.
Inaczej przebiega start z wyciągarką. Na pasie startowym lotniska rozwija się kilkusetmetrową linę, zaczepioną z jednej strony do wyciągarki a drugiej do szybowca. Wyciągarka to urządzenie wyposażone w silnik i bęben do zwijania liny startowej. Przy starcie najpierw ostrożnie napręża się linę holowniczą, a następnie rozpoczyna jej zwijanie z tak dużą prędkością, że po kilkudziesięciu metrach szybowiec wznosi się pod ostrym kątem do góry. Na odpowiedniej wysokości pilot szybowca odrzuca linę i rozpoczyna samodzielny lot.

Inny rodzaj startu to start z lin gumowych, niegdyś popularny, a obecnie stosowany bardzo rzadko.. Szybowiec jest wyrzucany z lin w powietrze jak z wielkiej procy. W przypadku startu grawitacyjnego szybowiec sunie w dół zbocza aż po przekroczeniu odpowiedniej prędkości odrywa się od ziemi przechodząc do samodzielnego lotu.

Na lotnisku w Miłośnie w latach trzydziestych stosowane były zazwyczaj starty z wyciągarki. Starty za samolotem były przypuszczalnie zbyt drogie. Po wojnie najczęściej były to starty mieszane – z lin w dół zbocza wysokiego wzgórza, górującego nad trawiastą „płytą” lotniska. Szybowce wciągane były na górkę z pomocą kibicującej młodzieży z okolicy. Rzadko tylko przylatywał dwupłatowy „kukuruźnik” i holował szybowce. Być może miało to miejsce z okazji jakichś zawodów. Nie pamiętam stosowania w tym czasie wyciągarki.

Konstrukcje szybowców wykonywane były z drewna i materiałów tekstylnych, więc były stosunkowo tanie i możliwe do wykonania w klubowych warunkach. „Pierwsze konstrukcje szybowców składały się ze skrzydeł i stateczników z drewnianymi dźwigarami i żebrami powleczonymi płótnem oraz prostego drewnianego kadłuba bez elementów chroniących pilota przed warunkami atmosferycznymi i wypadkami. Kolejne konstrukcje były bardziej zabudowane. Pojawiły się też szybowce, mające poszycie skrzydeł ze sklejki” (Wikipedia).

Szybownictwo, znacznie tańsze i prostsze od lotnictwa silnikowego, mogło skupiać większą liczbę chętnych, nawet średnio sytuowanych. W całej Polsce powstawały w tym okresie aerokluby – organizacje społeczne, zrzeszające fanatyków latania. Silnikowego i bezsilnikowego. W małej encyklopedii lotniczej napisano: „Aerokluby - sportowe organizacje lotnicze. Aerokluby państw stoją na czele sportu lotniczego w poszczególnych państwach, reprezentując je również na zewnątrz. Aeroklub Rzeczypospolitej (ARP) należy do Międzynarodowej Federacji Lotniczej (FAI-Federation Aeronautique Internationale). Podobnie jak w innych państwach do ARP afiliowane są aerokluby regionalne. Początkowo nosiły one charakter akademickich klubów lotniczych, z czasem rozszerzyły swą działalność. Aerokluby regionalne reprezentowane są w imprezach i zawodach krajowych, posiadają prawo szkolenia w pilotażu silnikowym i szybowcowym, są ośrodkami treningu. Powstały przeważnie w czasie likwidowania propagandowych eskadr lotniczych L.O.P.P., która przekazała cały sprzęt nowo tworzącym się klubom. Środki materialne czerpią aerokluby z subwencyj L.O.P.P. oraz ministerstw: Komunikacji i Spraw Wojskowych. W znikomej części dochody wpływają z opłat za wyszkolenie, składek członkowskich i imprez”.
Na podstawie niepisanego porozumienia aerokluby zajmowały się głównie znacznie droższym lotnictwem silnikowym, a lotnictwu szybowcowemu patronował głównie LOPP, chociaż kadra instruktorska była bardzo przemieszana.

Andrzej Klimm, Tomasz Cudny
 

Komentarze

  • Gość (219.143.82.168) / 19.08.2011 15:31:29

    4YeFDX <a href="http://qdyzvwydigee.com/">qdyzvwydigee</a>

  • Gość (207.249.9.67) / 18.08.2011 16:36:39

    xRRvpN , [url=http://ovygbmbibgsa.com/]ovygbmbibgsa[/url], [link=http://aeembguvdxkm.com/]aeembguvdxkm[/link], http://bkapvqvwopnm.com/

  • Gość (71.43.153.34) / 17.08.2011 20:46:25

    A minute saved is a minute earend, and this saved hours!

  • Gość (83.24.222.65) / 02.08.2011 09:16:02

    super artykuł! świetnie wykonana praca! oby więcej!

  • Gość (83.31.42.141) / 31.07.2011 09:17:28

    Trudno to będzie stwierdzić. Rzeźba terenu zmieniła się nie do poznania. Widoczne na zdjęciu lotne piaski zostały zadrzewione, a sam hangar uległ zniszczeniu w czasie wojny. Po wojnie postawiony nowy. Być moze ktoś z bardzo starych mieszkańców będzie jeszcze pamiętał przedwojenny układ lotniska. Może też będzie można coś wywnioskować ze starych map sztabowych tego terenu. Jeżeli uda mi się odtworzyć stary układ lotniska, poinformuję o tym.
    Andrzej Klimm

  • Gość (95.49.155.186) / 29.07.2011 20:21:56

    Kapitalne zdjęcie. Ciekawe w którym miejscu stał ten barak.
    P.K.

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd