A A A

Konsekwencja a kara. Czyli jak uczyć dziecko w oparciu o doświadczenia.

27.11.2010, 11:29

Wyobraźcie lub przypomnijcie sobie sytuację, kiedy Wasze dziecko z uporem odmawia posprzątania pokoju. Na początku po prostu – prosicie, ale sytuacja nie ulega zmianie. Sięgacie po kolejne argumenty, a Wasza pociecha, tkwiąca wśród stosu klocków, książek i innych atrybutów dziecięcego pokoju, coraz bardziej zaczyna działać Wam na nerwy. Czujecie się źli i bezsilni, a w głowie pulsuje tylko jedna myśl – „Ja ci pokażę kto tu rządzi!”. Pod wpływem impulsu wymyślamy, jakie negatywne skutki nieposłuszeństwa poniesie dziecko. Oczywiście dobór środków jest tu bardzo indywidualny. Zwykle jednak na nasze zachowanie składa się wówczas kilka stałych elementów – podniesiony ton głosu, komunikat, że dziecko jest niegrzeczne i wreszcie – surowa kara. Osobiście znam tatusia który, będąc w takiej sytuacji, wyrzucił zabawki przez okno.

Nie trudno wywnioskować, że najważniejszym motywem przy wymierzaniu takiej kary są emocje - chęć odreagowania czy zemsty za swój gniew („jak ono może mnie nie słuchać!”), wstyd („nie umiałem dobrze wychować dziecka”) czy strach („jeżeli teraz ustąpię to będzie coraz gorzej”). Karzemy po to by udowodnić kto tu rządzi, kto jest górą. Zazwyczaj tak wymierzona kara nie zależy od wielkości przewinienia, ale od poziomu zdenerwowania osoby dorosłej. Jej elementem jest odrzucenie emocjonalne dziecka i jego upokorzenie. Czy takie działanie spowoduje, że następnym razem zachowa się ono lepiej? Nawet jeśli tak, będzie to spowodowane strachem przed osobą karzącą, a to, z całą pewnością, najgorsza z podstaw budowania relacji z dzieckiem. Tak wymierzona kara niczego nie uczy na przyszłość, nie pomaga dziecku zrozumieć następstw swoich działań.

Alternatywą dla nieprzewidywalnej, powodowanej emocjami kary są konsekwencje Zasadniczą różnicą jest to, że nie zależą one od humoru dorosłego, a jedynie od zachowania dziecka. Następstwem każdego złego zachowania jest pewien dyskomfort, związany z poniesieniem konsekwencji.

Czasami zdenerwowany rodzic, który wykorzystał wszelkie możliwe sposoby perswazji, ucieka się do wyższej instancji. Czując, że sam nie stanowi dla dziecka autorytetu, szuka oparcia w kimś, kto taki autorytet (zwykle oparty na sile) posiada. Wtedy padają, mrożące krew w żyłach, słowa „Kiedy tata/mama etc. wróci to dopiero ci pokaże...”. Odłożenie kary na później wywołuje w dziecku lęk i poczucie niesprawiedliwości. Poza tym odłożona w czasie kara, z różnych powodów, może nie dojść do skutku (bo tata był za bardzo zmęczony, bo mamie przeszła złość itd.). Odroczenie znacznie osłabia skuteczność naszych oddziaływań. Dlatego skuteczna konsekwencja powinna mieć charakter natychmiastowy. Oczywiście nie zawsze jesteśmy w stanie wyegzekwować coś w chwilę po tym, kiedy dziecko złamie jakąś normę. Czas pomiędzy niewłaściwym zachowaniem dziecka, a poniesieniem konsekwencji powinien być jednak skrócony do minimum. Daje to największe prawdopodobieństwo, że dziecko będzie ją odczuwało jako następstwo swoich działań.

Aby konsekwencja pozwalała modelować zachowanie dziecka musi być wyegzekwowana czyli doprowadzona do końca. Chyba każdy rodzic ma na sumieniu mniej lub bardziej absurdalne groźby typu: „ Jak będziesz niegrzeczny to przyjdzie dziad i cię zabierze”, „Jak nie będziesz jadła to zawołam wujka...” (zwykle nie wiadomo, co dokładnie ów wujek mógłby w tej sytuacji zrobić), „Jak nie posprzątasz zabawek, to wyrzucę je wszystkie na śmietnik!”, „Jak będziesz niegrzeczna to Mikołaj przyniesie ci rózgę”. Oczywiście te groźby nigdy nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości. Przede wszystkim dlatego, że rzucając je zdajemy sobie sprawę, iż są zbyt surowe w stosunku do przewinienia. Tak naprawdę od razu wiemy że nie będziemy próbowali ich wyegzekwować. Dziecko szybko rozszyfrowuje, że są to słowa rzucane na wiatr i nie należy ich brać na poważnie, a zatem że złe zachowanie nie niesie za sobą praktycznie żadnych konsekwencji.

Aby konsekwencja przyniosła pożądany efekt musi być sprawiedliwa. Zbyt surowa kara, o którą łatwo gdy towarzyszy nam złość, powoduje poczucie niesprawiedliwości i bunt przeciwko osobie karzącej. Jeżeli dziecko ma poczucie, że ponosi konsekwencję adekwatną do wielkości przewinienia zwykle jest gotowe ją ponieść.

W przeciwieństwie do kary, konsekwencja jest wymierzana bez zabierania sympatii. Powinna być wypowiedziana tonem stanowczym, ale nie agresywnym. Skuteczna konsekwencja powinna mieć jasno określone ramy czasowe. Powiedzenie dziecku „już nigdy...” czy „już zawsze...” odbierze mu motywację do poprawy.

Niedawno trzyletnia córeczka moich znajomych postanowiła ćwiczyć umiejętność pisania długopisem na oparciu skórzanego fotela. Reakcja rodziców była dość gwałtowna i miała niewiele wspólnego z pozbawioną emocjonalnego ładunku konsekwencją. Po całym zajściu dziewczynka przyszła do mamy i z wyrzutem powiedziała „Mogłaś mi spokojnie powiedzieć żebym więcej tego nie robiła. Przecież mogłam nie wiedzieć, że nie wolno pisać po fotelu”. Z relacji rodziców wiem, że ton głosu nie wskazywał bynajmniej na niewiedzę. Prawdą jest jednak, iż dzieci nie zawsze są świadome, że zrobiły coś złego. Każda konsekwencja powinna zatem zawierać informację o tym, jakie zachowanie nam się nie podoba i jakiego oczekujemy w przyszłości.

Możemy wyróżnić kilka rodzajów konsekwencji. Najbardziej oczywistą jest konsekwencja naturalna czyli następstwo danego działania. Jest ona bardzo skuteczna ponieważ uczy zależności przyczyna-skutek. Nie zjadłeś obiadu – będziesz głodny, pochlapałeś podłogę w łazience – musisz ją zetrzeć. Rodzice często mają tendencje do chronienia dzieci przed negatywnymi skutkami ich zachowania, odbierając im w ten sposób szansę doświadczenia rzeczywistych konsekwencji.

Konsekwencja typu zadośćuczynienie polega na podjęciu działań na rzecz osoby, której wyrządziło się krzywdę. Może to być przyniesienie kwiatka koleżance, którą dziecko przezwało lub zaproszenie do wspólnej zabawy kolegi, dla którego było niemiłe.

Konsekwencja tykająca to suma czasu, w którym dziecko ma wykonać określone zadanie oraz czasu, który przeznaczymy na zrobienie czegoś przyjemnego. W tej sytuacji im dłużej dziecko np. sprząta, tym krócej trwa zabawa. Warto korzystać z tego rodzaju konsekwencji, gdy dziecko ma zwyczaj ociągania się podczas wykonywania obowiązków.

W niektórych sytuacjach konsekwencją może być również odebranie jakiejś przyjemności lub przywileju. Warto pamiętać, że takie działanie (jak zresztą każda konsekwencja) powinno być wcześniej zapowiedziane, aby dziecko miało możliwość dokonania wyboru.

Zdarza się, że złe zachowanie dziecka jest próbą zwrócenia na siebie uwagi. W tym przypadku najskuteczniejszą konsekwencją będzie odebranie mu „publiczności” czyli zabranie uwagi osoby dorosłej. Nie zwracanie uwagi na zachowanie dziecka może polegać na wyjściu do drugiego pokoju, odwróceniu wzroku, braku reakcji. Nigdy nie zabieramy jednak swojej sympatii! Dajemy dziecku do zrozumienia, że nie akceptujemy jedynie tego, jak zachowuje się w tym momencie.

 

Kiedy jesteśmy dziećmi często buntujemy się przeciwko metodom wychowawczym rodziców. Złości nas ich przekonanie, że zawsze wiedzą lepiej. Niejednokrotnie, mając poczucie że traktują nas mało poważnie, odcinamy się słowami „Nie traktuj mnie jak dziecko!”. Innymi słowy, jest to prośba – „porozmawiaj ze mną, weź pod uwagę moje zdanie, posłuchaj co chcę ci powiedzieć, potraktuj mnie poważnie...” Mijają lata, mamy własne dzieci. Wchodzimy w role rodziców i ... bez przerwy – wydajemy polecenia, upominamy, karcimy, umoralniamy. Dzieciństwo nauczyło nas , że tego wymaga autorytet rodzica. W rezultacie zapominamy jak obiecywaliśmy sobie, że będziemy poważnie traktować własne dzieci i ich problemy, że pozwolimy im na samodzielność w rozwiązywaniu problemów, że będziemy otwarci na ich punkt widzenia. Mniej lub bardziej świadomie czujemy, że nie jesteśmy w porządku wobec własnych dzieci i wobec własnych przekonań. Ciągle wydaje nam się jednak, że aby nie ponieść porażki pedagogicznej musimy dawać dziecku gotowe rozwiązania. Obawiamy się, że w przeciwnym wypadku okażemy swoją słabość i stracimy w oczach dziecka autorytet.

Sposobem wyjścia z impasu jest odrzucenie błędnego przekonania, że w rozwiązaniu konfliktu jedna strona musi być zwycięska, a druga przegrana. Rodzic i dziecko to dwie pełnoprawne strony w procesie rozwiązywania konfliktu. Dorosły jest życzliwym słuchaczem, który rozumie, wyjaśnia, proponuje zamiast krytykować, nakazywać czy zakazywać. Zawiesza swoje sądy i opinie na rzecz otwartego i aktywnego słuchania dziecka. W sprowokowanym monologu dziecko próbuje nazywać swoje emocje, rozumieć motywy i konsekwencje swoich czynów. Dorosły stwierdzeniami typu „Opowiedz, co czułeś” lub „Chciałbym poznać twoje zdanie” namawia do kontynuowania wątku, a w rezultacie do znalezienia rozwiązania problemu. To problem zostaje pokonany, podczas gdy obie strony konfliktu wychodzą z niego zwycięsko. Mając oparcie w rodzicach, dziecko uczy się samodzielności oraz odpowiedzialności za własne wybory i czyny. Wie, że zawsze będą po jego stronie i że może się do nich zwrócić w każdej sytuacji.

Przypomnijmy sobie przywołany przykład, kiedy trzyletnia dziewczynka postanowiła uprawiać twórczość malarską na oparciu fotela. Rodzice, będąc młodym małżeństwem na dorobku, nie potrafili w tej sytuacji opanować negatywnych emocji. Ale wyobraźmy sobie, że nasze dziecko pomalowało fotel, którego nie lubiliśmy. Co czujemy? Cieszymy się, że będziemy mieli pretekst do wymiany niewygodnego mebla. Oczywiście dziecko dostanie burę, bo niewychowawcze byłoby puszczenie mu tego płazem, ale prawdopodobnie poniesiona konsekwencja będzie o wiele mniejsza niż byłaby w pierwszym przypadku. Kryje się pod tym pewna niezaprzeczalna prawda, która mówi, że to nie zachowanie innych, ale nasze potrzeby są sprawcami targających nami emocji. Dzieci są „emocjonalnym barometrem”, który wyczuje każdą nieścisłość pomiędzy tym co mówimy, a co czujemy. Jeżeli w trudnej sytuacji nie potrafimy opanować emocji – postawmy na szczerość. Komunikat „Jestem zła, bo nie lubię bałaganu” będzie o wiele lepszy od wycedzonego przez zęby „Posprzątaj zabawki”. Mówiąc o swoich emocjach nie tracimy autorytetu, za to zyskujemy na autentyczności. Dziecko uczy się, że potrzeby i pragnienia innych są równie ważne jak ich własne.

Nie można uniknąć kar w wychowaniu . Bezkarność w sytuacji przewinienia utrwala niewłaściwe zachowanie. Nie każda kara jest jednak skuteczna i wychowawcza. Miejsce tradycyjnej kary (opartej na emocjach i próbie udowodnienia „kto tu rządzi”) powinna zastąpić konsekwencja, jako stały element porządkujący życie domowe. Ponosząc sprawiedliwe konsekwencje, będące następstwem zachowania, dziecko uczy się rozwiązywać problemy w oparciu o własne doświadczenia. Staje się bardziej samodzielne w rozwiązywaniu konfliktów i odpowiedzialne za własne czyny. Stosowanie konsekwencji jest również szansą dla dorosłych, którzy wychodząc z roli autorytarnych, wszechwiedzących rodziców stają się aktywnymi słuchaczami, wspierającymi dziecko w procesie rozwiązywania konfliktów.

Z życzeniami konsekwentnego wprowadzania konsekwencji w codziennym życiu

Kamila Paplińska-Jaworska

Our Presqltura

Our Preschool

Komentarze

  • Gość (83.26.176.141) / 30.12.2010 22:42:25

    do bani artykuł mało przypadków ja postępować z dzieckiem które ma 14 miesięcy i próbuje być górą samo nie mówi i nie wiadomo gdzie i o co chodzi. Powinno być dużo przykładów i konkretów a tu niewiele jet a jak już do w odniesieniu do dzieci które już wiedzą co i jak i potrafią coś zrozumieć. Tak pisać i cwaniakować może każdy podajcie konrety

  • Gość (188.33.37.32) / 03.12.2010 20:58:53

    Ja też czekam. Póki co jest jednak nad czym pomyśleć...

  • Gość (83.24.233.183) / 29.11.2010 22:45:23

    Artykuł bardzo potrzebny. Nawet jak to wszystko wiemy, co chwilę trzeba sobie o tym przypominać, bo emocje związane z wychowaniem są ogromne. Wydaje mi się, że MOJE dziecko powinno wiedzieć i umieć, a także rozumieć tak samo jak ja. Zapominam, że ten człowiek, jest trochę młodszy i nie łapie wszystkiego w mig. Trzeba rozmawiać, tłumaczyć i cały czas starać się mieć dużo cierpliwości. Napisać łatwo, jednak codzienność jest bezwzględna.
    Uwadze wszystkich rodziców polecam książkę "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" Adele Faber, Elaine Mazlish. Tą książkę należy ciągle czytać. Myślę, że warto też spotykać się z innymi rodzicami i rozmawiać. Doświadczenia innych rodziców są bezcenne.
    Dziękuję za artykuł. Też czekam na więcej :)

  • Gość (83.31.144.206) / 27.11.2010 16:32:16

    Ciekawy i potrzebny artykuł, dziękuję i czekam na więcej :)

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd