Czy to w porządku, że władze Warszawy i Wesołej promują się za publiczne środki podczas kampanii wyborczej?
W piątek, 12 listopada, w „Gazecie Wyborczej” ukazał się wywiad z ekspertem Fundacji Batorego (jednej z dwóch najbardziej znanych organizacji antykorupcyjnych w Polsce), Adamem Sawickim. Wywiad o będących u władzy samorządowcach, którzy wykorzystują sprawowane przez siebie funkcje i publiczne pieniądze do prowadzenia kampanii wyborczej na rzecz ich ugrupowań. Zdaniem „Gazety Wyborczej” to groźne i niepokojące zjawisko. Podzielam ten pogląd. To zjawisko sprawia, że ugrupowania będące w opozycji nie mają równych szans w wyborach w konfrontacji ze stronnictwami sprawującymi władzę.
W Wesołej i w Warszawie Platforma Obywatelska w zasadzie nie organizowała spotkań wyborczych (w każdym razie ja o nich nie słyszałem, a powinienem słyszeć). Bo po co miałaby wydawać pieniądze na wynajem sal, organizację, plakaty, skoro można promować własną partię bez wykładania pieniędzy ze swojej kieszeni i bez wysiłku? Jak? W prosty sposób. W Warszawie tuż przed wyborami była wielka i droga feta na otwarcie Centrum Nauki Kopernik, przecinanie wstęg na nowych wiaduktach na Marsa i dziesiątki innych podobnych wydarzeń. W Wesołej w ostatnich dniach wyrównano część dwóch bardzo ważnych ulic (1. Praskiego Pułku i Wspólnej), otwarto uroczyście halę sportową w Starej Miłosnej i poradnię psychologiczno-pedagogiczną, a urząd dzielnicy wydał za publiczne środki 16-stronicowy biuletyn na kredowym papierze pt. „Podsumowanie kadencji 2006-2010” (ten biuletyn w urzędzie nazywają „wyborczym”). Władze Wesołej (z PO i Stowarzyszenia Sąsiedzkiego) chwalą się w nim, ile to zrobiły przez ostatnie cztery lata. Faktem jest, że zrobiły sporo, że mają sporo osiągnięć, że bardzo zwiększyły nakłady na inwestycje (Wesoła w latach 2006-2010 w przeliczeniu na jednego mieszkańca wydawała na inwestycje 13,5 tys. zł rocznie, żadna z pozostałych 17 warszawskich dzielnic nie może się pochwalić lepszym rezultatem), że udział środków inwestycyjnych w budżecie naszej dzielnicy sięga 40 proc., co jest wynikiem znakomitym.
Z drugiej jednak strony niektóre posunięcia naszych władz oraz niektóre inwestycje budziły poważne wątpliwości i kontrowersje, o czym w „wyborczym biuletynie”, co zrozumiałe, nie ma już ani słowa. Można mówić też o poważnych zaniedbaniach tych władz w niektórych dziedzinach (głównym zaniedbaniem są drogi, ale i to, że nie powstało w tej ani poprzedniej kadencji ani jedno nowe przedszkole publiczne, nie powstało w sytuacji, gdy te istniejące mają kiepskie warunki lokalowe i są za małe – w tym roku musiały z powodu zbyt małej liczby miejsc odesłać z kwitkiem aż sto dzieci, których rodzice chcieli je tam umieścić). To też w owym biuletynie litościwie przemilczano. Tym sposobem stał się on niczym innym, jak wyborczą ulotką wydaną za publiczne pieniądze i udającą informacyjną gazetkę.
Czy to w porządku? Moim zdaniem nie. Bo wszyscy, którzy startują w wyborach powinni mieć równe szanse, bo władza nie powinna wykorzystywać publicznych pieniędzy i urzędników do robienia sobie przedwyborczej reklamy. Od tego są spotkania z wyborcami, plakaty, ulotki, publiczne wiece i debaty. Nie dziwi mnie, że PO i Stowarzyszeniu Sąsiedzkiemu zależy na wyborczym sukcesie. Działacze tych ugrupowań powinni jednak wiedzieć, że tylko zwycięstwo, któremu towarzyszyło fair play, można nazwać prawdziwym sukcesem.
Jacek Krzemiński
Komentarze
- Gość (83.31.27.79) / 28.11.2010 08:44:42
Panie Jacku
i co wynika z pańskiego artykułu? Tylko to, ze wazna jest nie etyka, a skuteczność. Pan pisze, władza ma to gdzieś, a mieszkańcy naszej dzielnicy i tak głosują tak, jak trzeba. Po co więc kandydaci władzy mieliby się jeszcze wpędzać w koszty? Jedynie słuszne ugrupowanie otrzymało rzeczywiste poparcie dla tego co robi i dla tego jak to robi i będzie postępowało jak dotychczas. - Gość (83.31.37.135) / 24.11.2010 00:09:54
Po to Groszówka została połączona wyborczo ze Starą Miłosną, żeby zachować zasadę statystycznej równości - na inwesytcje w Starej Miłośnie 26,5 tysięcy na głowę, na inwestycje na Groszówce 0,5 tys na głowę, co daje średnio równo 13,5 tysięcy na głowę. To jest bardzo dobra zasada, co pokazały wyniki wyborów.
- Gość (83.31.28.67) / 23.11.2010 12:42:16
Jeżeli władze wydały 13,5 tysiąca PLN na mieszkańca rocznie, to na Groszówce wydali jakieś 0,5 PLN, poza wysypaniem w kilku miejscach podsypki do utwardzania nawierzchni (chyba w ramach żartu) to inwestycje szerokim łukiem omijały to osiedle.
Pozdrowienia z Groszówki - Gość (83.31.37.30) / 20.11.2010 22:59:22
Nie.


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










