Co najpierw: jajko czy kura, czyli kto rządzi w rodzinie
Dzisiaj Drodzy Rodzice o nas samych. Miało być o EGO, ale z różnych przyczyn, o EGO będzie następnym razem. Mam nadzieję, że wybaczycie. Podstawowe pytanie młodego rodzica jest pytaniem o tożsamość i miejsce w rodzinie. Bo kim jestem najpierw? Mamą czy żoną/partnerką ? Ojcem, czy mężem/partnerem/towarzyszem? I to nie tylko w stosunku do dzieci, ale w pierwszej kolejności w stosunku do siebie nawzajem. Młodzi rodzice popełniają prosty błąd zamieniając kolejność ról, gdy pojawią się dzieci.
Powiastki quasi-filozoficzne cz.2
Moja teza na dzisiaj jest następująca: dziecko postawione w centrum nie jest szczęśliwe bo nie ono powinno być źródłem wzorców tylko powinno się z nich uczyć i do nich dostosowywać.
Wpływ na to jak ewoluuje życie rodzinne powinno zyskiwać powoli, wraz z wiekiem, nabywaniem świadomości własnej osobowości, woli, doświadczeń, ale nie gdy jest kilkuletnim człowieczkiem, którego pierwszą rolą jest dostosowywanie się do życia mikrospołeczeństwa jakim jest rodzina, (co buduje ważne cechy społeczne i umiejętność wchodzenia w relacje poprzez zdolność do negocjacji) a nie przekształcanie jego zasad i decyzji, a mówiąc najprościej stawianie „na głowie” całego życia rodziny, która dla jego dobra i wygody staje się tłem dla jego działań i eksperymentów i podporządkowuje się mu od pierwszego dnia i usprawiedliwiając swoje działanie lub brak działania pięknym tekstem „nie mogę/ nie możemy bo dziecko....”
Należy bowiem najpierw się nauczyć, dowiedzieć się i zrozumieć, aby potem można było włączyć się, sugerować, modyfikować, przekształcać. To proces nadbudowywania i wchodzenia w relacje partnerskie z rodzicami, do których trzeba dorosnąć i na które trzeba sobie zasłużyć. Społeczeństwa starożytne rozumiały to i wprowadzały w swą kulturę różne stopnie inicjacji młodego człowieka. Teraz wszystko jest od razu. Czy to jest lepsze ?
Oczywiście mówiąc o powiększaniu pola działania dziecka mam tu na myśli udział świadomy na poziomie JA+ DZIAŁANIE=ZMIANA w decyzji , a nie w dłuższym postępowaniu strategicznym, w działaniu wychowawczym, reakcjach rodziców, lub co gorsze jednego rodzica,u którego można coś osiągnąć poprzez postawienie go w konfrontacji z drugim. A to dzieci potrafią wspaniale.
Co to daje? Czego uczy ?
Otóż uczy lawirowania, konfrontowania rodziców przeciwko sobie, cwaniactwa, rozszerzania granic, aż do momentu, gdy rodzice wreszcie to zauważą i najczęściej bywa, że o wiele za późno i mamy kłopot.
Czego nie daje ?
Poczucia bezpieczeństwa i osadzenia w pewnych ramach wartości i zasad, które kształtują młodą osobowość, prostej formuły, że każdy czyn pociąga za sobą skutek, a za jego jakość ponosi odpowiedzialność sprawca. Nie daje także przepisu na życie w postaci ustalonej hierarchii wartości.
Oczywiście swój udział w ewolucji życia rodzinnego już od momentu pojawienia się na świecie dziecko ma zawsze i dobry rodzic, a lepiej rodzice dostosują styl wychowawczy do potrzeb swojej pociechy, ale czy ona musi to wiedzieć ?
Moim zdaniem dobrze, gdy ma świadomość nienaruszalności zasad podstawowych, możliwości negocjacji w sytuacjach wyjątkowych i poczucie wpływu na rzeczywistość w sprawach, gdzie mądrzy rodzice podsuną dziecku wybór. A stawianie dziecka w obliczu wyboru daje mu moc sprawczą i uczy odpowiedzialności.
Tylko, że do nas należy takie postawienie wyboru, byśmy zarówno my jak i ono zyskali.
Przykład z parku, niedzielny spacer. Dziecko rozrabia, wchodzi do kałuży w trampkach. Rodzice upominają wielokrotnie. Nie działa. Bo trzeba sprawdzić jak daleko można się posunąć, zanim nastąpi reakcja. Pada okrzyk sfrustrowanej mamy: Bo dostaniesz klapsa. Chcesz czy nie ?
Założę się, że wiele osób się teraz uśmiecha. Świetnie. Ale ile razy robimy takie rzeczy sami?
O tempora o mores! - ciśnie się na usta starożytny okrzyk.
Ogłaszam konkurs na mądre rozwiązanie sytuacji. Jakie reakcje mogłyby być właściwe ?
Dane do rozwiązania zadania:
-
Dlaczego dziecko skacze po kałużach? (motywacje)
-
Dlaczego poproszone nie chce przestać ? ( pokerowe sprawdzam!)
-
Jaka jest wiedza dziecka o skutkach skakania w trampkach? (poziom rozwoju samoświadomości)
-
Jakie jest jego doświadczenie życiowe co do oceny ewentualnego efektu swoich działań ? ( j.w. oraz analiza, synteza, wnioskowanie= poziom wykształcenia procesów myślowych)
-
Jaki jest poziom jego dotychczasowego zaufania do rodziców budowanego na ich autorytecie? ( hierarchia wartości)
Wybór typu chcesz, ( karę, klasówkę, zostać w domu.....) czy nie ? Jest rodzicielskim/ nauczycielskim/ wychowawczym samobójstwem z odroczonym wyrokiem. ( Specjalnie wyostrzam i przesadzam w tym miejscu, bowiem wszyscy bez wyjątku popełniamy te błędy na co dzień – Ja również :)
Inny przykład, który poruszył mnie do głębi w pewnym pięknym wykładzie o wychowaniu , i zainspirował do różnych przemyśleń jest tekst rodziców: Uważaj, bo zobaczysz ! Specjalnie nie rozwijam tego wątku, by nie popełnić plagiatu cudzych spostrzeżeń. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się CO ZOBACZY NASZE DZIECKO, zapraszam 18 października na spotkanie, na którym porozmawiamy sobie więcej na te tematy.*
A więc to do nas należy takie formułowanie wyborów, aby załatwić kwestię tak jak postanowiliśmy, a dziecku dać poczucie:
a) bezpieczeństwa,
b) oparcia w nas ,
c) wolności wyboru , ( ale w określonym zakresie)
d) wpływu na rzeczywistość,
e) odpowiedzialności za konsekwencje i efekty dokonanego wyboru,
g) budowania poczucia własnej godności ,
h) osadzenia w ramach „umowy społecznej” w naszej rodzinie,
i) zrozumienia co do konieczności pewnych aktywności, działań, wydarzeń.
Proste ?
Banalny przykład zawierający to wszystko ?
-
Kochanie, masz dziurkę w zębie. Trzeba iść do dentysty, bo będzie bolał ząbek.
-
Ale ja nie chcę !
-
Rozumiem Cię, ale niewyleczony ząbek boli, chcesz, to weźmiemy książkę/ film/ sprawdzimy w internecie jak to się odbywa.
( Po lekturze źródeł)
-
Już rozumiesz dlaczego musimy tę sprawę załatwić ?
-
Tak, ale ja się boję i nie chcę.
-
Rozumiem, każdy się boi bo czasem nie jest to miłe, nawet ja... Ale w naszej rodzinie dbamy o zęby, więc musimy tę sprawę załatwić. Masz pomysł jak ?
(W zależności od wieku i odpowiedzi dziecka dajemy możliwość wymyślenia róznych scenariuszy, często śmiesznych- to wspaniale, bo to odpręża, oswaja z problemem.)
-
Wybieraj zatem. Idziemy w piątek, czy po weekendzie ? Jeśli pójdziemy w piątek, to w nagrodę za dzielność w sobotę pojedziemy do zoo. Jeśli pójdziemy w poniedziałek, to nie będzie czasu na zoo, będziemy mogli za to pójść spać godzinę później i dłużej się razem pobawić.
(Dziecko wybiera, możemy zwizualizować umowę i powiesić w widocznym miejscu w domu.)
-
Cieszę się kochanie, że rozumiesz. Jesteś mądrym chłopcem/ dziewczynką, możesz być dumny ze swojej mądrej decyzji.
Uwaga: TY możesz być z siebie dumny, nie: Ja jestem z Ciebie dumny/a
Sprawdzone, na moje dziecko działa. Oczywiście będzie się buntować i marudzić i starać wycofywać z podjętej decyzji, gdy już będziemy w drodze. To naturalne. Wtedy możemy tylko wspierać, tulić i przypominać o nagrodzie. Dobrze, gdy nie jest to nagroda rzeczowa. Czy wszystkie punkty zrealizowane ? Może czegoś zabrakło? Jak można zrobić to lepiej ? Jak dopasować „sposoby” do osobowości naszego dziecka ? To Wy wiecie najlepiej.
Wracając do tematu, Jajko, czy kura- i kto tu rządzi ?
Tak, jestem konserwatywna. Jestem wrogiem pajdokracji- czyli rządów dzieci w rodzinie. Wiem, chociaż możecie mnie krytykować, za to niemodne dzisiaj podejście , że w rządach dzieci nie ma pozytywów. Widzę to na co dzień w rodzinach, z którymi pracuję i gdzie to zjawisko aż bije po oczach. Ale rodzice nie widzą jak bardzo krzywdzą siebie samych, siebie nawzajem jako partnerów, a także swoje dzieci, zabierając im podstawę piramidy ich potrzeb, którą tak ładnie namalował kiedyś pan Maslow i która do dziś nie straciła na znaczeniu. A jej podstawą jest jak wiemy poczucie bezpieczeństwa.
Co jeszcze jest bardzo ważne, a w praktyce takie trudne ?
SPÓJNOŚĆ działań rodziców w stosunku do dziecka, ale także, a może przede wszystkim w stosunku do siebie nawzajem. Co z tego, że będziemy podręcznikowo poprawni w stosunku do dzieci, gdy będziemy zupełnie inaczej działać w stosunku do siebie nawzajem? Dzieci wychwycą to natychmiast i nasze najlepsze metody nie znajdą odzwierciedlania.
Przecież wszystko robimy dobrze. Tak, w stosunku do dziecka.
A w stosunku do siebie?
Pułapka dobrego wychowania tkwi w starym stwierdzeniu, że przykład idzie z góry. Nic nie pomogą starania, gdy w rodzinie inne metody stosujemy w odniesieniu do dziecka inne w stosunku do siebie. Detektor fałszu dzieci mają tak mocny jak trzecie oko.
Teraz to zabrzmi jak moralitet, ale sama powtarzam sobie to codziennie jak mantrę: Wychowaj siebie i partnera zanim wychowasz dziecko. Nie jesteście w pierwszej kolejności mamą i tatą. ( Wiem jak oburzy się na to część z czytelników) Jesteście partnerami. Tworzycie rodzinę. Dopiero potem jesteście rodzicami.
I z tym zostawiam Was do przyszłego tygodnia.
*Bezpłatne spotkanie 18 października odbędzie się w budynku przedszkola OUR PRESCHOOL o godz. 17.45, ul. Piłsudskiego 73
Istnieje możliwość zaopiekowania się Waszymi pociechami na czas warsztatu przez naszych nauczycieli , lub instruktorów OUR PRESQLTURA
Udział w spotkaniu tylko po zgłoszeniu mailowym kontakt@ourpreschool.pl, lub tel 666 840 640
Kinga Kuźma Gołdanowska
OUR PRESCHOOL
OUR PRESQLTURA


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










