A A A

Budujemy Miłosnę - część druga

09.12.2011, 03:49

..ależ tu musi być termika. Ruchome piaski pomiędzy Miłosną a Groszówką i Szkopówką. Fot. „Skrzydlata Polska”

Oficjalny projekt z załączeniem kosztorysów, planów, szkiców i in. dodatków przewiduje:

1.Budowę hangaru,
2.Budowę baraków mieszkalnych, świetlicy, internatu, warsztatów, magazynów, garażu, zabudowań gospodarczych,
3.Urządzenie lotniska silnikowego,
4.Pomiary,
5.Kanalizację,
6.Odwodnienie,
7.Zorganizowanie własnego gospodarstwa,
8.Elektryfikację.

W praktyce wygląda to następująco: Nie same szczere chęci wystarczą. Jeśli chcemy budować, trzeba mieć kredyty. Ministerstwo kredyty przydzieliło. Wtedy, odetchnąwszy pełną piersią, a raczej pełną kieszenią, stwierdziliśmy: Budynków nie ma – trzeba postarać się o budynki. Jest w Nosarzewie w pow. Puławskim poligon wojskowy, zbudowany przez Niemców. Nazwano go butnie „Neu Berlin”.

Ciągnie się kilometrami. Pięknymi betonowymi drogami przejeżdżać można wzdłuż i wszerz. I same baraki wśród drzew i krzewów. Baraki mieszkalne, warsztaty, magazyny, garaże, stajnie, łaźnie itd. – wszystko z drewna. Nowy Berlin razem ze starym Berlinem zakończył niesławnie swój żywot. Obecnie poligon jest wymarły, skazany na rozbiórkę. Władze wojskowe, które objęły nad nim opiekę, przydzielają baraki wojsku i władzom cywilnym. Dostało się i Miłośnie. Objeżdżamy samochodem martwe miasteczko baraków, wyszukujemy na podstawie pisma z DOW przydzielone nam obiekty.

Miłosna dostała od wojska 7 baraków. Jeden oddała spadochroniarzom, którzy budują swój ośrodek w Warszawie, dwa Aeroklubowi Warszawskiemu na warsztaty lotnicze na Gocławku, resztę zatrzymała dla siebie. Tak jak rolnik – zbierając plony – myśli przede wszystkim o stajni dla konia i szopie na pług, tak ośrodek walczy, by jego samoloty i szybowce miały najlepsze pomieszczenie.

szybowisko 3_1.jpg

Przyjechała i „Skrzydlata”. Z lewej – reporter „Skrzydlatej Polski”, z prawej – autorka artykułu. W tle – jeden z opisywanych baraków. Fot. „Skrzydlata Polska”

I znowu wojsko. Tym razem koledzy po fachu – lotnicy. Jest w wojew. Mazurskim lotnisko pod miastem R. Lotnisko jest poniemieckie, skazane na zagładę z racji zbyt małych wymiarów. Z paru hangarów konstrukcji żelaznej pozostały tylko szkielety, dziwacznie i żałośnie powyginane. Prawdziwym zbiegiem wypadków ocalał jedynie drewniany hangar, o ślicznej lekkiej konstrukcji, półkolistym kształcie, z dachem pokrytym papą. Hangar ten będzie zmontowany w Miłośnie.

LOTNISKO SILNIKOWE. Inżynierowie mierniczy po wykonaniu planów sytuacyjno – wysokościowych przystępują obecnie do nakładania siatki kwadratów na teren, przewidziany na lotnisko.

Po ukończeniu prac pomiarowych kierownictwo przedstawi projekt lotniska. Obecnie prowadzi się pertraktacje w sprawie wysuszenia gruntów na lotnisko, gdzie stanąć ma także hangar i warsztaty lotnicze oraz na własne gospodarstwo ogrodniczo – rolne, mające przyczynić się do samowystarczalności szkoły.

Kosztorys na elektryfikację Miłosny leży w teczce w Departamencie, czekając na swoją „kredytową kolejkę”.

Miłosna jest trochę „enfant terrible” Ministerstwa i Województwa. Dziecko trochę niesforne, ciągle czegoś potrzebujące, stale przypominające się (Warszawa tak blisko)

- Ach, znowu ta Miłosna – stękają w Ministerstwie.

- Przecież dostaliście już pieniądze i znowu chcecie – narzekają panowie w Województwie.

Ale jedni i drudzy dają wszystko. Trzeba tylko przedłożyć kosztorysy, plany, rozsądne uzasadnienie.

Przyjeżdżają inspektorzy z Województwa, z Ministerstwa. Przyjeżdża mjr Zabłocki, szef wyszkolenia, który chodząc po naszej Saharze, proponuje kierownictwu zakup nie tylko koni i krów, ale dodatkowo wielbłądów, strusi i kangurów. To dla uzupełnienia folkloru. Zapytujemy, czy dla ciągania lin do szybowców i do obsługi zaangażować murzynki i z jakiego szczepu?

Przyjeżdża inspektor Floch z M.K., nazywany przez nas Ojcem Chrzestnym Miłosny z racji jego opieki nad naszą szkołą. Z inżynierami pomiarowymi robi 15-70 kilometrowe wycieczki, pokazując tereny, przewidziane pod lotnisko silnikowe, obchodząc całą strefę ubezpieczenia, które też trzeba pomierzyć. Jeździmy małym, sinym „Willisem”. Samochód w świetle zachodzącego słońca, piaski, niskie krzewy i wrzosy – wszystko to wygląda jak obraz z terenów afrykańskich.

Koledzy z A.W. są częstymi gośćmi z powietrza. Startując z niedalekiego Gocławka, przylatują nad Miłosnę, oglądają z powietrza, wyszukują pola startowe, możliwości rozbudowy na przyszłość.

Przecież wszystkim leży na sercu ta Miłosna. Wszyscy dają co w ich mocy.

Przyjechała i „Skrzydlata”.

Redaktor, brodząc po piaskach, wyszukuje tytuły do felietonu o Miłośnie. Tytuły są dowcipne, ale i złośliwe. Trzeba temu zapobiec: tej złośliwości. Wobec tego chytrze, a sprytnie wycyganiamy od nich obietnice, że to ktoś z nas, autochtonów, napisze artykuł, który będzie wydrukowany w „Skrzydlatej”, a redakcja doda tylko zdjęcia. Tak będzie pewniej – nigdy przecież nie wiadomo, co z tą prasą...

Zimny wiatr hula i przesuwa lotne piaski. Bajorka i stawki migocą w słońcu taflami lodu. Drzewa, ogołocone już z liści, czekają na wiosnę.

I my czekamy na wiosnę, na wykończenie robót budowlanych i na latanie.

Mgr Krystyna Klimaszewska
Opr. Andrzej Klimm

Dodaj komentarz

ReklamaReklamaReklama
Widziałeś(aś) coś ciekawego?
Chcesz o czymś opowiedzieć?
ReklamaReklama
O nasKontaktWspółpracaReklama
Zgłoś błąd