Andrzej Waś: Warunki do nauki jazdy konnej na wesołowskim hipodromie są najlepsze na Mazowszu
fot. Anna Krzemińska/wesola-gazeta.pl
Rozmowa z Andrzejem Wasiem, dyrektorem Ośrodka Sportów Konnych i Rekreacji w Starej Miłośnie oraz wiceprezesem Klubu Jeździeckiego Szwadron (należącego do krajowej czołówki), który działa w ramach Stowarzyszenia Szwadron Jazdy RP. Każda z tych trzech instytucji ma swą siedzibę na hipodromie w Starej Miłośnie, przy ul. Szkolnej.
Wywiad przeprowadził Mateusz Wiesiołek.
- Kiedy powstał KJ Szwadron i przez kogo został założony?
- Klub został założony około dziesięciu lat temu przez pana Romana Jagielińskiego (od red. byłego wicepremiera Polski i eksministra rolnictwa). Powstało wtedy Stowarzyszenie Jazdy RP, a rok później powstał klub jeździecki z tą samą nazwą. Prezesem klubu jest od początku pan Jacek Jagieliński (od red. syn Romana Jagielińskiego i właściciel dużego gospodarstwa sadowniczego). W międzyczasie zmienił się zarząd, jednak prezesem pozostał pan Jacek Jagieliński.
- Jakie są powiązania klubu z wojskiem?
- Stacjonuje u nas Szwadron Kawalerii Wojska Polskiego, który podlega Ministerstwu Obrony Narodowej. Jest on jednak osobną jednostką. My funkcjonujemy jako Stowarzyszenie Szwadron Jazdy RP, jesteśmy organizacją pozarządową. Teren hipodromu użycza nam ministerstwo, a umowa użyczenia obowiązuje do 2018 roku. Działamy tutaj jako gospodarze, a z ministerstwem ściśle współpracujemy. Klub jeździecki zaś powstał w oparciu o statut stowarzyszenia i jest jego komórką. Prowadzi działalność sportową i stara się zainteresować jeździectwem młodzież i dorosłych. Gdyby nie stowarzyszenie i tereny, jakimi dysponuje, klub nie miałby się gdzie podziać i nie dałby rady finansowo.
- Jakiego rodzaju zawody organizuje KJ Szwadron i z jaką częstotliwością?
- Jeśli chodzi o częstotliwość, to jest ona okazjonalna. Co roku organizujemy zawody sportowe podczas pikniku dzielnicy Wesoła. Robiliśmy także Akademickie Mistrzostwa Polski. Ponadto klub współpracuje z Polskim Związkiem Jeździeckim oraz Warszawsko- Mazowieckim Związkiem Jeździeckim. W tym roku dano nam możliwość organizacji Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Jest to olimpiada dla dzieci w wieku 12-15 lat w trzech dyscyplinach jeździeckich: skoki, ujeżdżenie i WKKW, czyli wszechstronny konkurs konia wierzchowego. Jest to duże przedsięwzięcie logistyczne, odbędzie się między 19 a 24 lipca, będzie około stu dziewięćdziesięciu przyjezdnych koni. Wstęp na zawody zawsze jest wolny dla każdego, także w przypadku zawodów regionalnych i ogólnokrajowych, które się tu odbywają. W końcu mamy do dyspozycji ogromne tereny. Nadają się zwłaszcza dla WKKW. Nie jest łatwo zorganizować taki konkurs, trzeba wybudować tor przeszkód do próby terenowej, który ciągnie się przez kila kilometrów i posiada różne stopnie trudności. Musi być zbudowany w oparciu o odpowiednie przepisy, chodzi przecież o bezpieczeństwo koni oraz zawodników.

- Ilu zawodników reprezentuje barwy KJ Szwadron?
- Około piętnastu, może trochę więcej, w tej chwili dokładnie nie pamiętam. W ubiegłym roku w barwy naszego klubu wstąpiła grupa woltyżerska pod kierownictwem pani Natalii Polniewicz, która miała niezłe wyniki w woltyżerce w poprzednich latach, a obecnie sama prowadzi taką grupę dla dzieci. Są tam nawet czteroletni uczniowie. Bardzo fajnie to wygląda, kiedy robią figury na galopującym koniu.
- Czy zawodnicy reprezentujący KJ Szwadron odnoszą sukcesy w zawodach regionalnych bądź ogólnokrajowych?
- Jesteśmy teraz bodajże na jedenastym miejscu w ogólnopolskiej klasyfikacji. Wyniki są różne, jak to w sporcie, wiadomo, że raz jest lepiej, a raz gorzej. W przypadku jeździectwa trzeba zwrócić uwagę na to, że o sukcesie świadczą dwa czynniki: jeździec oraz koń, który także musi być w formie oraz mieć swój dzień.
- Czy klub prowadzi także zajęcia rekreacyjne dla osób, które nie miały wcześniej styczności z końmi, a chciałyby nauczyć się jeździć?
- Rekreację prowadzi Stowarzyszenie Szwadron Jazdy RP. Naszym głównym celem jest nauka jazdy dzieci i młodzieży. Nie ukrywam, że w ten sposób utrzymujemy ośrodek. Mamy do dyspozycji piętnaście koni stowarzyszenia i organizujemy szeroko pojętą rekreację. Przyjść można codziennie w godzinach od ósmej do dwunastej lub od godziny szesnastej do późnych godzin wieczornych. W zimie korzystamy z niedawno wyremontowanej hali, która jest jedną największych w okolicy, o ile nie w Polsce. Warunki do nauki jazdy są tutaj najlepsze na Mazowszu.
- Jakie warunki należy spełniać, aby móc przyjść do ośrodka i uczyć się jazdy konnej?
- Trzeba być sprawnym fizycznie, chcieć, przychodzić i to wszystko. W miesiąc nikt nie nauczy się jeździć. Owszem, zależy to też od predyspozycji i możliwości danego adepta sztuki jeździeckiej. Nie może się on bać konia. Osoby, których nie stać na naukę jazdy konnej, mogą uczyć się u nas za darmo w zamian za pomoc w stajni. Takie osoby np. czyszczą konie i przy okazji oswajają się z nimi. Jest to istotne np. dla osoby z miasta, która może być przerażona, gdy pierwszy raz wchodzi do boksu i widzi to wielkie zwierzę.
- Co pan uważa za największe sukcesy w dotychczasowej działalności KJ Szwadron?
- Ciekawe pytanie. Największym sukcesem jest to, że utrzymujemy się tutaj jako stowarzyszenie już od ponad dziesięciu lat. Mamy do utrzymania ogromny teren, są to bardzo duże koszty. Również sport jeździecki jest bardzo drogim sportem, nie ma wątpliwości. Utrzymanie samego konia kosztuje, trzeba zadbać o opiekę lekarską, wyżywienie oraz treningi.
- A czy konie zawsze były pana pasją? Jak się zaczęła pana przygoda z tymi zwierzętami?
- Tak się złożyło, że mieszkam na tym terenie od urodzenia. Chodziłem tu do szkoły podstawowej. Powstał w tym miejscu wówczas klub sportowy, nazywał się WKS Legia Lotnik, ale wkrótce przemianował się na CWKS Legia Stara Miłosna. Mieliśmy dyscyplinę WKKW, przewijało się tutaj wielu utytułowanych zawodników, prowadziła też tutaj zajęcia olimpijka pani Wanda Wąsowska, która do dziś jest związana z tym miejscem. Wtedy podlegało to pod wojsko, zupełnie inaczej się to wszystko rozwijało, przede wszystkim były na to środki. Wtedy nie było można mieć prywatnego konia, więc była to jedyna możliwość, aby nauczyć się jeździć. Ja też zaczynałem w taki sposób, przychodziłem tutaj i jeździłem. Tak się zaczęło moje zamiłowanie do koni. Później przez sześć lat pracowałem w Polskiej Rewii Konnej. Tutaj funkcję dyrektora pełnię od czterech lat. Mam także swoją stajnię, w których mam piętnaście prywatnych koni.
- Czy koniom nie przeszkadza Piknik Wesoła, jaki co roku się odbywa na hipodromie i hałas z nim związany?
- Nasze konie co roku uczestniczą w defiladach na placu Piłsudskiego, gdzie są np. strzały armatnie. Są one trenowane w taki sposób, by dosiadający je jeździec mógł używać lancy i ciąć szablą. Kultywujemy tradycje kawaleryjskie. Nasze konie naprawdę niczego się nie boją. Oczywiście, trzeba zachowywać ostrożność podczas imprez, ale te wierzchowce są przyzwyczajone do tego typu wydarzeń i nigdy nie było żadnego wypadku.
- Czy zauważa pan duże zainteresowanie jeździectwem wśród mieszkańców Wesołej?
- No właśnie nie. Wydaje mi się, że gdybyśmy poszli na osiedle w Starej Miłosnej, to połowa osób nie wiedziałaby, gdzie znajduje się hipodrom, gdzie jest nasze stowarzyszenie. Powinno to być bardziej propagowane przez dzielnicę, bardziej nagłośnione. To jest jedyne takie miejsce w okolicy. Myślę, że przyczyną takiej sytuacji są w jakiejś mierze naleciałości z czasów komuny. Stał strażnik na bramie, wstęp wzbroniony, bo przecież teren wojskowy. A w tej chwili mamy teren otwarty, znajduję się tu nawet restauracja, można zorganizować urodziny czy imieniny. Jest to ciche miejsce i lepiej, żeby tak pozostało, bo developerów, którzy chętnie zajęliby się tymi terenami i coś zmienili, mamy masę.
- W jaki sposób chciałby Pan zachęcić mieszkańców Wesołej do zainteresowania się jazdą konną?
- Zapraszam po prostu wszystkich chętnych, którzy chcieliby skorzystać i nauczyć się jazdy konnej. Nie ma żadnych ograniczeń wiekowych. Jeśli ktoś jest sprawny, ale ma siedemdziesiąt lat, też może się nauczyć jeździć. Mamy spokojne konie, dzieci mogą startować w zawodach już w wieku siedmiu lat, więc uczyć się mogą sporo wcześniej. Jeśli np. dziecko ma trzy lata, to robimy tzw. oprowadzanki z kucykiem. Instruktor trzyma konia, natomiast rodzic dziecko i przyzwyczaja je do konia. Przy naszych warunkach naprawdę można się w to bawić. Na pewno przydałoby się więcej banerów i plakatów, żeby ludzie wiedzieli, co się tutaj odbywa. Nie wspomniałem, że co roku organizowane są tu Kawaleryjskie Mistrzostwa Polski Militari. Przyjeżdżają wtedy grupy rekonstrukcyjne z całej Polski i w swoich barwach walczą w kilku konkurencjach, np. we władaniu lancą, próbie terenowej czy strzelaniu. To fajne dyscypliny, których dzisiaj się już nie spotyka.

- Jakie są plany na przyszłość KJ Szwadron?
- Chcielibyśmy się utrzymać przez następne lata. Chcielibyśmy, żeby nasi zawodnicy i konie pokazywali się nie tylko na arenie ogólnopolskiej, ale także międzynarodowej. Niestety, w tej chwili nie ma środków, żeby założyć tutaj szkółkę jeździecką, którą klub mógłby poprowadzić. Wszystko jest odpłatnie, niestety, nic na to nie poradzimy, takie mamy czasy. Myślę jednak, że zainteresowanie jeździectwem będzie rosło, szczególnie tutaj, gdzie mamy taki ośrodek i gdzie warunki do uprawiania jeździectwa są tak dobre.
Rozmawiał Mateusz Wiesiołek
Fotografie: Anna Krzemińska
Komentarze
- Gość (77.254.47.160) / 07.04.2012 14:48:28
NIKT PANI NIE ZMUSZA DO HODOWLI KONI! To, że Pani ma takie hobby, sposób na życie lub zarabianie pieniędzy, to jeszcze nie powód, żeby inni musieli ponosić tego konsekwencje, np. chodząc po rozkopanych ścieżkach podczas spaceru po lesie, albo nie mogąc otworzyć okna z uwagi na fetor i robactwo z kupy obornika na posesji przy tej samej ulicy. Jeśli jest Pani tak zatroskana o „zdrowie i zdrowie psychiczne” koni, które zmusza PANI cały tydzień do ciężkiej pracy, to nic prostszego : niech ich Pani nie zmusza, nie hoduje i nie rozmnaża, albo kupi sobie 20 ha pola na wsi i tam organizuje dla nich hipodrom, aby miały gdzie spacerować, skoro hipodrom Legii to dla Pani za daleko.
Jeśli Panie tego nie rozumie i żąda od wszystkich, by akceptowali Pani egoistyczne fanaberie, bo inaczej będą „sfrustrowanymi, pożałowania godnymi, pełnymi goryczy i nieżyczliwości do świata i do ludzi i do zwierząt”, to z całym szacunkiem, ale ta „końska kupa”, o której Pani pisze, truje chyba raczej Pani umysł.
ad.1. Przyznam, że jestem zaskoczony: nie spotkałem się jeszcze z taką próbą obiektywizowania własnych zachcianek. Ciężko na poważnie dyskutować z Pani wizją roli, praw i obowiązków zaspokajania potrzeb życiowych koni we współczesnym świecie. Powtórzę więc tylko jeszcze raz to, co najwyraźniej trudno Pani przyswoić: NIKT PANI NIE ZMUSZA DO HODOWLI KONI. Jeśli nie jest Pani w stanie zapewnić im właściwych warunków, nie stwarzając przy tym uciążliwości (co, przyznam, w warunkach miejskich – nawet na obrzeżach miasta – jest chyba niemożliwe), to niech Pani zaniecha hodowli. Przestrzegałbym jednak przed realizacją tego pomysłu z łąką na Mazurach – zakładam, że jako „znawcy koni” znany jest Pani przypadek innego „znawcy koni” – tego Anglika (Steven coś-tam, chyba?), który pod Kielcami zrobił dokładnie to, co Pani przedstawia, jako realizację końskiego wolnego wyboru, a mianowicie wypuścił na łąkę stado koni by pasły się spokojnie, nie zmuszane przez nikogo do pracy. Ta idylla nie trwała długo: po kilku miesiącach połowa stada padła, a resztę ratowali obrońcy zwierząt nie mogąc patrzeć na to jak giną powoli z głodu i mrozu. Na takie okrucieństwo żadne zwierze nie zasługuje!
Co do obowiązkowego spaceru, który „koniowi się należy”, to rozumiem, że ze Starej Miłosnej do hipodromu Legii w Starej Miłosnej jest za daleko. Szlaki do jazdy konnej w lesie, to też było za mało – zdrowie psychiczne konia wymagało rozjeżdżania wszystkich ścieżek, na które tylko można było wjechać.
Co do psów – to pomijając kwestie kagańca, smyczy i sprzątania kup w mieście – rozumiem, że jako amazonka i jednocześnie właścicielka 2 psów, nie zauważyła Pani żadnych różnic w wyglądzie nieutwardzonej drogi po przejściu max. 40-kilowego psa na miękkich łapach i dobrze-ponad-pół-tonowego zestawu koń/siodło/jeździec na żelaznych podeszwach. No cóż, szkoda…
ad.2. Trzeba być wyjątkowo mało spostrzegawczym, żeby rozjeżdżonych przez konie ścieżek nie zauważyć. Zresztą dalej pisze Pani o „dziurach w ziemi” (o które oczywiście „nikt nie robi wyrzutów”), więc coś tam chyba jednak do Pani dociera. Problem tkwi raczej w Pani wybiórczej spostrzegawczości. O walcu/równiarce do parkuru/padoku może też Pani słyszała? Pewnie używa się tego do podlewania kwiatków, bo co tu wyrównywać – przecież nie ma żadnych „śladów zostawionych przez konie”! Szkoda, że do tych postów nie można załączać zdjęć – podesłałbym na forum parę fotek takiej drogi - wygląda jak pole uprawne przekopane dokładnie na głębokość szpadla – zapewniam Panią, ze taką drogę mogłaby Pani przemierzać co najwyżej z rowerem na plecach, a to raczej mało przyjemne.
ad.3. Taaaak: wszędzie dookoła syf, w lesie wyrzucają śmiecie, jeżdżą quadami, motorami, do tego śmierdzi z kanalizacji nie mówiąc już o tym, że produkujemy tony śmieci i chemii, więc cóż to za hipokryzja podnosić, że konie niszczą drogę leśną i zanieczyszczają ją odchodami, tym bardziej, że wcale nie niszczą (lewitują nad powierzchnią, albo chodzą w miękkich bamboszach) i wcale nie zanieczyszczają (słyną z czystości i korzystają z toalet)!!!
W ten właśnie sposób sama dopisała się Pani ze swoją jazdą konną do tego zacnego grona szkodnictwa leśnego.
Co do obwodnicy, to proszę nie wpadać w histerię, to się jeszcze okaże – na razie wycofano decyzję środowiskową WOW i nie ma planów, nawet co do samej daty wznowienia całej procedury, nie mówiąc już o budowie, więc Pani „za chwilę” to min. parę lat (choć ja liczyłbym na przyszłą dekadę), o ile w ogóle.
Co do życzliwości, z jaką się Pani spotyka podczas konnych przejażdżek po lesie, to z moich własnych doświadczeń: (1) mało kto zdaje sobie sprawę (niestety!), że jazda konna po lesie jest niezgodna z prawem – to się powoli zmienia, np. za sprawą tej dyskusji, albo znaków zakazu na wjazdach do lasu; (2) ludzie chodzą do lasu odpocząć i zrelaksować się, często z dziećmi, więc raczej nie chcą, albo wręcz boją się w mało uczęszczanych miejscach zwracać komuś uwagę, żeby nie wdawać się w sytuacje konfliktowe i nie denerwować „pyskówkami” z różnej maści wandalami, więc wolą udawać, że łamania prawa nie widzą; (3) jeśli jednak odwiedzają las częściej, to coraz bardziej przeszkadzają im np. zniszczone ścieżki (4) władze (policja, straż miejska, Lasy Miejskie) do niedawna nie bardzo wiedziały, jak reagować na zgłoszenia o jeździe konnej w lesie – z postu poniżej widać, że już wiedzą. Radzę więc nie wmawiać nikomu „życzliwości”, bo skutki jazdy konnej raczej jej nie wzbudzają, a ponadto wydaje się, że przyzwolenie na łamanie prawa też się powoli kończy.
Sielanka, którą opisuje Pani na końcu (z dzieciakami mającymi frajdę z poklepania konia po nosie) ma ciąg dalszy. Dziecko wsiada na rowerek, wjeżdża na rozkopaną drogę i zza pleców słyszę: „Tataaa!! Tataaa!!”. „Co”- pytam. „Piach! Piach! Weź rowerek!” – słyszę odpowiedź. I tak zamiast pojechać np. nad kanałek na St.M. na rowerach przez las musimy wracać i co najwyżej możemy tam sobie jechać samochodem. Dziecko też w końcu dorośnie i zrozumie to, czego Pani pojąć nie chce lub nie potrafi, a mianowicie związek przyczynowo-skutkowy między Pani jazdą konno, a tym, że nie może przejechać drogą, więc nie wpadałbym w samozachwyt nad tym, jak wiele frajdy dostarcza Pani koń, tym bardziej, że jak rozumiem nikogo z napotkanych nie pyta Pani, czy wolałby iść po ubitej drodze, czy po dziurach i rozkopanym piachu. A szkoda…
„NIE JESTEŚMY SAMI NA TEJ PLANECIE”
Pzdr
P.s. W tym wywiadzie Pan Waś dziwi się małym zainteresowaniem hipodromem wśród mieszkańców Wesołej. Może lektura tej dyskusji da mu coś do myślenia? - Gość (83.6.101.226) / 12.03.2012 21:03:29
"Z punktu widzenie tego, co (konie) robią z nieutwardzoną drogą leśną, są chyba nawet gorsi od wandali wjeżdżających do lasu quadami lub motorami."
Proszę się jeszcze raz zastanowić nad tym zdaniem.
1. Jestem amazonką, jeżdżę konno od lat. Znam konie.
2. Jestem roweżystką, w zeszłym roku tylko w lecie zrobiłam mocno ponad 2 tysiące km na rowerze. Jeżdżę często do stajni w Starej Miłosnej, przez tenże las...
3.Jestem właścicelką 2 psów - często chodzę na spacery PIESZE po lesie.
1. Proszę poza spróbować też na chwilę popatrzeć na sprawę z innej perspektywy. Konie są zwierzętami użytkowymi, ciężko dla nas pracują na co dzień,. Nie jeździ się po lesie żeby zrobić ludziom na złość, nie jeździmy też dla własnej przyjemności tylko ALE GŁÓWNIE DLATEGO ZE TYM ZWIERZĘTOM SIĘ NALEŻY TAKA NAGRODA Bo dla konia który cały tydzień pracuje ciężko - albo w sporcie, albo ucząc ludzi, który wolny czas spędza zamknięty w stajni - należy się spacer po lesie, dla jego zdrowia i zdrowia psychicznego. Bo gdyby miał wybór pasł by się na łące na Mazurach, ale my jako ludzie zmuszamy go do pracy, więc mamy wobec niego też obowiązki.
Tak jak właściciel psów - muszą zabierać psa na spacer chociaż przecież mógłby zaspokajać swoje potrzeby fizjologiczne w kuwecie i nie "przeszkadzać" ludziom w lesie czy w parku.
NIE JESTEŚMY SAMI NA TEJ PLANECIE
2.Nie wiem jak bym musiała się wysilać żeby przypomnieć sobie kiedy miałam trudność albo nieprzyjemność z jazdy rowerem po lesie z powodu jakiś "śladów" zostawionych przez konie!!!
3.Podobnie jak punk 2 ... nie zdarzyło mi się wdepnąć w końską kupę !!!
trzeba by bardzo mocno wypatrywać tej kupy żeby móc w nią wdepnąć.
Za to śmieci ... dookoła hipodromu dostatek - oby tylko za płot swojej posesji wyrzucić.
Też drodzy Państwo ... trochę pokory ... z kanalizacji Waszych domów na co dzień płynie o wiele większa ilość gówna i chemii zanieczyszczającej środowisko ... ale w rury się nie zagląda ... "śmierdzi" ale trochę dalej, truje i brudzi ale nie pod noskami. Hipokryzja. Produkujemy gigantyczny syf!!! tony śmieci,brudu i smrodu ale jak kupka pod płotem to histeria ...
Przykro się to wszystko czyta.
I żal mi Państwa, szczerze ... taka ilość goryczy i NIEŻYCZLIWOŚCI do świata,
i do ludzi i do zwierząt.
To rodzaj frustracji który truje Państwu życie bardziej niż końska kupa.
Za chwilę las potną drogi dojazdowe do obwodnicy - bez dziur, śliczne asfaltowe, równiutkie,wtedy będzie pięknie i czysto? No i guady będą mogły jeździć szybciej !
I też zastanawiam się kiedy Państwo tak cierpią w tym lesie - bo od lat kiedy spotykam tam ludzi to na "dzień dobry" odpowiadam mi ciepły uśmiech . Nikt nie krzyczy, nikt się nie złości, nikt nie robi wyrzutów że dziura w ziemi :/ dzieciaki mają frajdę, rodzice pytają się czy można podjeść pogłaskać konia po nosie ...
To jacyś inni ludzie w tym lesie bywają ? - Gość (213.17.175.82) / 29.06.2011 14:08:50
Nie! Nie rozumie Pan/Pani.
Treść Pana/Pani postu wskazuje, że ma Pan/Pani problemy z rozumieniem słowa pisanego w ogóle...
Tym niemniej zwracam uwagę, że na końcu swego postu z 2011-06-04 zamieściłem zaproszenie do spaceru pieszego lub rowerem po ul. Prusa lub Kopernika.
Ponawiam zaproszenie, to może wtedy Pan/Pani zrozumie.
Pozdrawiam i radzą czytać dokładniej lub skorzystać z czyjejś pomocy. - Gość (83.31.232.81) / 26.06.2011 04:22:01
Rozumiem, że jedna końska kupa spowodowała ugrzęźnięcie w odchodach :D Może to był jednak słoń.
- Gość (193.111.166.134) / 24.06.2011 09:00:20
Szanowny Panie,
Z Pana wypowiedzi widać, że nie korzystał Pan ani razu z dróg zniszczonych przez konie (właśnie te czterokopytne, a nie mechaniczne). Na piaszczystych, niutwardzonych drogach większe szkody potrafi uczynić koń (zwierze) niż samochód, czy motor.
Natomiast sąsiad z Groszówki o brnięciu w końskich odchodach wcalem nie przesadził. Jakiś czas temu jeden z przejeżdżających rumaków narobił prosto pod moją furtką. Zapewniam Pana, że do przyjemności nie należało zbieranie tych "skarbów".
Pozdrawiam serdecznie
Mieszkaniec Groszówki
PS. Swoja drogą szkoda, że Pan Waś nie ma odwagi cywilnej, aby wypowiedzieć się w przedmiotowej sprawie i chociaż zaoferować, że dołoży starań, aby sytuacja z niszczeniem dróg przez jego klubowiczów uległa zmianie. - Gość (83.31.214.213) / 22.06.2011 01:56:25
heh
konie zniszczyły drogę :)
"Powstają dziury, nierówności. Drogi są po prostu rozjeżdżane." - czy panu się nie pomilił koń mechaniczny z koniem czterokopytnym.
Sa tacy ludzie którym przeszkadzać będzie pierdzący sąsiad mieszkający dwie ulice dalej.
Z tym grzęźnięciem w odchodach to już Pan przesadził :DDDDDDDDDDDD - Gość (83.31.214.213) / 22.06.2011 01:55:57
heh
konie zniszczyły drogę :)
"Powstają dziury, nierówności. Drogi są po prostu rozjeżdżane." - czy panu się nie pomilił koń mechaniczny z koniem czterokopytnym.
Sa tacy ludzie którym przeszkadzać będzie pierdzący sąsiad mieszkający dwie ulice dalej.
Z tym grzęźnięciem w odchodach to już Pan przesadził :DDDDDDDDDDDD - Gość (178.36.17.70) / 04.06.2011 02:28:46
Szanowny Sąsiedzie z Groszówki,
Doceniając twórczy wkład miłośników jazdy konnej z hipodromu w doskonały stan dróg i ścieżek leśnych na naszym terenie, wrodzone poczucie sprawiedliwości nakazuje mi wspomnieć o zasługach poniesionych w tym względzie przez miłośników jazdy konnej z samej Groszówki, a ściślej korzystających ze stajni zlokalizowanej u zbiegu ulic Prusa i Kopernika, tamże.
Śmiem twierdzić, że to przede wszystkim tym właśnie, lokalnym "miłośnikom koni" zawdzięczamy jakże miłe doznania, których wszyscy możemy doświadczyć w trakcie wycieczek pieszych lub rowerowych po drogach i ścieżkach Groszówki, po których byli oni łaskawi poruszać się swoimi konikami.
Grupka raczej nieliczna (kilka - kilkanaście osób), lecz za to bardzo "twórcza", a i mniemanie o sobie i swoim hobby posiadająca jak najlepsze - do tego stopnia, że uznają za rzecz najzupełniej normalną, iż wszyscy inni chcąc spacerować po lesie winni grzecznie grzęznąć po kostki w piachu i odchodach ich koników.
Z punktu widzenie tego, co robią z nieutwardzoną drogą leśną, są chyba nawet gorsi od wandali wjeżdżających do lasu quadami lub motorami.
A teraz poważniej : jazda konna po lesie jest co do zasady zabroniona (Ustawa o lasach, art.29 ust.1a: Jazda konna w lesie dopuszczalna jest tylko drogami leśnymi wyznaczonymi przez nadleśniczego). Na Groszówce dotyczy to głównie terenów MPK, ale nie tylko, bo zawarta w tej ustawie (art.3) definicja lasu jest dość szeroka.
Oczywiście lokalni "miłośnicy jazdy konnej" zadbali, aby takie szlaki do jazdy konnej zostały wyznaczone.
Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że w ten sposób znane przez nas "atrakcje" związane ze spacerem po drodze, po której jeździly konie, zostaną skanalizowane na tych właśnie szlakach.
Lokalni "miłośnicy jazdy konnej" potratowali bowiem fakt istnienia szlaków konnych jako alibi do poruszania się konno po całym terenie wedle własnego widzi-mi-się i niszczenia wszystkich okolicznych ścieżek i dróg leśnych, dając tym samym dowód swego zdyscyplinowania i poszanowania innych turystów.
Wskutek m.in. i moich interwencji, decyzją Dyrektora Lasów Miejskich - Warszawa, z dniem 2010-04-30 szlaki do jazdy konnej zostały zlikwidowane.
Oznacza to, że od dn. 2010-05-01 każde pojawienie się "miłośnika jazdy konnej" konno w lesie jest nielegalne i stanowi wykroczenie określone w art.151 kodeksu wykroczeń (to z kolei potwierdzone przez Policję - KRP Warszawa VII, któremu podlega komisariat w Wesołej).
Goraco zachęcam do zgłaszania takich przypadków Policji (Straży Miejskiej lub samym Lasom Miejskim - Warszawa), gdyż mimo że instytucje te winny reagować nawet na pojedyncze zgłoszenia, to wydaje się jednak, że czynią to chętniej, gdy tych zgłoszeń jest więcej.
Co do nieutwardzonych dróg mających status dróg publicznych, to choć nie ma wyraźnego przepisu zakazującego poruszania się po nich konno, to jednak, szczególnie w przypadku naszych piaszczystych dróg, nawet parokrotna przejażdżka po nich konikiem spełnia znamiona czynu zabronionego określonego w art.99 par.1 pkt.2 kodeksu wykroczeń (niszczenie/uszkadzanie drogi publiznej).
Wszystkich lokalnych "miłośników jazdy konnej" poza hipodromem, którzy z całą pewnością będą wielce oburzeni moim komentarzem, zachęcam natomiast gorąco do pieszego lub rowerowego spaceru (np. po ul. Kopernika, którą wjeżdzacie konno na teren MPK), abyście w ten sposób mogli właściwie docenić efekty waszych przejażdżek.
Serdecznie Pozdrawiam! - Gość (193.111.166.133) / 22.03.2011 15:23:57
Szanowny Panie Waś,
Zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie informacji dlaczego miłosnicy jazdy konnej pomimo tego, że mają u Pana na hipodromie wspaniałe warunki do uprawiania tego rodzaju sportu oraz dysponują rozległym i pięknym terenem wyjeżdzają poza teren stadniny na teren dzilnicy Groszówka??? Powoduje to, że drogi (w większości nieutwardzone) są nagminnie niszczone. Powstają dziury, nierówności. Drogi są po prostu rozjeżdżane. To samo dzieje się z leśnymi ścieżkami.
Zapraszam Pana któregoś pieknego dnia na spacer ulicą Staszica, Prusa, Dębową. Zapewniam Pana, że doświadczy Pan na własnej skórze jak "miły" to będzie spacer. Drogi te w niektórych miejscach są tak "stratowane" przez konie, że przejście nimi nie jest lekkie nie wspominając już o jaździe wózkiem z dzieckiem. Jest to wręcz niemożliwe.
Pragnę wspomnieć, że drogi te nie były juz naprawiane wiele, wiele lat i jeszcze bardzo długo naprawiane zapewne nie będą.
Domyślam się, że Państwa Hipodrom nie podejmie się ich naprawy. A szkoda, bo to Państwa miłośnicy jeździectwa przyczynili się do takiego stanu tych dróg.
Na zakończenie bardzo proszę o zwracanie uwagi swoim klubowiczom, aby korzystali z terenu Hipodromu.
Pozdrawiam
Mieszkaniec Groszówki
- Gość (10.4.1.189) / 17.03.2011 07:46:19
Mało kto pamięta, że część terenów hipodromu pochodzi z przymusowego wywłaszczenia w latach 1970-tych prywatnych terenów rolniczych "na cele publiczne". Czy przejęcie ziemi przez ministra, czy ministerstwo w celu wynajecia prywatnemu klubowi, to rzeczywiście "cel publiczny" czy społeczny?
- Gość (89.79.143.147) / 15.03.2011 13:58:12
tzn wywiad :P pysiek
- Gość (89.79.143.147) / 15.03.2011 13:57:43
Bardzo ciekawy artykuł :) pysiek


Katalog firm
Forum
Blogi
Mapa wesołej
Foto
Archiwum










